Zapiski zagubionego
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
16 obserwujących
70 notek
54k odsłony
  588   0

J. Maritain: Fałszywa waluta metafizyczna

[Kolejny wykład Maritaina z jego "Preface to Metaphysics". Pierwszy można znaleźć tutaj: https://www.salon24.pl/u/chestertonpolska-mini-blog/1253431,j-maritain-ponadczasowa-wartosc-tomizmu]

Jacques Maritain

Wprowadzenie do metafizyki („A Preface to Metaphysics”, Londyn, 1945)

Wykład II – Fałszywa waluta metafizyczna

I. Cel niniejszych wykładów

1. W tym i dwóch następnych wystąpieniach chciałbym przekonać Państwa, abyście poświęcili chwilę uwagi przedmiotowi nauki metafizycznej: bytowi jako bytowi. Nie zamierzam przy tym dawać tutaj wykładu stricte akademickiego, chodzi mi tylko o to, aby przybliżyć Państwu kilka najbardziej podstawowych prawd, na które często nie zwraca się dzisiaj wystarczającej uwagi, choć biorąc pod uwagę typowe uprzedzenia współczesnych filozofów, wychowanych na idealizmie, z całą pewnością powinno się to robić.

Najważniejsze teksty klasyczne dotyczące zagadnień, jakie tutaj poruszymy, to oczywiście Metafizyka Arystotelesa i Komentarze do niej, autorstwa św. Tomasza z Akwinu (Proemium, księga III [B], wykład 12, a przede wszystkim księga IV, ściśle mówiąc: dwa pierwsze wykłady). Mogą Państwo również zajrzeć w wolnej chwili do najnowszych dzieł o. Garrigou-Lagrange’a: Filozofia bytu oraz Bóg, tudzież do komentarzy do De ente et essentia autorstwa kardynała Kajetana.

Postawienie problemu.

Jak wiecie, fundamentalna teza filozofii scholastycznej brzmi, że przedmiotem formalnym intelektu jest byt. W wypadku intelektu ludzkiego jednak, należy ją rozpatrywać z dwóch stron, dwóch perspektyw, dwóch różnych punktów widzenia.

Po pierwsze zatem, tomiści – a przede wszystkim Kajetan – pytają, co stanowi pierwszy przedmiot poznawany przez ludzki intelekt w sensie chronologicznym, przedmiot, który nasz umysł ujmuje gdy tylko zaczynamy myśleć i który sam stanowi podstawę myślenia. Za Kajetanem również odpowiadają: jest to byt ujęty pod jakimś zmysłowym quid, byt – jak gdyby – „w przebraniu” różnorodnych natur dostępnych poznaniu zmysłowemu, ens concretum quidditati sensibili.

Przedmiot ten osiągamy pośrednio, „w” tej lub innej naturze jednostkowej: psa, konia, kamyka, w innych przedmiotach, które naraz go komunikują i wewnętrznie różnicują. Nie chodzi zatem o jakiś element wspólny tych wszystkich rzeczy, wyabstrahowany z nich i oglądany w swojej ponadjednostkowej czystości. Ale i nie o różnorodność w sensie ścisłym, o heterogeniczny zbiór różnych od siebie istot i jakości zmysłowych. To, z czym mamy tutaj do czynienia, to szczególne złożenie jak gdyby konkretnego przedmiotu zmysłowego i bytu w ogóle. To byt „ucieleśniony”, byt, który daje się „pod zasłoną” rozmaitych natur materialnych. Oto, w skrócie, to, co tomiści mają nam do powiedzenia o tym przedmiocie, którego poznanie intelekt osiąga w pierwszej kolejności. Musimy jednak wyraźnie tutaj podkreślić, że ów prymarny przedmiot intelektu nie jest jeszcze przedmiotem poznania metafizycznego. Gdyby był, każde dziecko, w którego umyśle pojawiła się pierwsza iskra intelektualnej refleksji, byłoby metafizykiem. Bo – podkreślmy to jeszcze raz – przedmiot, o którym mówimy, to pierwszy przedmiot intelektu w sensie chronologicznym.

Przedmiot metafizyki – i w tym momencie wchodzimy na kompletnie inny poziom myślenia, w inny kompletnie modus intelekcji – stanowi bowiem, według tradycji tomistycznej, byt jako byt, ens in quantum ens, byt nie ukonkretniony, nie przyobleczony w jakiś zmysłowy quid, istotę względnie naturę istniejącą materialnie, ale przeciwnie: byt jako abstractum, odseparowany, wyizolowany, przynajmniej do tego stopnia, do jakiego można owo pojęcie wyabstrahować z bardziej partykularnych przedmiotów. To byt wyzwolony i oczyszczony ze wszelkich istot zmysłowych, byt oglądany w sobie, jako osobna wartość intelligibilna.

Metafizyka zatem, na szczytach naturalnej aktywności intelektu, gdzie staje się mądrością, ujawnia i ukazuje w pełnym świetle to, co obecne już jest, pod zasłoną i na sposób „ciemny”, już w najbardziej prymitywnych formach poznania. Widzicie teraz na pewno, jak wielkim niebezpieczeństwem byłoby pomylić te dwa sposoby, te dwie fazy rozumowania, i wyobrażać sobie, jak czyni to wielu filozofów współczesnych, że dla tomisty habitus metafizyczny określany jest przez byt taki, jakim daje się on nam jako chronologicznie pierwszy przedmiot naszego poznania.

3. Zauważmy, że byt, o którym tutaj mówimy, ma dwa aspekty. Jednym z nich jest tak zwana istota, odpowiadająca pierwszej funkcji intelektu [„widzenia”, formowania pojęć – M.S.]. Jako iż pojęcia formujemy sobie dokładnie po to, aby uchwycić, choć częstokroć: niejasno, jakieś istoty – jak możemy je nazwać: możliwości istnienia. Drugim z nich – jest zaś właśnie istnienie, esse w sensie ścisłym, stanowiąca ostateczne urzeczywistnienie każdej rzeczy, jej „akt”, jej „energię” par excellence, najwyższą aktualność wszystkiego tego, o czym powiedzieć możemy, że jest. Ten drugi aspekt bytu, dodajmy, jego korona i ostateczna doskonałość, również nie wymyka się intelektowi. Filozofowie proweniencji platońskiej wykazują co prawda dość zdecydowaną tendencję do redukowania przedmiotu ludzkiej episteme wyłącznie do istot, niemniej ogromną wartość myśli św. Tomasza stanowi właśnie to, że tego nie czyni – że mocno podkreśla ona naturalną zdolność naszego intelektu – a co za tym idzie: filozofii w ogólności i metafizyki w szczególności – do poznania nie tylko istot, ale także istnienia, doskonałego i doskonalącego „zwieńczenia” rzeczywistości, najpełniejszego urzeczywistnienia bytu.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura