Brun
Brun brun brun
7 obserwujących
74 notki
35k odsłon
491 odsłon

ZAWISZA - trzydzieści lat przed

Wykop Skomentuj19

   STARY

   Fordewindem wprost z Kołobrzegu na Christianso. Zawisza na rozsłonecznionym i rozkołysanym Bałtyku kładzie się burtami w białej pianie. Z sykiem uciekającej przez blindy szpigatów wodzie winduje do góry by pocelować bukszprytem wprost w Słońce. Wiatr rozwiewa czupryny i szarpie połami kurtek, sternik roziskrzonym wzrokiem krzesze iskry słońca z mosiężnych okuć koła sterowego a czarny rycerz na bryfoku ociera z wąsów słone krople morza.

   Bosman, postury wprost z kliprów Balck Ball Line szeroko rozkraczył nogi i pokrzykuje na mocująca się z szotami załogę. Stary nasz statek pędzi w rozkołysie i wśród bryzgów piany z szybkością co najmniej dziesięciu węzłów. Spędzona ze spardeku załoga kuli się w kambuzie lub szuka problematycznego wypoczynku pod pokładem. Ciągłe trymowanie szotów i brasów zatrudnia wszystkie wachty.

   Najprostsza metoda wyrzucenia w górę czterdziestu ludzi polega na naciśnięciu niewinnie wyglądającego przycisku, który za pomocą kabla szatańskim sprytem podłączony jest do dzwonka, którego piekielne terkotanie potrafiłoby poruszyć pewno nawet nieboszczyka. Plącząc się we własnych nogach wypadali na pokład gdzie słońce raziło ich w oczy a nogi grzęzły w wysokiej warstwie przelewającej się po nim wody. Szorstkie liny raniły i tak już podrażnione dłonie a przechył potrafił położyć na raz z nich połowę. Bosman, który, o dziwo, zawsze twardo stał na dwóch nogach sypiąc przekleństwami zaganiał ich do roboty. Nastoletnia załoga po kolejnym alarmie schodziła pod pokład, z trudem ściągała z siebie warstwy przemoczonych ubrań, waliła się w koje pod wilgotne koce. Kulili się próbując złapać trochę ciepła kiedy następny dzwonek wywalał ich na pokład.

image

Holownik przebija się przez Bałtyk.   Zdjęcia oczywiście są kompilacją tego co pstrykałem przez wiele lat  

 Przez rozbielone morze pchał się naprzód ciężki statek ratowniczy. Jeden z tych pomalowanych na czarno, krępy i szeroki, z helikopterem na rufowym pokładzie. Szerokim dziobem pchał przed sobą morze, ginął za falą niemal po szczyty pokładówek, wypryskiwał pod niebo na szczycie innej.

   Widok był malowniczy.

   Widok pędzącego w sztormie pod białych piramidą płócien żaglowca musiał być jeszcze bardziej malowniczy, bo statek wyraźnie zmienił kurs i z budzącym podziw wyliczeniem przeszedł nam niecałe dwa kable przed dziobem.

   Dzwonek wyrwał wachty na pokład. Kapitan ujął w dłoń mikrofon:

- Uwaga, załoga! Po prawej burcie widzimy statek. Jest to statek ratowniczy o bardzo ciekawej konstrukcji i w bardzo charakterystyczny sposób zachowujący się podczas sztormowej pogody. Polega to na tym, że....

   Dzwonek, odbój alarmu, załoga schodzi pod pokład wymieniając się przy okazji wachtami. Zawisza kładzie się w morzu ale wiatr odkręca na przeciwny hals. Dzwonek, załoga na pokład. Dziób zanurza się w wodzie, czarny rycerz na bryfoku radośnie szczerzy zęby.

image

Tanker na Skagerraku  

Zachód słońca wspaniały, noc za to czarna czernią piekielną, z deka zmieszaną z deszczem pełną wiatru i diabelskiego chichotu.

   W ciszy kabiny nawigacyjnej wachtowy przez długi tubus wpatrzony w pomarańczowe oko radaru usiłuje wykoncypować nieobliczalne praktycznie ruchy stada kutrów, które wraz z zapadnięciem zmroku jakby nagle otoczyło nasz żaglowiec. Ze smaganego deszczem spardeku widać tylko blade światełka, raz po raz zasłaniane fala lub szkwałem. Gdzieś tam w lewo skos silne światło Due Odde, rozedrgany szot bezansztaksla na ramieniu, za plecami milcząca, czarniejsza od nocy postać kapitana.

image

Śródokręcie Zawiasa, pod słońce

   Przy większych zmianach kursu wachtowy gania wachtę po pokładzie. Dłonią wyczuwa na szocie pracę bezansztaksla , luzuje, każe wybierać żagle. Kiedy schodzą ze spardeku wpadają w ciemność zupełną. Niknie gdzieś daleko dodające otuchy światełko nad kompasem, woda jest wszędzie, z góry i z dołu. Obce w ciemnościach liny. Załoga wczepia się w nagielbanty, morze niewyraźnie blisko za niewysokim nadburciem, czekają głosu z góry, który ich odwoła pozwoli gdzieś na chwilę przycupnąć, pozwoli nie myśleć, że zimno, że mokro, że do domu daleko.

   Tuż pod burtą kuter. Silne wychylenie steru na burtę, uciekamy w lewo. Krzyki komend, w górze piszczy przeraźliwie bloczek luzowanego żagla. Na złamanie karku wachta spada ze spardeku, pędzą do szotów sztaksli. Za plecami syknięte przekleństwo. Dzwonek. Ostre światło salingówek zalewa pokład. Tupot stóp po trapie. Zawias pochyla się mocno na burtę, fala wali w nawis rufowy i bryzgami po plecach. Wszystkie ręce na pokład. Jaskrawym światłem Aldisa po morzu. Z ciemności wyłania się niebieski kadłub i białe plamki twarzy rybaków.

image

Kuter rybacki, "siedemnastka", leży na Zatoce nieopodal Juraty

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości