Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
52 notki
37k odsłon
  619   0

Indywidualizm Jana Jakuba Rousseau

Allan Ramsay  (1713–1784), portret Jana Jakuba Rousseau, 1766
Allan Ramsay (1713–1784), portret Jana Jakuba Rousseau, 1766

"Dzisiaj moc wszystkich możnych i królów świata nie zmusi mnie, bym choćby ruszył stopą".

– Jan Jakub Rousseau w liście prywatnym

Jednym z najczęstszych zarzutów, kierowanych pod adresem Jana Jakuba przez jego ideowych przeciwników, jest ten, dotyczący źle pojętego indywidualizmu. Według niego, Rousseau miałby być po prostu pospolitym arogantem, niezdolnym do podporządkowania się jakiemukolwiek autorytetowi i przyjęcia jakichkolwiek reguł. Takim samym duchem – jak się nam mówi – miał natchnąć Europę. Dlatego też, to on właśnie ponosi, jako myśliciel, bezpośrednią winę nie tylko za „ludobójczą” Rewolucję Francuską, ale także obecny chaos kulturowy, wynikający właśnie z tego, że każda jednostka zaczyna postrzegać siebie i swój subiektywny obraz świata za absolutny punkt odniesienia, odmawiając pracy nad sobą i podporządkowania się wymogom tradycji, co w praktyce skreśla nie tylko możliwość dobrze pojętej edukacji i postępu wiedzy, ale i wszelkiej w miarę rozumnej debaty społecznej – bo jeśli każdy zaczyna mówić w swoim własnym, subiektywnym języku, życie zbiorowe zamienia się w istną wieżę Babel. Stąd obecny kryzys Zachodu, z jego ideologizacją nauki i sztuki, infantylizacją polityki, populizmem i niezdolnością do podejmowania „wielkich projektów”. „Rousseau – twoje dzieło!”, mówią konserwatyści. A jednak, jak to zwykle z konserwatystami bywa, choć problem wskazują słusznie, to jednak dokładniejsza analiza jego przyczyn i skutków jest już kompletnie nieadekwatna – i nie inaczej wygląda to w wypadku osławionego „indywidualizmu” Jana Jakuba Rousseau. Bo choć Rousseau istotnie, był indywidualistą, a także jego indywidualizm ma jakiś związek z sytuacją obecną, to przy obiektywnym oglądzie sprawy okazuje się, że obydwie te kwestie są w swojej istocie zupełnie inne, niż wynika to z ich konserwatywnego opisu.


Po pierwsze, sam indywidualizm można rozumieć dwojako: w sensie absolutnym i nie-absolutnym. Indywidualizm absolutny, dominujący w naszych czasach i wywodzący się z myśli leseferystycznej, to, istotnie, po prostu swoisty egzystencjalno-intelektualny anarchizm, czy może raczej: solipsyzm, polegający na czynieniu z siebie i swojej subiektywności rzeczywistości absolutnej. W tej perspektywie, człowiek jawi się jako ostateczny punkt odniesienia, jego indywidualność jest całkowita i pełna, wszystkie inne zaś, nieindywidualne elementy jego tożsamości zaś, określane zostają mianem „fikcji” i „konstruktów” ludzkiego umysłu, tworzonych po to, aby jednostkę zniewalać i miażdżyć („miażdżyć” to w tym wypadku, rzecz jasna, głęboki termin natury ontologicznej). Ale takie podejście to przecież nie jedyny sposób rozumienia indywidualizmu. Oprócz niego bowiem istnieje także, jak zaznaczyliśmy, indywidualizm nie-absolutny, względny – czy może: umiarkowany – cechujący się nie negacją rzeczywistego istnienia nieindywidualnych elementów ludzkiej natury, ale tylko podporządkowaniem ich (na zasadzie „materialno-narzędziowej”) ludzkiemu „ja”.


Aby dobrze zrozumieć podejście właściwe dla indywidualizmu umiarkowanego, możemy posłużyć się analogią ze znaną skądinąd koncepcją ontologiczną wielkiego teologa scholastycznego, Dunsa Szkota. Jak wiadomo, najbardziej bodaj charakterystyczną cechą skotyzmu w dziedzinie refleksji nad bytem jest pojmowanie go jako rzeczywistości „warstwowej”. Według tej koncepcji, każdy byt stworzony, nie stanowiąc bynajmniej absolutnej jedności, składa się właśnie z kilku „warstw”, z kilku różnorodnych natur, „nakładających” się na siebie poniekąd od najbardziej ogólnej do najbardziej szczegółowej, szczytem i zwieńczeniem tej hierarchii jest zaś to, co Szkot określa mianem „haecceitas” – dosłownie: „to-istości” – danej rzeczy: jej najbardziej indywidualna, niesprowadzalna do niczego tożsamość, przenikająca i aktualizująca (jak to podkreśla Gilson, zawsze próbujący pogodzić skotyzm z tomizmem) wszystkie owe niższe, bardziej ogólne „natury” na dany byt się składające. W sensie wizualnym zatem, symbolicznym, skotystyczną koncepcję bytu konkretnego moglibyśmy przedstawić tak:

haec-
ceitas
------
człowiek
-----------------
ciało zmysłowe
-----------------------------
ciało  ożywione
-----------------------------------------------
ciało mineralne
-------------------------------------------------------------------
byt
-----------------------------------------------------------------------------------------

W przypadku indywidualizmu umiarkowanego, zachodzi relacja analogiczna, choć – rzecz jasna – dotyczy ona tutaj raczej relacji psychicznych, niż ontologicznych (choć pierwsze na pewno pozostają w zależności od drugich). Nie chodzi o to, bynajmniej, że tożsamość gatunkowa, nieindywidualna nie istnieje, czy że stanowi ona narzędzie zniewolenia i alienacji – ale tylko tyle, że choć istnieje, to tylko jako swoista „podstawa” dla indywidualnego „ja”, którą owo „ja” powinno w toku swojego rozwoju coraz mocniej przenikać i sobie podporządkowywać, i która MOŻE stać się narzędziem alienacji, jeżeli tak się nie stanie.

Widzimy zatem, że zachodzi tutaj znacząca różnica. Z tego też względu, indywidualizmu umiarkowanego często nie określa się wcale mianem „indywidualizmu”, proponując inne terminy, takie jak humanizm integralny czy personalizm, których celem jest podkreślenie tego właśnie nie anarchicznego, a „wychowawczego” niemal stosunku do tego, co w człowieku nie-indywidualne, a zatem i – konsekwencji – wszelkich zbiorowości, do jakich dana jednostka należy.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura