Zapiski zagubionego
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
16 obserwujących
70 notek
54k odsłony
  108   0

Maritainowi dług istnienia

Puf, puf, pufffff… Tyle się dzieje ostatnio. Nowa praca, próba znalezienia jeszcze nowszej pracy, nowe zainteresowania, to, tamto, owamto – no, ale jednak pisać czasem także trzeba (bo pisanie jest potrzebą…). No więc i ja MUSZĘ napisać w końcu coś o Maritainie, jak obiecywałem.

To nie jest zwykły dla mnie wpis. Maritainowi zawdzięczam jako filozof (a przynajmniej filozofujący), literaturoznawca i po prostu człowiek więcej, niż komukolwiek innemu. Dlatego też właśnie zdecydowałem się sparafrazować powyżej tytuł rozprawy jaką napisał o Maritainie Stefan Świeżawski: „Maritainowi dług wdzięczności”. Ja mam do mego mistrza znacznie więcej, niż wdzięczność. Z tego też względu niczego nie uda mi się tutaj adekwatnie oddać czy opisać, po prostu nie ma takiej możliwości. Ale czasem jest sens nawet w porywach najbardziej bezsensownych, o ile są szczere.

Zacznijmy od przybliżenia tej niezwykłej postaci.

Jacques Maritain urodził się w 1882 roku w Paryżu, w rodzinie teoretycznie hugenockiej, ale praktycznie już agnostycznej, reprezentującej w każdym razie lewe, republikańsko-laickie skrzydło francuskiej polityki. Ukończywszy liceum im. Henryka IV, rozpoczął studia przyrodoznawcze na Sorbonie, gdzie działał w ruchu socjalistycznym. Tam poznał również swoją przyszłą żonę, Raissę Umancewę (córkę emigrantów hebrajskich), w której zakochał się do szaleństwa. Być może to właśnie związek z bardziej metafizycznie nastawioną Raissą sprawił, że Maritainem zaczął coraz mocniej targać kryzys egzystencjalny, wynikający z dogłębnego rozczarowania nowoczesnym materializmem. Sprawy zaszły w pewnym momencie tak daleko, że młodzi kochankowie przyrzekli sobie pewnego dnia 1901 roku, odpoczywając na ławce w jednym z paryskich parków, iż albo w ciągu 365 dni odnajdą sens życia, albo popełnią wspólnie samobójstwo.

Szczęśliwie, działał w tamtym czasie w stolicy pięknej Francji filozof, którego myśl okazała się dość satysfakcjonująca dla dwojga niespokojnych duchów. Nazywał się Henri Bergson. Jak wspominali to wiele lat później Maritainowie, jego filozofia była czymś zupełnie innym od wszystkiego, czego uczono na Sorbonie, myślą wprost skandaliczną w swoich metafizycznych aspiracjach. Młody Maritain szybko się nią zafascynował i stał się uczniem autora „Ewolucji twórczej” (warto dodać, że sam Bergson uważał Maritaina za najzdolniejszego ze wszystkich, którzy pragnęli intelektualnie pójść w jego ślady). Pod jego też wpływem, zaczął w 1907 studiować biologię na Uniwersytecie w Heidelbergu.

Tym niemniej, związek Maritaina z bergsonizmem nie trwał długo. Mniej-więcej bowiem w tym samym czasie, w którym zainteresował się myślą wielkiego ewolucjonisty, miało w jego życiu miejsce kolejne ważne wydarzenie – najważniejsze bodaj w ogóle z całego jego życiorysu, mianowicie: nawiązanie znajomości z katolickim pisarzem Leonem Bloy i dokonana pod wpływem świadectwa życia tego niezwykłego człowieka konwersja na katolicyzm. Wydarzyło się to w roku 1906 i stanowiło swoistą cezurę w biografii francuskiego myśliciela. Od tamtej pory, jak wspomniała Raissa, nic nie miało pozostać takie samo. Jacques Maritain zakochał się w wierze katolickiej bez reszty i poświęcił się jej całym swoim istnieniem.

Zapewne z tego też powodu, gdy w Heidelbergu uczony dominikanin, Humbert Clerissac, podsunął młodemu małżeństwu teksty Tomasza z Akwinu, obydwoje oni (ciekawe, że najpierw Raissa, a Jacques dopiero później) zafascynowali się nimi totalnie. Kolejna rzecz stała się jasna. Młody, aspirujący bergsonista porzucił bergsonizm, by całkowicie poświęcić się badaniu i propagacji myśli Doktora Anielskiego.

Na tej pracy miało upłynąć mu całe życie. Dzięki swoim niezwykłym zdolnościom intelektualnym i doskonałemu stylowi pisania, Maritain szybko stał się czołową postacią odrodzenia tomistycznego, jakie dokonywało się na początku XX wieku w filozofii katolickiej. Rozprawiwszy się ze swoim starym mistrzem w dziele „La philosophie bergsonienne”, rozpoczął w dziejach swej pracy intelektualnej nowy etap – etap aplikacji i adaptacji myśli Tomasza do czasów i warunków współczesnych. Zaowocowało to publikacjami dotykającymi właściwie wszystkich dziedzin myśli: filozofią sztuki zajął się młody tomista w „Art et scholastuique”, epistemologią – w dziele „Theonas”, filozofią społeczną w „Antimoderne”, a polityczną – w głośnych „Trois reformateurs”. Wszystkie te dzieła cechuje pewna osobliwość, pewna niezwykłość. Z jednej strony, są one wyjątkowo konserwatywne (być może „Sztuka i mądrość”, pod którym to tytułem ukazało się to dzieło po polsku, najmniej). Z drugiej: we wszystkich czuć już i słychać elementy nowe, inne, dążące do wyzwolenia się z owego konserwatyzmu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale