Brun
Brun brun brun
9 obserwujących
90 notek
46k odsłon
577 odsłon

Lot Walkirii

Wykop Skomentuj3

Jezioro Czerwone w Puszczy Romnickiej. Prastare świerki, gąszcz traw i plątanina gałęzi na piętnaście metrów z głębi lasu nie widać nawet toni jeziora. Plątanina zagubionych ścieżek i dróg wyznaczonych tylko zarośniętymi podszyciem przesiekami po których czasem tylko trop zająca, bezszelestny ślad lisa i głośne trzaski łamanych gałęzi kiedy we dwu, słusznej postury błądzimy pomiędzy świerkami i wśród pni niebotycznych sosen prosto jak strzelił wyznaczających drogę do wieczornego nieba.

image

Znad rosyjskiej granicy idzie wał czarnych chmur, zakrywa słońce i kładzie się na jeziorze białą linią wzburzonej wody. Przedwieczorne światło z nadmiarem czerwieni w tle i tym czarnym wałem w przestworzach. Jest parno, pot zlewa oczy i przykleja koszulę do ciała. Przelatująca mimo komarzyca zawraca Immelmannem i z przewrotu na plecy lotem pikowym wbija mi się w kark.

PAC.

Na pustym jeziorze samotny windsurfer halsuje, zdaje się, wprost pod burzowy walec.

Idziemy, trawersując stromą skarpę z jednej strony skrajem lasu, z drugiej tuż nad brzegiem, który staje się podmokły i porośnięty łoziną. Wprost na północ, wprost na silnie strzeżoną granicę Federacji Rosyjskiej. Z determinacją mijamy słup graniczny. Pomalowany w biało czerwoną jodełkę zostaje za nami. Znajdujemy się teraz w strefie delikatnie przygranicznej Unii Europejskiej.

Do duchoty otaczającego powietrza strużką spływającego po plecach potu dołącza się ledwo uchwytne wrażenie nadchodzącego końca świata. Z północnego horyzontu dochodzą pomruki nadchodzącej nawałnicy.

image

Kilka jeszcze kroków, kilka ruchów ramion rozsuwających gałęzie i wśród pierwszych kropli deszczu rysuje się na ziemi betonowy zarys, ostatni ślad na ziemi szefa sztabu Luftwaffe, przecieram ręką napis na płycie.

Generaloberst der Flieger od siedemdziesięciu prawie lat spoczywa tutaj, nad brzegiem Czerwonego Jeziora w zapomnianej przez ludzi mogile.

Stukot wielkich kropel jak delikatne bębny na początek pogrzebowego marszu Zygfryda. Gdzieś z trzewi ziemi, delikatnie, ledwo słyszalnie, pojedynczo najpierw by w pospiesznym szepcie narastać coraz bardziej, coraz szybciej.

Głos pioruna nagły i wstrząsający niczym zawodzenie Brunhildy.

Szkwał targnął gałęziami, poruszył liście i walec burzy runął na nas deszczem przemaczając błyskawicznie i na wylot w szybko tężejącej ciemności nocy. 

image

[...]

- Kazimierzu, Konsul rosyjski zaprasza. Czy lecisz z nami,helikopterem?

- Rosyjskim? Nie.

- Skąd taki brak zaufania?

- To nie brak zaufania, to doświadczenie.

Kazimierz zanim został mechanikiem okrętowym przez dwa pełne wrażeń lata służby wojskowej był mechanikiem lotniczym w Ludowym Wojsku Polskim. Mi-8 to solidna maszyna, chociaż niekoniecznie ten egzemplarz, który Kazio obejrzał już przez lornetkę i zdecydował, że nie poleci.

Poleci, nie poleci, ktoś i tak musi zostać w bazie, a skoro wszyscy lecą to Kazio może zostać.

Dni wydarzenia toczą się błyskawicznie, przed chwilą zaledwie tkwiłem pośrodku fiordu z unieruchomionym silnikiem prądem odpływu wędrując w stronę Ameryki. Ci cholerni ekolodzy zafundowali sobie przyczepny silnik czterosuwowy, który we wszystkich parametrach miał być lepszy od podobnych cały cykl pracy zamykających w dwu suwach.

image

We wszystkich oprócz bezawaryjnego działania. O kant potłuc zasadę pływania tutaj po fiordzie we dwie łodzie, bo jedna zawsze przecież może pociągnąć drugą. Z perspektywy tego coraz bardziej dojrzewającego pływu i beznadziei szarpania rozruchowego sznurka własne przecież zarządzenia wydawały mi się tak głęboko przemyślane i ze wszech miar słuszne...

Tomkowi trzy dni wcześniej urodziła się córka i, biorąc pod uwagę, że we dwu właśnie beznapędowym pontonem wypływamy na Północny Atlantyk nawet nie nie będę mógł jej, kiedy dorośnie, opowiedzieć jaki ojciec był dzielny.

Głupim zawsze szczęście sprzyja. Tym razem objawiło się w postaci zarzuconego sprzętem, głównie agregatem dwieście dwadzieścia do zasilania aparatury badawczej, (a kurcze blade, tyle razy im powtarzałem, że kiedyś ich te dwieście dwadzieścia na amen kopnie) pontonu badaczy oceanograficznych.

Nic nie mówię bo nawet cumy dla holu nie mam a agregatowcy mają. Ciągną nas tym swoim dwusuwem na krótkiej lince a zaraz nad głową, wśród wibracji powietrza, potworny łomot schodzącego znad szczytu Czybyszewa ruskiego MI-8 z pełnym dobrych chęci konsulem na pokładzie.

Kaziu z rozsądkiem poprzestał na lornetce a tymczasem aluminiowa, nie pierwszej już młodości ważka nabiera pędu przy rozkręcaniu wirnika. Łomot jest straszny ale, nieprawdopodobne, rośnie. Siedzimy na gołych elementach konstrukcji, kto bardziej fartowny na jakimś worku z zawartością niewiadomą. W tyle kadłuba tam gdzie na zdjęciach reklamowych się on rozchyla na dwie części, na tych rozchylanych i zabezpieczonych tylko pogiętym drutem drzwiach tylnej rampy załadunkowej ze znudzonymi minami, na rozkładanych leżakach turystycznych siedzi dwu Rosjan, którzy pogrążeni w rozmowie nie zwracają zupełnie uwagi ani na rosnący łomot ani na zardzewiały drut w roli drzwiowego bezpiecznika. W kabinie pilotów są dwa fotele, dla pilotów właśnie, i pomiędzy nimi przykryta kocem ławeczka z dwu desek, dla mechanika.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości