Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
51 notek
37k odsłon
  1901   2

Pożegnanie z tradsyzmem, czyli casus niedojrzałości umysłowej

Hieronymus Bosch (circa 1450 –1516), „Ekstrakcja kamienia głupoty”
Hieronymus Bosch (circa 1450 –1516), „Ekstrakcja kamienia głupoty”

[Wpis z blogu inicjatywy chestertoniana.org]

Choć generalnie postanowiłem przestaćwypowiadać się na podobne tematy i poświęcić sprawom bardziej sensownym, czasami nie mogę się oprzeć. Dlatego na moment przerywamy gnostycyzowanie i romantyzowanie, i wracamy do spraw Chesertonowsko-społeczno-katolickich.

Nie milkną echa ogłoszenia przez papieża decyzji o znaczącym ograniczeniu możliwości odprawiania Mszy świętej w tak zwanym rycie trydenckim, wyrażonej za pośrednictwem motu proprio „Traditionis Custodes”, która – moim zdaniem – oznacza właściwie kres tak zwanych ruchów tradycjonalistycznych. Oczywiście, po stronie wykańczanych wielkie biadanie i poczucie skrzywdzenia. Właściwie średnio mnie to już obchodzi, bo z integralizmem pożegnałem się dawno temu, a i na mojej drodze duchowej wydarzyło się kilka rzeczy, które przemieniły moje zainteresowanie, tym niemniej, to przedziwne środowisko nigdy nie przestanie mnie chyba zadziwiać – dlaczego też napiszę tutaj kilka słów, wyrażających mój stosunek do kwestii.

Otóż znacząca część (wiem, że nie wszyscy), tak zwanych „tradsów” żyje w jakimś transie, w wiecznym śnie, bez najmniejszego kontaktu z rzeczywistością. Na początek weźmy taki wymyślony przykład. Otóż załóżmy, że codziennie chodziłbym po ulicach mego miasta Rurypolis w Rurytanii i ogłaszał wszem i wobec, że Uniwersytet Rurytański zszedł na psy: że to już nie to, co kiedyś, że poziom poszybował w dół, że programy dydaktyczne straciły strukturę, że brzydko przemalowali, rektor to idiota, sprzątaczki śmierdzą (wykładowcy zresztą też), a do tego w ogóle nie można odbywających się tam zajęć i wykładów nazwać zajęciami i wykładami, bo zgodnie ze statutem uczelni z roku 329 p.n.e. powinny one wyglądać inaczej. Otóż, jak najbardziej mam prawo (zakładamy, że Rurytania jest republiką) coś takiego robić. Tylko że potem nie mogę, po prostu po ludzku, według żadnej miary i na żaden dostępny ludzkiemu rozumowi sposób, oczekiwać, że mnie na tym uniwersytecie zatrudnią, albo – jeśli tam pracuję – że mnie z niego nie wykopią. Po prostu. Bo przekroczyłem w swojej krytyce pewną granicę, której utrzymanie czyniłoby mnie znośnym dla władz Uniwersytetu Rurytańskiego. Każdy przy zdrowych zmysłach rozumie tę prawidłowość. Prawda? Prawda. Oczywiście! Ale –

nie dla tradsów.

Bo w wypadku tego środowiska zachodzi dokładnie taka sama sytuacja. Każdą niemal chwilę środowiska te wykorzystują do ataku na kościelne status quo. Sobór Watykański II to nie sobór, ekumenizm to herezja, personalizm to – to też herezja (właściwie wszystko to herezja), „humanizacja chrześcijaństwa”, nowa Msza jest świętokradcza, nowa spowiedź – nieważna, biskupi to zdrajcy i moderniści, a Ratzinger to schizmatyk. Do tego, w jakiejś przedziwnej manii wielkości bzdura im się, że mogą z biskupami nie tylko się spierać, ale wręcz ich pouczać, i domagać się od nich pewnych rzeczy z pozycji autorytetu. Nie mam czasu przywoływać tutaj bardziej konkretnych przykładów, ilustrujących ten opis (ani mi się, szczerze powiedziawszy, nie chce), natomiast mniemam, że nie trzeba wielkiego wysiłku, aby przekonać się o prawdziwości moich słów. Jeśli zaś ktoś koniecznie pragnie cytatów i odniesień, niech za klucz do zamka posłuży mu ten, wyjęty z coraz mocniej dryfującego w kierunku Świrlandii dorzeczy.pl. Sam tekst, co wymowne, nosi tytuł „Papież Franciszek podniósł rękę na Mszę trydencką”, czytamy w nim na przykład takie oto słowa:

„Jak stanowi wydany przez Franciszka dokument, decyzja o możliwości odprawiania Mszy Świętej w czcigodnym apostolskim rycie, będącym w rzeczywistości – czas powiedzieć to jasno – jedynym godziwym i oryginalnym rytem rzymskim Kościoła katolickiego, nie tylko została poddana samowoli biskupów, ale także dodatkowemu „obostrzeniu”. Mianowicie, biskup, zanim wyda „zgodę” na odprawianie Mszy Świętej, będzie musiał upewnić się, że wierni o nią proszący nie są tradycjonalistycznymi „wywrotowcami”, negującymi nową Mszę. Słowem, Msza Święta w diecezjalnych strukturach – OK, ale tylko jeżeli podpiszemy lojalkę, że akceptujemy rewolucję liturgiczną Pawła VI.

Papież Franciszek dał jasny sygnał, że oczekiwanie przez wiernych, iż Kościół powróci do Tradycji nie będzie tolerowane. Jest to w istocie sygnał wojenny, ponieważ dla wszystkich świadomych katolików jest oczywiste, że oba ryty (oryginalny, mający 2000 lat tradycji i nowy, „sfabrykowany” na potrzeby fałszywej ugody z protestantami) nie mogą ze sobą współistnieć, a przywiązanie do prawdziwej katolickiej Mszy Świętej prędzej czy później wypiera „ohydę soborowych obrzędów”, jak określa Novus Ordo abp Viganò”.

Trzeba to komentować? Naprawdę? No a potem, po tym wszystkim, są płacze, że się ich szturcha. Można to zrozumieć?

Zresztą, szczerze powiedziawszy, nie mam nawet siły próbować. Jak powiadam, w ogóle mnie to nie obchodzi co kto lubi czy w jakiej Mszy chce uczestniczyć. Może nawet w malabarskiej. Może zostać sedewakantystą albo wierzyć, że papieża porwali kosmici. Natomiast nie trawię, po prostu, umysłowej niedojrzałości. Pierwsze i naczelne prawo dorosłości brzmi: działania mają konsekwencje. I jeśli się jest na poziomie mentalnym wyższym niż szósta klasa szkoły podstawowej, trzeba to rozumieć. Jeśli człowiek wychodzi na ring bokserski, niech nie płacze, że dostał po buzi. Jeśli zostaje doktorantem, niech nie biadoli, że musi pisać doktorat. Jeśli jest agresywny, niech się nie dziwi, że ktoś odpowie agresją („A CO Z ZASADĄ NADSTAWIANIA DRUGIEGO POLICZKA, ALE JAK TO A BLEBLEBLEBLE” – z góry uprzedzam, że mnie takie manipulacje kompletnie nie obchodzą i na takie pytania odpowiadać nie będę, to tak na marginesie). I tak,jeśli jakiś trads szturmuje frontalnie papiestwo i episkopat, niech nie robi z siebie ofiary, że odpowiedzą tym samym i nie płacze, że „ojejejejej, zły Franciszek wypowiedział nam wojnę”. To już nawet śmieszne nie jest, ani nie tragiczne. To jakiś kompletny metapoziom, na opis którego którego ludzkość nie znalazła jeszcze słów.

Może znajdzie je w przyszłości. Póki co, pozostaje wdzięczność, że aniołowie człowieka z tego świra wymiksowali.

No a że to właśnie tacy ludzie zazwyczaj czytają Chestertona, to tak tytułem słowa końcowego? No cóż. Postaw się, Czytelniku, w mojej sytuacji.

Maciej Sobiech

Pierwotna wersja wpisu: https://chestertoniana.org/2021/07/17/blog-pozegnanie-z-tradsyzmem-czyli-casus-niedojrzalosci-umyslowej/

Lubię to! Skomentuj79 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo