Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
51 notek
37k odsłon
  451   0

Kilka słów na temat stowarzyszeń tajnych i naszego do nich stosunku

Plakat ligi masońskiej z USA, ca. 1846, bogaty w symbolikę ruchu
Plakat ligi masońskiej z USA, ca. 1846, bogaty w symbolikę ruchu

Nie da się ukryć, że w naszych czasach myślenie logiczne schodzi na dalszy plan, na pierwszy zaś wysuwa się właśnie myślenie o charakterze mitologicznym czy symbolicznym. Znaczący, nie znaczenie, przeżycie (emocje), nie sens, swobodna „gra” sensów zamiast ich oddzielania i porządkowania – tak właśnie opisać można owego ogólnego ducha, który opanował kulturę współczesną. I widać to wszędzie, od nizin do wyżyn. W mediach społecznościowych, na przykład, jak mówią nam to uczone głowy, wprost dominuje dyskurs „obrazkowy”, nie logiczny. To, co się tam publikuje, ma charakter symbolu mającego przede wszystkim wywołać emocje, a nie przekazać jakąś konkretną treść. Ale to przecież ledwie czubeczek góry lodowej. Najważniejsze jest to, co dzieje się choćby w akademii, na uniwersytetach. Każdy mający jakąkolwiek znajomość myśli poststrukturalistycznej natychmiast rozpozna w niej niemalże kopię tego, co proponowała swoim członkom masoneria. Hermetyzm, ezoteryczny język, wściekła niechęć do jasnych definicji, czy jakichkolwiek definicji w ogóle (bo to „esencjalizm”), „programowe” mieszanie porządków i dyscyplin, nacisk na subiektywne reakcje czytelnika, uciekanie się do asocjacji, negacja pojęcia prawdy i związana z tą negacją „pragmatyczna” (właściwie pseudo-magiczna) koncepcją języka, wreszcie wszystkie owe „teorie” uznające prymat znaczącego przed znaczonym aż do pojęcia „znaku pustego” Barthes’a – wszystko to jakaś filologiczna „translacja” rytualnych zbiegów uskutecznianych z wykorzystaniem masońskiego dywanu.

Trudno wyrokować co się stało i jak to się stało. Nie uważam, jak powiadam, aby wszystko, co się dzieje na świecie, było dziełem masonów. Możliwe, że to ledwie fortunny dla nich zbieg okoliczności, już przecież Jacques Maritain przestrzegał, że myślenie magiczne może pojawić się znów w naszej kulturze jako korelat współczesnej nauki i jej ideału przemiany (a nie w pierwszym rzędzie poznania) rzeczywistości (a jednak, „geniuszem” tego ideału był nie kto inny, jak Kartezjusz, który – co wiemy z jego listów prywatnych – poszukiwał wytężenie możliwości dołączenia do Różokrzyża, przypadek?; nie sądzę!). Natomiast niewątpliwie spojrzenie na sprawę z tej perspektywy pozwoli ją sobie lepiej uporządkować – i lepiej zrozumieć, o co chodzi w sporze, powiedzmy, „świata” i Kościoła (którego istnienia, o ile się dobrze te pojęcia rozumie, nigdy nie negowałem). Rację miał Leon XIII gdy wskazywał w Humanum genus, że masoneria jak gdyby „naturalnie” jest w stanie wojny przeciw Kościołowi. I rację miał Gilbert Keith Chesterton, gdy pisał w Williamie Blake’u, że zawsze istniała w stosunku do Kościoła konkurencyjna tradycja „mistycznego pogaństwa” czy „mistycznego mularstwa”, starożytny nierozum i magia: bynajmniej nie niepoważne i cyrkowe, tylko zupełnie na serio. I bez Kościoła, bez Wiary strzeżonej (co jest w pełni zgodne z jej istotą) przez dyscyplinę definicji i orzeczeń, ten nierozum zawsze się ujawni, i zawsze zdominuje okaleczony pseud-rozum racjonalistów. Rzeczywistość jest bowiem paradoksalna i nigdy nie przestaje nas zadziwiać. Katolicyzm, pozornie niemający z rozumem jako takim wiele wspólnego, opierający się przecież na ponad-naturalnym Objawieniu, na swoistej nad-naturze, uczynił z owej nad-natury szaniec, za którym rozum naturalny może spokojnie i w zgodzie ze sobą pracować. Widzimy to teraz i zobaczymy jeszcze nie raz. I naprawdę może stać się tak, że Kościół zostanie, zgodnie z przepowiednią Chestertona, jak wszystkie przepowiednie: w jego czasach nieco na wyrost, ostatnim rezerwuarem zdrowego rozsądku na świecie.

Tym gorzej, że ten rezerwuar trzeszczy teraz w posadach. O, i to jest tak na koniec komentarz do całej sprawy masonerii i niemasonerii w Kościele – Kościołowi nie potrzeba wrogów. Sam dostatecznie dobrze się niszczy. Ale co, jeśli ci wrogowie to wrogowie wewnętrzni, wprowadzeni tam przez wrogów zewnętrznych? Nastąpiła ta masońska infiltracja Kościoła w XX wieku, czy nie nastąpiła? Jedni mówią tak, inni nie. Patrząc na to, co się dzieje, mimo wrodzonego sceptycyzmu zaczynam mieć wątpliwości. Dlatego pewnie zrobię to, co zawsze, czyli poczytam pewne książki i podzielę przez cztery.


Maciej Sobiech

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości