Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
43 notki
35k odsłon
  600   1

Dlaczego feminizm nie emancypuje kobiet

"Dom sufrażystki", plakat propagandowy z początku XX wieku, opublikowany przez Narodowy Komitet Antysufrażystowski. Źródło: https://www.flickr.com/photos/sunfox/4605444610
"Dom sufrażystki", plakat propagandowy z początku XX wieku, opublikowany przez Narodowy Komitet Antysufrażystowski. Źródło: https://www.flickr.com/photos/sunfox/4605444610

Od pewnego czasu dumam sobie nad kwestią tego, co nazywa się emancypacją kobiet. W moim wypadku to problem złożony, bo co innego mówi mi o nim intelektu, a co innego przeczucie. Tak też z jednej strony,intelektualnie, zawsze uznawałem, że emancypację kobiet należy uznać za kwestię konieczności – i to najwyższej konieczności. Jest to po prostu jeden z podstawowych wymogów, potrzebnych dla urzeczywistniania godności ludzkiej. Jakakolwiek forma systemowego upośledzenia połowy ludzkości skreśla możliwość istnienia społeczeństw istotnie sprawiedliwych i godnych swego miana. Z drugiej jednak, na poziomie przeczuciowym, prześladowało mnie zawsze nieodparte wrażenie, że z tym, jak faktycznie się owa emancypacja dokonuje, jest coś głęboko nie tak (i jestem ostatnim, który lekceważyłby podobne przeczucia). Długo nie mogłem znaleźć dla moich zastrzeżeń wyrazu intelektualnego. Szczęśliwie, niedawno wpadła mi w ręce malutka książeczka pod tytułem „Filozofia wolności”, autorstwa Rudolfa Steinera. I może najlepiej będzie, jak ją po prostu zacytuję:

„Czy indywidualność jest jeszcze w ogóle możliwa? Czy na pojedynczego człowieka można patrzeć jako na całość samą w sobie, skoro wyrasta on z jednej całości i staje się członem innej?…

„[Otóż] człowiek uwolnił się od owych uwarunkowań gatunkowych. Albowiem ludzka natura gatunkowa, właściwie przeżyta przez człowieka, w niczym nie ogranicza jego wolności i nie powinna też jej ograniczać wskutek sztucznych zabiegów. Człowiek rozwija w sobie właściwości i funkcje, których podstaw możemy szukać jedynie w nim samym. Natura gatunkowa służy przy tym jedynie jako środek do wyrażenia jego odrębnego jestestwa. Właściwości danych człowiekowi przez naturę używa on jako podstawy i nadaje im formę odpowiadającą jego własnej istocie. Przyczyny wyrażania się tej istoty na próżno szukamy w prawach gatunku. Mamy do czynienia z jednostką, którą możemy wyjaśnić tylko przez nią samą. Jeśli jakiś człowiek pokonując przeszkody zdołał uwolnić się od natury gatunkowej, a my także wtedy chcemy wszystko, co w nim znajdujemy, wyjaśnić powołując się na charakter gatunku, to nie pojmujemy tego, co indywidualne.

„Człowieka nie można w pełni zrozumieć, jeśli za podstawę jego oceny bierze się pojęcie gatunku. Przy takiej ocenie jednak obstaje się najuparciej tam, gdzie chodzi o płeć człowieka. Mężczyzna w kobiecie, a kobieta w mężczyźnie, prawie zawsze widzi za wiele z ogólnego charakteru płci przeciwnej, a za mało z indywidualności. W życiu praktycznym przynosi to mniejszą szkodę mężczyznom, niż kobietom. Pozycja społeczna kobiety jest tak jej niegodna przeważnie dlatego, że w wielu punktach, w których powinna, nie jest ona uwarunkowana indywidualnymi cechami konkretnej kobiety, lecz ogólnymi wyobrażeniami, jakie tworzy się o przyrodzonym zadaniu i potrzebach kobiet. Działalność mężczyzny w życiu zależy od jego indywidualnych zdolności i skłonności, natomiast działalność kobiety miałaby być uwarunkowana wyłącznie przez to, że jest właśnie kobietą. Kobieta ma być niewolnicą natury gatunkowej, kobiecości w ogóle. Dopóki nad tym, czy kobieta ‘zgodnie ze swymi przyrodzonymi dyspozycjami’ nadaje się do jakiegoś zawodu, debatować będą mężczyźni, dopóty tzw. kwestia kobieca nie wyjdzie poza swe najbardziej początkowe stadium. Zostawmy samej kobiecie to, czego może chcieć zgodnie ze swą naturą. Jeśli prawdą jest, że kobiety nadają się tylko do tych zawodów, które obecnie uprawiają, same z siebie żadnego innego nie zdobędą. To one muszą zadecydować, co odpowiada ich naturze. Temu, kto lęka się, że potraktowanie kobiet nie jak egzemplarzy gatunku, lecz jako jednostek, wstrząśnie naszym systemem społecznym, należałoby odpowiedzieć, że system, w którym połowa ludzkości prowadzi żywot niegodny człowieka, wręcz wymaga ulepszenia” (2000, ss. 173–174, przeł. Jerzy Prokopiuk).

W zwięzły sposób Steiner nadaje formę wszystkim moim rozproszonym intuicjom na temat kwestii emancypacji płci pięknej w społeczeństwie. Po pierwsze zatem: jednostka znaczy więcej, niż gatunek. Każdego człowieka powinniśmy traktować indywidualnie i pozwalać mu ujawniać swój indywidualny potencjał. Kobiet nie wyłączamy. Że zaś, istotnie, pozycja społeczna kobiety umożliwiała (i chyba wciąż umożliwia, choć nieformalnie) tę indywidualną autoekspresję w stopniu znacznie mniejszym, niż w przypadku mężczyzn, przeto zmiana owej pozycji staje się jednym z podstawowych zadań życia społecznego. Tym niemniej – nie chodzi tutaj bynajmniej o emancypację kobiet jako kobiet – ale kobiet jako jednostek, a w ostatecznym rozrachunku: o stworzenie nowego, indywidualistycznego modelu społeczeństwa, w którym nikt – ani kobieta, ani mężczyzna – nie byłby oceniany przez pryzmat grup, do których należy, ale właśnie jako niepowtarzalna, indywidualna istota, mająca swoje niepowtarzalne przeznaczenie.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo