Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
50 notek
36k odsłon
  189   0

Dobro i zło w myśli Williama Blake'a

William Blake, okładka "The Marriage of Heaven & Hell"
William Blake, okładka "The Marriage of Heaven & Hell"

He who desires but acts not, breeds pestilence./ Sooner murder an infant in its cradle than nurse unacted desires.


Dead body avenges not injuries".


-- William Blake "Proverbs of Hell" z "The Marriage of Heaven & Hell"


"The Voice of the Devil

  All Bibles or sacred codes have been the causes of the following Errors:—

  1. That Man has two real existing principles, viz. a Body and a Soul.

  2. That Energy, call’d Evil, is alone from the Body; and that Reason, call’d Good, is alone from the Soul.

  3. That God will torment Man in Eternity for following his Energies.

  But the following Contraries to these are True:—

  1. Man has no Body distinct from his Soul; for that call’d Body is a portion of Soul discern’d by the five Senses, the chief inlets of Soul in this age.

  2. Energy is the only life, and is from the Body; and Reason is the bound or outward circumference of Energy.

  3. Energy is Eternal Delight.


-- William Blake, "The Marriage of Heaven & Hell"


Dzisiaj zmierzymy się z jednym z najtrudniejszych elementów dziedzictwa Williama Blake'a: jego koncepcją dobra i zła.

Tym, co uderza postronnego obserwatora w konfrontacji z wczesnymi dziełami autora "Jerusalem" być może najbardziej, jest jego dziwna skądinąd fascynacja piekłem i szatanem. Oczywiście, w sensie literackim jest to efekt wpływu wielkiego Johna Miltona, który zresztą wpływał bezlitośnie na wszystkich romantyków angielskich (do tego stopnia, że każdy z nich w pewnym momencie swego życia musiał dokonać owego symbolicznego "ojcobójstwa", które -- jak wiemy od Platona -- stanowi nieodzowny warunek samodzielnego myślenia). W porządku przyczynowości formalnej wszakże, to znaczy: wewnętrznej przyczynowości samego Blake'a, fascynacja ta stanowi efekt właśnie jego teorii dobra i zła.

Jak widzimy w tekście przytoczonym wyżej, dobro i zło dla Blake'a nie stanowią kategorii moralnych, a ontologiczne. Zło -- to energia. Dobro -- granice, zakreślane tej energii (w sensie psychologicznym mówilibyśmy o dwóch energiach, niemniej to już wykroczenie poza właściwą hermeneutykę tekstu ku jego interpretacji, więc ten temat porzucamy). Są to przeciwieństwa, ale przeciwieństwa dialektyczne -- niemogące istnieć bez siebie. Zadaniem człowieka jest zatem nie negacja jednej z nich, ale harmonizacja ich obu. W konsekwencji, nie ma właściwie takiego uczynku człowieka, który można by potępić po prostu -- "w sobie". Jedyną przyczyną negatywnej oceny moralnej jest właśnie brak równowagi, zbyt jednostronne przechylenie się w kierunku jednego z tej pary komplementarnych przeciwieństw.

Z tej koncepcji wynika bezpośrednio tak charakterystyczna dla Blake'a afirmacja wszystkich odruchów naturalnych, w potocznej świadomości (i na pewno przynajmniej w PRAKTYCE) klasyfikowanych jako "złe", takich jak: zdobywczość, pragnienie zemsty, wreszcie (i oczywiście) popęd seksualny. Co więcej, ze względu na kontekst, w którym Blake tworzył, to właśnie te elementy wysuwają się w jego twórczości na plan pierwszy. W tym sensie, pierwszy etap twórczości Blake'a można określić jako wielką próbę rehabilitacji "zła" w sferze społecznej.

Teorie te, jak napisaliśmy, wzbudziły i wzbudzają sporo kontrowersji. Nie można powiedzieć, że niesłusznie. Sama litera Blake'owych tekstów świadczy bowiem, jak trudno jest zachować właściwą proporcję między rehabilitacją naturalnego popędu, a przesadnym mu folgowaniem. Odzyskiwanie "naturalnego siebie" bardzo często zamienia się w brzydką i niebezpieczną zabawę. Zrozumiał to także sam Blake, który w późniejszych swoich dziełach (takich jak "Milton" czy wspominane "Jerusalem") odszedł od pewnych elementów swojej pierwotnej teorii i zaczął odróżniać "dobro" i "zło" zdefiniowane jak wyżej od dobra i zła rozumianych moralnie, a jednocześnie porzucił swą fascynację lucyferyzmem na rzecz Chrystocentryzmu i zdecydowanego potępienia ciągot satanistycznych. Bo istnieje coś takiego, jak po prostu zło; istnieje coś takiego, jak czarna magia i rzeczywiście piekielna droga rozwoju duchowego -- i są w człowieku impulsy, którym folgować nie wolno.

Natomiast niezależnie od pewnych swoich wad i przesad, istniejących zresztą wyłącznie we wczesnej fazie jej rozwoju, koncepcja moralna Williama Blake'a przejawia wielką wartość, nad którą dobrze się zastanowić. Wpisuje się bowiem w historię tego, co Carl Gustav Jung nazywał konfliktem moralności doskonałości z moralnością pełni.

Krótko wyjaśniając: moralność doskonałości to moralność "ekstrawertyczna" -- system, którego celem jest upodobnienie człowieka do jakiegoś wzoru "zewnętrznego": czegoś, czego nie znajduje on w sobie samym. Wszystko, co się z tym wzorem nie zgadza, musi zostać usunięte na drodze "ascezy" (co w praktyce zazwyczaj oznacza represję). Moralność pełni natomiast (ta, którą Jung popierał), to moralność introwertyczna -- moralność, dla której standardem jest nie tyle jakiś standard zewnętrzny, ale wnętrze człowieka, które należy odkryć i któremu należy oddać sprawiedliwość. Jednym z najważniejszych elementów zaś owego nieodkrytego (nieuświadomionego) wnętrza nas samych jest dla Junga tak zwany "cień": zbiór cech wypartych, których w sobie nie akceptujemy. Dojrzałość moralna człowieka zaczyna się, zdaniem szwajcarskiego psychologa, właśnie od uświadomienia sobie własnego cienia i jego stopniowej integracji do świadomości indywidualnej. Przed cieniem bowiem -- nie ma ucieczki. Jest on w takim samym stopniu częścią nas, jak nasza "jasna" strona. Ostatecznie zatem, ZAWSZE jakoś się ujawni -- ale albo w sposób kontrolowany, albo niekontrolowany.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura