conspiracious20
Czytelnik
0 obserwujących
20 notek
6506 odsłon
389 odsłon

Prezydent Polski i globalna szachownica

Wykop Skomentuj5

Kiedy już opadły wyborcze emocje i sytuacja w kraju wróciła do normalności, tj. do koronawirusowej propagandy strachu, przeplatanej neogierkowską propagandą sukcesu i od czasu do czasu pojękiwaniem obozu wielkich przegranych ostatnich kilku wyborów, pora przeanalizować czy właściciele pieniądza, globalne elity, rząd światowy, elity NWO, międzynarodowa finansjera czy jak ich tam jeszcze nazywa dezinformująca nas "antyglobalistyczna propaganda" brali pod uwagę inny rezultat minionej elekcji oraz jak sprawy będą wyglądać w ciągu najbliższych tygodni czy też miesięcy.

W swoim artykule pt. "Amerykańskie "gladiowanie", fałszywa flaga i bitwa o Biały Dom " napisałem, że trudno jest mi sobie wyobrazić, aby Imperator Donald Trump, oficjalnie zarządzający obecnie najpotężniejszym Imperium na ziemskim globie, mógł sobie pozwolić na to, aby na jego "globalnej szachownicy" pionek o nazwie "Poland" mógł zmieniać swoją pozycję za sprawą posunięć jakiejś tam Angeli Merkel tudzież innego Emanuela Macrona.

Dlaczego jednak przegrana wygranego lipcowych wyborów prezydenckich miała by oznaczać kłopoty w sterowaniu pionkiem "Poland" przez przywódcę jedynego na ten moment supermocarstwa, w ramach "globalnego zarządzania" naszą planetą?

W opracowaniu pt. "Die Kontinentalblock. Mitteleuropa-Eurasien-Japan" niemiecki geograf i geopolityk Karl Haushofer proponuje utworzenie geopolitycznego sojuszu pomiędzy Mitteleuropą czyli Berlinem, Eurazją i Związkiem Sowieckim czyli Moskwą oraz Japonią czyli Tokio.

image

Możliwość uformowania takiej struktury przewidywał Halford Mackinder. Miała by ona rzecz jasna tragiczne skutki dla dominującej wtedy potęgi morskiej jaką była Wielka Brytania, państwa, którego Mackinder był urzędnikiem. Aby nie dopuścić do uformowania takiej struktury Mackinder w swoim monumentalnym dziele pt. "Demokratyczne ideały a rzeczywistość" stwierdza, że kluczowym aspektem zapobieżenia dominacji jednego mocarstwa na obszarze Eurazji tudzież zdominowania tego obszaru przez blok państw, powiązanych ze sobą ekonomicznie a przede wszystkim politycznie, jest podzielenie zarówno Europy Zachodniej jak i Europy Wschodniej na samodzielne państwa, w celu utrzymywania równowagi pomiędzy Niemcami a Słowianami. Mackinder stwierdza także, że blok suwerennych państw, znajdujących się pomiędzy Adriatykiem, Morzem Czarnym oraz Bałtykiem, wspieranych przez mocarstwo morskie zagwarantuje skuteczną przeciwwagę dla potęgi niemieckiej.

Można by oczywiście naiwnie sądzić, że tezy głoszone ponad 100 lat temu przez jakiegoś tam anglosaskiego geografa nijak się mają do obecnego zglobalizowanego świata. Jeżeli jednak wiemy, że geopolitycznymi tezami Mackindera zostali "zainfekowani" tacy osobnicy jak Henry Kissinger czy też Zbigniew Brzeziński a więc kluczowi stratedzy amerykańskiej hegemonii, można z niemal 100% pewnością stwierdzić, że mają one przełożenie na dzień dzisiejszy.

Oczywiście ani Kissinger ani Brzeziński nie odgrywają już żadnej z kluczowych ról w amerykańskiej administracji (co więcej, Brzeziński już nie żyje). Co więcej, obaj są/byli raczej realistami światowej polityki a nie doktrynerami, jakimi otaczają się kolejni republikańscy prezydenci USA od czasów Ronalda Reagana. 

Jednak pewne działania Trumpa i jego zauszników wobec chociażby Moskwy, w stosunku do której o "poluzowanie kagańca" postulował m.in. właśnie Kissinger czy którą Brzeziński chciał wprowadzać do NATO i budować razem z nią sojusz przeciwko "globalnemu południu", mogą sugerować, że neokonserwatyści, którymi otacza się Trump niemal z każdej strony - od Departamentu Stanu przez Departament Obrony na Krajowej Radzie Bezpieczeństwa kończąc, zapożyczyli nieco nauk Kissingera i zamiast twardo stać na straży "Doktryny Wolfowitza", według której to Stany Zjednoczone miałyby m.in. za wszelką cenę bronić integralności terytorialnej Litwy, nawet kosztem wojny nuklearnej z Rosją i globalnego holokaustu, przy którym II wojna światowa wyglądałaby jak bitwa na kamienie na granicy chińsko-indyjskiej, postanowili oni wprzęgnąć Rosję albo chociaż "usadzić ją na ławce rezerwowych" sojuszników USA w walce o globalną dominację z Chińską Republiką Ludową. 

Nie jest to z resztą pierwsza próba ugłaskiwania przez neokonów byłego oficera KGB (a więc służby w której Żydzi byli delikatnie mówiąc bardzo niemile widziani) Władimira Putina. Kiedy nowojorskie Twin Towers już runęły i neocons mogli popychać realistów globalnej polityki takich jak Rumsfeld, Cheney czy Condoleeza Rice do realizowania neokonserwatywnej, prosyjonistycznej agendy, do której potrzebowali baz wojskowych znajdujących się w postsowieckich republikach Azji Środkowej, to ich marionetka, George W. Bush, który według doradcy Busha, neokona Richarda Perle'a był delikatnie mówiąc "niezbyt rozgarnięty" jeśli chodzi o kwestie polityczne, miał zobaczyć w oczach Putina, że jest on "człowiekiem prostolinijnym i otwartym".

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale