Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
44 notki
35k odsłon
  315   0

Objawienie w myśli Williama Blake'a

William Blake, "Chrystus ukazuje się Apostołom po Zmartwychwstaniu" (między 1795 a 1805)
William Blake, "Chrystus ukazuje się Apostołom po Zmartwychwstaniu" (między 1795 a 1805)

"Thus men forgot that all deities reside in the human breast".

-- William Blake, "The Marriage of Heaven & Hell"

Jest to jeden z najsłynniejszych i zarazem najłatwiejszych do wypaczenia cytatów z Williama Blake'a.

Wielu ludzi, w tym uczonych, interpretuje go jako dowód na swoisty "panpsychizm" autora "Jerusalem". Bóg miałby dla niego być niczym innym, jak pewnym obrazem pełni umysłu ludzkiego. W takim wypadku, Blake byłby na pewno prekursorem myśli Junga, dodatkowo w wersji znacznie przerastającej radykalizmem jej formę ostateczną (Jung, jak wiemy, szczególnie w późnym okresie swej działalności, nie negował realności fenomenów pozapsychicznych, stwierdzał tylko, że psychologia nie może się nimi zajmować).

Takie postawienie sprawy zasadza się jednak na wyrwaniu tego cytatu z kontekstu. Blake dał w swojej twórczości wystarczająco wiele dowodów na to, że naprawdę uznawał istnienie Boga i w ogóle świata duchowego, i na pewno nie miał go wyłącznie za symboliczne przedstawienie procesów psychicznych.

Jak zatem rozumieć te słowa?

Istotę ich określić można jako sprzeciw wobec objawienia zewnętrznego. Wskazuje na to kontekst całego akapitu, z którego jest wzięty. Blake krytykuje w nim zjawisko religii instytucjonalnej, opartej na zewnętrznym autorytecie, egzekwowanym przez państwo i kapłanów. Tym, co chce powiedzieć, jest to, że objawienie się nie skończyło -- ono trwa nadal, i dokonuje się we wnętrzu duszy każdego człowieka, a przynajmniej może się dokonać, jeśli tylko jest ona do tego gotowa. Stanowi ono proces dynamiczny i otwarty na coraz to nowe prawdy, które człowiek otrzymuje stosownie do poziomu swego rozwoju. Co do relacji z Absolutem człowiek odpowiada tylko przed sobą. Nikt nie może zakazać mu przeżywania i mówienia o tym, co przeżył.

Postawa ta przejawiała się u Blake'a właściwie wszędzie, szczególnie chyba jednak przy lekturze Biblii, w której -- z osobistego natchnienia -- odkrywał nieraz sensy kompletnie przeczące jej literze.

To zatem, z czym mamy tutaj do czynienia, to po prostu bardzo specyficzna i osobista gnoza -- bezpośrednie i "eksperymentalne" poznanie świata duchowego we własnym wnętrzu. Różnica, jaka zachodzi jednak między gnozą klasyczną a Blake'ową, polega na tym, że gnostycy -- choć element charyzmatyczno-intuicyjny odgrywał w ich doktrynie i doświadczeniu rolę przewodnią -- jednak organizowali się w pewne instytucje z własnym depozytem prawd i doktryną. Blake taką organizację całkowicie odrzuca. Stoi on zatem między gnozą starą, a nową -- jest pierwszym świadkiem narodzin nowożytnej neo-gnozy, w pełni rozwijającej indywidualistyczne impulsy, tkwiące od początku w jej intelektualnym tworzywie.

Zwróćmy uwagę, że udaje się także Blake'owi uniknąć różnorakich niebezpieczeństw, które zazwyczaj wiążą się z tą postawą -- przede wszystkim prostackiego obrazoburstwa, odrzucenia w czambuł wszelkich tradycji religijnych, ich doktryn, symboli, przekazu wieków. Mimo swego skrajnego krytycyzmu wobec instytucjonalnego chrześcijaństwa angielski poeta korzystał przecież w swojej twórczości i drodze duchowej ze źródeł, jakie mu ono zostawiło. Pod koniec życia, jak zwracał na to uwagę Thomas Merton, znacząco zbliżył się do rytuału i tradycji Kościoła Rzymskokatolickiego, który istotnie, tak często wydaje się bytem niemal mistycznym tym, którzy się w nim nie wychowali. Nie chodzi zatem o potępienie tradycji religijnych jako takich, o barbarzyńskie zerwanie z przeszłością, ale o zmianę relacji między nią a jednostką -- o nadanie temu wszystkiemu, co pozaindywidualne: instytucjom, historii, tradycji, zorganizowanej religii, charakteru wyłącznie narzędziowego. Wszystko to musi istnieć i być zachowywane -- ale jako pomoc na drodze osobistego rozwoju jednostki, owego objawienia bez ustanku dokonującego się w sercu człowieka.

W tym punkcie, Blake znów odsłania swoje oblicze jako prekursora tego, co można nazwać personalizmem, czy "arcyhumanizmem" świata współczesnego, mającego dokładnie takie same intencje: przeprowadzenia indywidualistycznej zmiany społecznej bez porzucania dziedzictwa przeszłości. Nie można wątpić, że zadania tego nie udało się wykonać, że został z niego wyłącznie impuls destruktywny, zaginął zaś kreatywny. Rosnące barbarzyństwo współczesnego świata, prostackie, symplicystyczne spojrzenie na historię i kulturę, ideologizacja debaty publicznej, rozkład relacji międzyludzkich wskazują na to wystarczająco dobrze. Tym niemniej, zgodnie z zaobserwowaną przez Jacques'a Maritaina zasadą "przebudzenia ducha", w historii nie da się cofnąć raz postawionego kroku. Odpowiedzą na kryzys nie może być powrót do starych form, jakie sprawdzały się przed "przełomem indywidualistycznym" naszej epoki. Byłaby to swoista duchowa maskarada, w nieunikniony sposób wiodąca ku katastrofie (można się zresztą zastanawiać, czy obecny chaos nie jest poniekąd pokłosiem prób jej uskuteczniania, podejmowanych po II wojnie światowej). Jedyną drogą jest realizacja historycznego zadania chwili. Tym zaś pozostaje dla współczesności właśnie personalizm, humanizm integralny, synteza ciągłości społecznej i indywidualizmu. Bez jej realizacji, nowoczesność pozostaje ledwie pustą wydmuszką, której twórcy błądzą bez poczucia sensu i celu istnienia. Na pewno pomoże w odwróceniu tego stanu rzeczy myśl Williama Blake'a, podobnie jak i cała wielka tradycja gnostyczna Zachodu.

Maciej Sobiech

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura