68 obserwujących
331 notek
372k odsłony
  477   0

Dlaczego JOW

Obecny kodeks wyborczy to bubel prawny - poziom republiki bananowej.
Obecny kodeks wyborczy to bubel prawny - poziom republiki bananowej.
  • Średnia liczba mieszkańców w okręgu: ok. 70 000
  • Mandatów do obsadzenia: 1
  • Średnia liczba kandydatów przypadająca na 1 mandat: 5-6

Wyciągnijmy wnioski. Poseł Kozak ma kilkunastokrotnie „gorzej” niż jego odpowiednik w Wielkiej Brytanii. Składa się na to wiele okoliczności.
 

JOW dla super mega opornych

Kilkunastokrotnie większy okręg wyborczy

Okręg wyborczy posła Kozaka jest prawie 17-krotnie większy (ponad 900 tysięcy mieszkańców) niż typowy okręg wyborczy w Wielkiej Brytanii (około 70 tysięcy). Rodzi to poważne konsekwencje zarówno podczas samej kampanii wyborczej, jak i już – po wyborze – podczas pracy poselskiej.

W czasie kampanii wyborczej potrzebne są kilkunastokrotnie większe (relatywnie) niż w Wielkiej Brytanii nakłady na jej przeprowadzenie. Polski kandydat – w porównaniu z kandydatem brytyjskim – ma o wiele mniejsze szanse na spotkania z wyborcami, gdyż nie jest w stanie podczas krótkiej kampanii wyborczej zbyt wiele takich spotkań w całym okręgu zorganizować. Reklama jest głównie pośrednia – przede wszystkim przy pomocy plakatów i ulotek wyborczych, a więc wyborcy mają małe szanse na zadawanie pytań kandydatom. Handicap mają kandydaci bogaci, dysponujący potężnymi funduszami wyborczymi – najczęściej są to osoby z największych partii (dofinansowywanych z budżetu), ulokowane na pierwszych miejscach list wyborczych. Małe ugrupowania nie posiadają takich środków. Faworyzowani przez ustawę są kandydaci z list ogólnopolskich, gdyż tylko oni mają dostęp do możliwości prowadzenia debat wyborczych w mediach elektronicznych (Art. 120 Kodeksu).

Różnice między systemem anglosaskim a Polską podkreślała ostatnio blogerka Faxe, posiłkując się przykładem Kanady. Zaznaczała:

 „Kampania wyborcza to przede wszystkim ciężka praca. Kandydaci, najczęściej są lokalnymi działaczami, przedsiębiorcami albo posłami obecnej kadencji, znani są więc większości wyborców w okręgu. Aby dotrzeć ze swoim programem do wszystkich w okręgu, organizują spotkania (w szkołach, bibliotekach, dużych zakładach pracy, etc.) wiece, pikniki w parkach, często połączone z programem rozrywkowym i napojami, hamburgerami itp. Zgodnie z prawem wyborczym każde miejsce publiczne, jak galerie handlowe, stadiony, szkoły, świetlice etc. nawet jeżeli są własnością prywatną, muszą być udostępnione kandydatom przeprowadzającym kampanię. Większość kandydatów odwiedza też wyborców w ich domach i mieszkaniach. Można wiec go zaprosić i porozmawiać o sytuacji w dzielnicy i okręgu, poznać kandydata i jego program. Prawo wyborcze gwarantuje kandydatowi nieograniczony wstęp do budynków mieszkalnych od 9 do 21 codziennie podczas kampanii”.

Wielkość okręgów wyborczych determinuje też możliwości współpracy z wyborcami podczas kadencji. Zacytujmy ponownie Faxe:

„Konieczność bezpośredniej rywalizacji w okręgach wyborczych ze świadomością, że tylko jedna osoba może zostać posłem wpływa znakomicie na inteligentne łączenie polityki partyjnej z celami społeczno-politycznymi wyborców. Z autopsji znam przypadki, ze ci sami ludzie, nie zmieniając przekonań mogą głosować na konserwatystę w wyborach federalnych (krajowych), na liberała w prowincjonalnych i kogoś niezwiązanego z żadną z tych partii w wyborach lokalnych. Dlatego właśnie, ze to nie partia, a konkretny kandydat swoją osobą gwarantuje realizację obietnic wyborczych.

Wielu wyborców wybiera więc kandydata z partii, którą popiera, inni wybierają kierując się programem kandydata, ew. obietnicami inwestycji lokalnych jak szkoły, drogi, parki, etc, inicjatyw zwiększających zatrudnienie, itp. W następnych wyborach posłowie są rozliczani ze swoich obietnic i pracy przez ponowny wybór lub wybór innego kandydata. Kompletni nieudacznicy przynależący do partii, nawet jak chcą kandydować w następnej kadencji nie uzyskają poparcia partii.
 
Prawdą jest, że na arenie politycznej jest kilka partii i w wyborach federalnych trudno jest wygrać będąc niezależnym, niemniej jednak „jakość“ posłów i ich pracy jest nieporównywalna do posłów w systemie polskim, gdzie o nominacji decyduje szefostwo partii nie licząc się ze zdaniem wyborców i nie rozliczając posłów z ich pracy dla suwerena, a tylko z lojalności partyjnej.
 
Poseł w Kanadzie stara się i walczy w Parlamencie, aby zrealizować swój program i obietnice wyborcze, a wyborcy w okręgu też trzymają rękę na pulsie i przez cztery lata kadencji pilnie nie tylko śledzą poczynania posła, ale też biorą udział w spotkaniach i debatach z posłem. Na bieżąco też są informowani o pracy posła w miesięcznych lub kwartalnych sprawozdaniach dla wyborców, które przesyłane są pocztą do każdego mieszkania czy domu w okręgu.
 
 Wyborca może też zwrócić się do posła jeżeli ma problem lub skargę. Biura poselskie tętnią życiem, personel biura nie odsyła nikogo z kwitkiem i jeżeli skarga jest merytoryczna i zasadna, poseł nie odmówi interwencji. Godziny przyjęć posła są stałe i kiedy poseł nie jest w Ottawie, przyjmuje co najmniej 3 dni w tygodniu. Można też skorzystać z okazji i porozmawiać z posłem podczas wielu spotkań jakie organizuje on z wyborcami. Kalendarz takich spotkań podany jest w sprawozdaniach przesyłanych wyborcom. Pracownicy biura poselskiego monitorują sprawy skarg, są w stałym kontakcie z wyborcą i powiadamiają co się dzieje w sprawie.
 
Jest nie do pomyślenia (i jest to śmierć polityczna) olewanie wyborcy.
 
Ten reprezentant ma twarz, którą wyborca zna, mieszka w okręgu, gdzie wszyscy znają się chociażby z widzenia i wiedzą o kandydatach z okręgu wszystko, co jest potrzebne, aby go ocenić i podjąć decyzję w wyborach. Kandydaci nie biorą się znikąd, są najczęściej znanymi w okręgu działaczami społecznymi, przedsiębiorcami lokalnymi robiącymi dużo społecznej czy charytatywnej roboty lokalnie itd. Ludzie w okręgu znają ich, spotykają na miejscu ważnych wydarzeń w okręgu, jak święta religijne czy narodowe, strajki, pogrzeb znanej czy ważnej osoby w okręgu, wypadków, etc.
 
W Polsce – w jednej sprawie - napisałam na przestrzeni paru lat tysiące próśb o pomoc do posłów i senatorów, wisiałam u niejednej poselskiej klamki, gdzie byłam mniej lub bardziej po chamsku zbywana, a na moje tysiące listów dostałam słownie – kilka odpowiedzi, reszta z moich listów została olana i zniknęła w czarnej dziurze biur poselskich i senatorskich. Dwóch posłów „z łaski“ spotkało się ze mną, obiecali pomoc…i dalej nic…cisza, jeden senator zajął się „z sercem“ moją sprawą. Pozostałe kilka setek nie powiedziało nawet gdzie mam ich pocałować.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale