Zapiski zagubionego
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
16 obserwujących
70 notek
54k odsłony
  133   1

J. Maritain: Ponadczasowa wartość tomizmu

[No tak, tak się teraz zorientowałem, przecież to moje pole, to sobie na nim siać mogę, co się mnie żywcem podoba. A zatem, jako swoiste rozwinięcie wpisu o Maritainie, tłumaczenie jednego z jego siedmiu wykładów na temat podstawowych pojęć rozumu spekulatywnego, albo -- jak to zostało nazwane w tym wydaniu -- wprowadzenia do metafizyki. Wykłady te, wygłoszone w Anglii tuż przed wojną, a wydane pod jej koniec, mają w założeniu stanowić wprowadzenie do podstaw filozofii, opartej na myśli Tomasza z Akwinu.

Jeśli chodzi o edycję, to staram się, jak mogę, ale s24 wszystko pokasował przy kopiowaniu. Tuszę, iż treść pozostanie jednak mimo to przejrzysta.

No i co jeszcze? Awansem może uprzedzam wszystkich mądrusiów, których nagle olśni, że PRZECIEŻ MARITAIN BYŁ FRANCUZEM -- tak, Francuzom, szczególnie takim wykładającym w USA i Kanadzie, zdarza się tak pisać po angielsku, jak i przygotowywać autorskie wersje swoich francuskich książek w tym języku. Tak też to miało miejsce i w tym wypadku. Nie trzeba być geniuszem, aby się tego domyślić, więc proszę nie zawalać komentarzy głupimi uwagami.

Mam nadzieję, że to nader sympatyczne wprowadzenie do myśli tomistycznej pomoże przynajmniej niektórym odkryć ową wielką wartość, jaką niesie w sobie -- dla wszystkich, nie tylko dla zaangażowanych katolików -- "philosophia perennis".

-- Tłumacz]


Jacques Maritain

Wprowadzenie do metafizyki („A Preface to Metaphysics”, Londyn, 1945)

Wykład I – Wstęp

I. Tomizm żyjący

1. Filozofia tomistyczna to nie eksponat muzealny. Bez wątpienia, jak wszystkie średniowieczne systemy filozoficzne, istotnie – jak wszystkie systemy filozoficzne w ogóle – ona także musi stanowić przedmiot badań historycznych. Wszystkie wielkie systemy myśli ludzkiej, średniowieczne czy pochodzące z innych epok, przejawiają wszakże w swej substancji wartość w pewien sposób ponadczasową. Tomizm zaś – w sensie pełniejszym, niż jakikolwiek z nich, ponieważ harmonizuje on i transcenduje naraz je wszystkie, jako synteza będąca czymś znacznie więcej, niż ledwie sumą swoich części. Zachowuje relewantność dla każdej epoki. Stanowi odpowiedź na problemy współczesności, zarówno teoretyczne, jak i praktyczne. W perspektywie obecnych aspiracji i problemów, jawi się jako znakomite narzędzie formacji i emancypacji umysłu. Zwracamy zatem dzisiaj nasze oczy na myśl tomistyczną, aby ocalić:

– w porządku spekulatywnym: wartości intelektualne

– w porządku praktycznym: na tyle, na ile może je ocalić filozofia, wartości ludzkie

Krótko mówiąc, interesuje nas nie archeologia tomizmu, ale tomizm żyjący. Naszym obowiązkiem jest pojąć naturę i wymagania takiej filozofii.

Z obowiązkiem tym łączą się dwie kolejne obligacje natury moralnej. Po pierwsze: musimy bronić ciągłości i tradycyjnej mądrości philosophiae perennis przed wpływem uprzedzeń nowoczesnego indywidualizmu – na tyle, na ile oznacza on bezmyślną pogoń za nowością jako nowością, systemami filozoficznymi interesuje się zaś wyłącznie w ich aspekcie pojetycznym, jako narzędziami do wytwarzania nowych interpretacji świata. Po drugie jednak, w sposób równie konieczny musimy wykazać, że ta mądrość jest wiecznie młoda, wiecznie twórcza, i z samej swej istoty domaga się bezustannego wzrostu i odnowy. Równie energicznie trzeba nam zatem przeciwstawić się tym, którzy pragnęliby zatrzymać ją na określonym etapie jej rozwoju i nie rozumieją jej esencjonalnie progresywnej natury.

II. Metafizyka jest z konieczności tradycyjna i trwała

2. Trzeba nam zawsze mieć w pamięci tomistyczną doktrynę edukacji człowieka. Fakt, że człowiek jest zwierzęciem społecznym dokładnie dlatego, że wymaga on edukacji, sztuka nauczycielska zaś, podobnie jak lekarska, polega na współpracy z naturą, tak że główny czynnik sprawczy w procesie uczenia stanowi nie wysiłek nauczyciela – przekazywanie wiedzy – ale właśnie rozumienie, intelektualna witalność samego ucznia, który tę wiedzę otrzymuje, czy może raczej: aktywnie ją asymiluje do swego duchowego organizmu, pozwala jej jak gdyby narodzić się w swym umyśle. Nigdy nie wolno nam jednakże zapominać, że bez owego przekazu idei, wypracowywanych przez kolejne pokolenia, jednostka mogłaby poczynić ledwie maleńkie postępy na drodze poszukiwania i poznania prawdy. W tej perspektywie, konieczność istnienia tradycji staje się ewidentna. W oczywisty sposób, odrzucać ciągłość generowaną przez ową wspólną pracę pokoleń i przekaz doktrynalnego depozytu – i to przede wszystkim właśnie w dziedzinie wiedzy i rozumienia – to wybierać ciemność. Ale, zapytajmy, czy fakty nie przeczą przedstawionej tutaj przeze mnie tezie, jak bardzo mogłaby ona wydawać się oczywista? Kolejne rewolucje w dziedzinie techniki i przyrodoznawstwa odsłaniają przed nami inny model rozwoju, owo wielkie widowisko, jakim jest rozwój przez substytucję, który to, co więcej, wydaje się coraz bardziej fenomenem uniwersalnym. Kolej żelazna zastąpiła dorożki, światło elektryczne – lampy oliwne. System Einsteina zrzucił z piedestału fizykę Newtona, tak samo jak wcześniej astronomia kopernikańska unicestwiła model ptolemejski. Silna jest pokusa generalizacji, pokusa przyjęcia, że ten właśnie konkretny typ postępu zachodzi we wszystkich dziedzinach aktywności intelektualnej. Czyż filozofia kartezjańska nie zastąpiła średniowiecznej spekulacji Szkoły? Czyż myśl kantowska nie zastąpiła z kolei kartezjańskiej, by potem ją z kolei zastąpił bergsonizm, i czyż bergsonizm już przypadkiem nie zaczyna ustępować miejsca innym systemom filozoficznym, Whiteheada, powiedzmy, albo Heideggera? I kiedy my, tutaj, wciąż oczekujemy na pojawienie się niedeterministycznej wersji materializmu, hylozoizm przeżywa swe niespodziewane odrodzenie pod rządami dyktatury proletariatu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale