Brun
Brun brun brun
6 obserwujących
43 notki
21k odsłon
727 odsłon

Grudniowe żeglowanie

Wykop Skomentuj8

W grudniu nachodzą mnie zimowe opowieści.

 Na przykład taka jak kiedyś w listopadzie, na pokrytym śniegiem wybrzeżu Zatoki Białego Niedźwiedzia (Isbjornhamna, Ursus maritimus, niedźwiedź morski) znaleźliśmy urwaną, pływającą na strandzie płetwę sterową jakiegoś jachtu. albo niewielkiego stateczku, była z epoksydu, zatem jednak chyba z jakiegoś jachtu.

Najpierw zaskrzeczało do mnie przez radio, że coś tam pływa po brzegu, chyba płetwa sterowa, ale nie wiedzą co, bo mrok zapada no i oni się nie znają. Do mnie bo robiłem tam wówczas za specjalistę od jachtów i podobno się znałem, na jachtach. Chwyciłem zatem lornetkę, nawet jak pływa przy brzegu, to zawsze lepiej pooglądać to coś przez lornetkę, która przybliża i rozjaśnia... Zarzuciłem kurtkę na grzbiet, karabin na plecy, bo to nie od parady nazywało się Isbjornhamną i żwawym krokiem ruszyłem na podany azymut, brnąc jakieś półtora kilometra po kopnym, świeżo spadłym śniegu, w którym, z każdym krokiem, zapadałem się po kolana. Po małej półgodzince dobrnąłem na wybrzeże, gdzie już niecierpliwie czekało dwu kolegów.

image

Słońce było już pod horyzontem, ale od jasnego nieba szedł jeszcze poblask, zabarwiony nawet czerwienia na jednej, jedynej chmurce. Ogląd lornetkowy wykazał coś na kształt płetwy rekina bujającej się w wodorostach pomiędzy skałkami kilkadziesiąt metrów od brzegu. Mowy nie było by dało się to coś wyciągnąć bez wchodzenia do wody. A woda miała coś koło zera i niedwuznaczną tendencję do zamarznięcia. Jak zamarznie to w ogóle tego nie wyciągniemy, chyba, że na wiosnę. Zagrała w nas krew eksploratorów i odkrywców. Do Banachówki, szopy ze sprzętem, termoizolacyjnymi kombinezonami roboczymi, w których można by wejść do wody następne półtora kilometra. Trzeba linę i kombinezon, zatem idziemy we dwu, bo to musimy wszystko przenieść po kopnym śniegu. Brniemy zatem śnieżną płaszczyzną gdzie drogę nam rozświetlają pierwsze, nieśmiałe przebłyski zieleni aurora borealis, poblask zapadniętego w morze słońca i elektryczne błyski postawionej niedawno latarni morskiej z kilku beczek pospawanej do stalowej konstrukcji szopy. Tam i z powrotem, trzy kilometry po skrzypiącym śniegu. Wbijam się w wodoszczelnego Hally Hansena, włażę do oceanu i próbuję ciągnąć. No, nie starczyło mi wyobraźni, bo to za ciężkie, za bardzo rozchybotane. Zakładam linę i brodzę z nią z powrotem na brzeg.  

Nie da rady, zatem po naradzie ;-) wołamy przez radio następnego do pomocy, razem ze skuterem śnieżnym i jeszcze jedną liną, bo pod sam brzeg skuterem nie da się podjechać, jest odpływ, kawał kamienistej plaży zalodzony ale bez śniegu, kamienny wał na najwyższej linii przypływu. Dało się ale łatwo nie było, czerń się już zrobiła głęboka, tylko te falujące zielenią festony na niebie, bez Księżyca, efektowne ale światła z tego tyle co nic.

image

Rzeczywiście była to urwana od jachtu płetwa sterowa, wysłaliśmy ją potem, okazyjnym śmigłowcem, Gubernatorowi do Longyearbyen, gdzie pracowicie próbowano ją dokleić do któregoś z dramatycznych, przy wybrzeżu, wydarzeń, o których Urząd Gubernatora miał wiedzę. O naszej płetwie wiedzy chyba nie mieli zatem jest to jedna z nierozwiązanych zagadek Arktyki. Jedna z wielu, w każdym razie przestroga by się od skał i przyboju, za wszelką cenę, trzymać zawsze z daleka. A pogoda tutaj może się zmienić gwałtownie, nie nawet z godziny na godzinę, ale z kwadransa na kwadrans. Dosłownie. 

Tak jak wtedy, latem, gdy słoneczną niedzielą część obsady stacji polarnej wybrała się na wycieczkę przygodnym jachtem. Załadowali się z pontonu na pokład i popłynęli na druga stronę fiordu, na łososie. Na południowym brzegu Hornsundu, w kierunku Sorrkapu, kilka kilometrów od brzegu i kilkadziesiąt metrów w górę z czwartym czy piątym wałem polodowcowych moren jest łososiowe jezioro. Jest to jezioro okresowe, przy czym mechanizm jego napełniania i opróżniania jest nieregularny, w cyklu wieloletnim, jezioro potrafi zniknąć zupełnie w ciągu tygodnia, by na wiosnę objawić się w całej krasie i trwać tak przez kilka lat, do kolejnego niespodziewanego opróżnienia. Ciekawostką są te łososie, które na tarło idą z oceanu bardzo płytkim strumieniem, w górę przeskakując przez kolejne wodospady. Cud natury, o tyle interesujący dla wędkarzy, że da się tam te łososie, na wędkę, łowić.

Zatem wcale liczna grupa amatorów łososi przeprawiła się na drugą stronę fiordu, zaś jacht wysadziwszy ekipę łowiąca, z dwiema paniami chwilowo urlopowanymi z obowiązków w Bazie polarnej udał się na dalszą wycieczkę w głąb fiordu. Tymczasem, około południa, pogoda się załamała. To znaczy słońce nadal radośnie rozświetlało okolicę, ale przyszedł duj straszliwy, do ośmiu, ze wschodu, wzdłuż głównej osi fiordu. Natychmiast podniosła się fala i przybój, co najmniej dwumetrowy, uniemożliwiał jakiekolwiek lądowanie na brzegu. Nic o tym wszystkim nie wiedziałem, bowiem odsypiałem nocny dyżur i szum wiatru, w fatalnie skonstruowanym systemie wentylacyjnym głównego baraku, usypiał mnie dokumentnie. Do momentu gdy dosyć brutalnie, szarpaniem za ramię mnie obudzono, jako głównego, jako się już rzekło, specjalistę od jachtów. Kawa i łyk koniaku w głównej mesie, przeszklonej na fiord, który zabielony był pianą i, ogólnie, jakoś taki bardzo nierówny. To pozwoliło podjąć krótką i zdecydowaną decyzję, że z wędkarzami na razie nic nie robimy, niech idą na brzeg oceanu do ruin porzuconego kilkadziesiąt lat temu, na brzegu, myśliwskiego husa i tam czekają aż się pogoda odmieni, na przejście przez fiord nie mieliśmy, w tych warunkach ani odwagi, ani sprzętu. Musi się uspokoić.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości