2 obserwujących
6 notek
2755 odsłon
262 odsłony

Kilka słów na temat stowarzyszeń tajnych i naszego do nich stosunku

Plakat ligi masońskiej z USA, ca. 1846, bogaty w symbolikę ruchu
Plakat ligi masońskiej z USA, ca. 1846, bogaty w symbolikę ruchu
Wykop Skomentuj1

Czemu? Nie wiem. Bo tak jakoś wpadło. Znaczy, być może istnieje możliwość jakiegoś połączenia tego tematu z wypadkami bieżącymi. Polityka współczesna to chaos i trudno nieraz zrozumieć podejmowane przez rządy różnych państw decyzje wobec epidemii, w związku z czym temat tajnych towarzyszeń i ich machlojek zdaje się powracać w debacie publicznej. Niemniej, z ogólnym funkcjonowaniem tego tematu w kulturze są pewne problemy – i te problemy w logiczny sposób manifestują się także i dzisiaj. Ponieważ zaś mimo, jak zwykle, braku wiedzy eksperckiej coś jednak na temat wiem, to się podzielę, szczególnie, że sądzę, że moje przemyślenia (nie chwaląc się) dają pewną możliwość, aby ze wspomnianymi wyżej problemami sobie poradzić i zacząć rozmawiać o kwestii bardziej racjonalnie.

Racjonalnie, to znaczy jak? Przede wszystkim: unikając skrajności. Bo skrajności właśnie stanowią zasadniczo swego rodzaju Ur-problem, z którego biorą się wszystkie inne. Po pierwsze zatem, należy wystrzegać się pokusy dostrzegania tajnych stowarzyszeń wszędzie. To pokusa bardzo intensywna – wynikająca z tego, że tajne organizacje są właśnie tajne. To znaczy: niewiele o nich wiemy. To zostawia pole domysłom i hipotezom, których zasięg jest właściwie nieograniczony. Często folgowanie sobie w takim hipotetyzowaniu daje efekty poniekąd śmieszne. Widać to dobrze w „masońskiej” (bo masoneria to rzecz jasna najsłynniejsza tajna organizacja świata i najbardziej przez tropicieli spisków eksploatowana) interpretacji historii. Masoneria jest odpowiedzialna za wszystko, w tym także za rzeczy sprzeczne. To masoni (właściwie pro-masoni typu illuminatów) wynieśli na piedestał dynastię Hohenzollernów, to oni utorowali drogę do dominacji w Niemczech Fryderykowi Wilhelmowi Wielkiemu, to oni wreszcie doprowadzili do tego, że to Wielka Brytania, a nie Francja, stała się hegemonem w Ameryce Północnej. I również to masoni właśnie wywołali Rewolucję Amerykańską, która uderzyła w kolonialne interesy Wielkiej Brytanii, Rewolucję Francuską, która dała Francji nową energię do podjęcia konfliktu z sojuszem niemiecko-brytyjskim i wynieśli na tron Napoleona, który złamał, przynajmniej na chwilę, potęgę Prus. Innymi słowy: masoneria stworzyła zarówno front oligarchiczno-monarchiczny, jak i demokratyczny, wspierała jeden i drugi oraz spiskowała przeciwko jednemu, jak i drugiemu. Jest to, trzeba przyznać, dość niedorzeczne, a wynika właśnie stąd, że tak naprawdę o działaniach masonów wiemy niewiele, a za brakujące puzzelki tej układanki możemy obrać sobie właściwie wszystko, raz to, raz to. Tropienie wątków masońskich historii ma jeszcze ten jeden problem, że źródła jej szukać trzeba u końca wieku XIX (od wydania Humanum genus Leona XIII), czyli w momencie dziejów, w którym Kościół zaczął przegrywać. Bardzo często zatem, miast być, jak zapewne miała być w intencjach papieża, rzetelnym badaniem dziejów pod ich względem ważnym a jeszcze nieopisanym, zamieniła się w histeryczną manię, polegającą na rozgrzeszaniu Kościoła ze wszystkiego właśnie „spiskami”, jakie go zewsząd i przez całą historię miały otaczać. Jest to zresztą częsta sprawa, widoczna tak na płaszczyźnie publicznej, jak prywatnej – każdy ma tendencje do tłumaczenia własnych niepowodzeń tajnym porozumieniem różnych złych ludzi.

Z drugiej strony jednak, tzw. „hipotezy masońskiej” nie należy w całości bynajmniej odrzucać. Z tego prostego powodu, że wiele wydarzeń naprawdę jest efektem tajnych porozumień różnych złych ludzi. Podpowiada nam to codzienne doświadczenie. Każdy, kto gdzieś pracuje, wie, że oficjalne dokumenty i procedury to jedno, natomiast ważne decyzje podejmowane są bardzo często w prywatnym gronie związanym pewnym „know-how” – jakiejś grupie uprzywilejowanych na ten lub inny sposób. Przecież sprawujący władzę nie są wyjątkiem od ludzkiej natury. Nie ma więc żadnych powodów, dla których pewne decyzje na szczytach władzy nie mogłyby zapadać właśnie w takich nieoficjalnych „kółkach pomocy wzajemnej”. Tajna organizacja zaś, to takie kółko, koteria, w formie zinstytucjonalizowanej. No i tyle. Jest to po prostu pewien element historii, który można racjonalnie badać i dokumentować. Wpływ masonerii na bieg wieku XIX (przykładem: Włochy) jest po prostu faktem, dobrze naukowo i popularnonaukowo omówionym. Można te badania podjąć i nimi się zainteresować.

A że nie tylko można, ale i warto się nimi zainteresować, o tym przekonać możemy się po prostu obserwując świat, jaki nas otacza. Czy się to bowiem komuś podoba, czy nie, żyjemy w rzeczywistości niemal „ultramasońskiej”. Programowa laicyzacja, naturalizm, materializm scjentystyczny, poluzowanie obyczaju w relacjach międzypłciowych – wszystkie te fundamenta, na których opiera się rzeczywistość współczesna to wprost elementy programu masońskiego, opisanego w Humanum genus, najważniejszy jednak punkt styczny znaleźć można w sferze mentalności, czy właściwie myślenia. Istnieją dwa podstawowe sposoby samo-realizacji myśli: logiczny i „symboliczny” czy „mitologiczny”. Logiczny sposób myślenia (nazywany przez Jacques’a Maritaina „słonecznym”) to taki, w którym na pierwszy plan, jak sama nazwa wskazuje, wychodzi logos: słowo, ale w sensie intelektualnym, jak pewna „jakość rozumna”, sens, znaczenie. Stąd najważniejsza cecha tego typu „dyskursu”, jaką jest „separowanie” sensów przez definicje i ideał jasności i precyzji. Kościół, ze swoimi definicjami dogmatycznymi, jest dla tego sposobu myślenia matką i modelem. Sposób myślenia „mitologiczny” czy „symboliczny” (przez Jacques’a Maritaina nazywany „nocnym”) to proste przeciwieństwo. To taki sposób operowania intelektem, w którym najważniejsze staje się nie znaczenie, a znak – jakiś symbol czy mit właśnie, który sam w sobie nabiera znamion świętości i który sam z siebie, poza-intelektualnie (jak powiedzieliby jego zwolennicy: ponad-intelektualnie) wywiera w człowieku jakąś zmianę (stąd nierozerwalny związek tego sposobu myślenia z myśleniem magicznym). Intelektualnie ujęte „sensy”, które się wtórnie pod ów znak podstawia, pełnią funkcję jedynie jakby dodatkową, są pewnymi etapami na drodze owej „pseudo-magicznej” przemiany, jaką ów symbol wykonuje, zwanymi „stopniami wtajemniczenia”. Za czasów pogańskich głównymi reprezentantami tego sposobu myślenia byli bodaj orficy i owi „wtajemniczeni”, o których pisze Plutarch (i o których, zresztą bardzo ciekawie, z taką namiętnością mówił Rudolf Steiner). W późnej starożytności – manichejczycy. W czasach współczesnych, kultywowała go i kultywuje właśnie masoneria (patrz: ciekawie opisywany przez Morawskiego i Moszczyńskiego w „Co to jest masoneria” rytuał wtajemniczania w „rozumienie” symboliki masońskiego dywanu) z całą ową średnio znaną tradycją, która tę organizację poprzedzała, Różokrzyżem czy ledwie-co opisanymi stowarzyszeniami magicznymi i kabalistycznymi średniowiecza.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości