8 obserwujących
83 notki
50k odsłon
  3467   5

Kim był Jan Lityński czyli o "Komandosach" - tych z Warszawy i tych z Tel Awiwu

Wyobraźmy sobie że istnieje pewna mniejszościowa grupa - obojętnie czy religijna, etniczna czy też narodowościowa - która dzierży władzę nad większością, która ma teoretyczną przewagę, ze względu na demografię.

Taka sytuacja istniała w Iraku Saddama Husseina - większość szyicka została zmarginalizowana, natomiast mniejszość sunnicka dzierżyła władzę. Podobnie jest w dzisiejszej Syrii - Baszszar Al-Asad, Alawita, przedstawiciel szyickiej mniejszości stanowiącej około 15% populacji, rządzi w kraju, w którym około 70% populacji stanowią sunnici.

Jednak chyba nikt nie zna przypadku, w którym mniejszość, licząca około 1% a być może nawet jeszcze mniej całkowicie zdominowałaby 99% reszty populacji, dzierżąc totalitarną władzę za pomocą struktury plemiennej, która swoimi mackami oplatała najważniejsze stanowiska kraju, w tym szczególnie w aparacie bezpieczeństwa, który jest gwarantem tego, że władza nie trafi ponownie w ręce tych którzy powinni ją sprawować. Jednak taka sytuacja miała miejsce. Miała miejsce w Polsce w latach 1944-1956.

Profesor psychologii ewolucyjnej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley Kevin MacDonald w swojej monumentalnej pracy "Kultura Krytyki" szczegółowo opisuje sposób w jaki mniejszość żydowska, licząca maksymalnie 200 tys. ludzi (przed emigracją z lat 40-tych) zarządzała polską większością licząca niemal 25 mln. W rozdziale "Żydzi i lewica" w podrozdziale "Komunizm i tożsamość żydowska w Polsce" amerykański naukowiec pisze:

Podobnie jak powojenne Węgry Polska została rozdarta przez zasadniczo żydowską klasę rządzącą i administracyjną, popieraną przez resztę ludności żydowskiej i radzieckie siły zbrojne, która wystąpiła przeciwko ogromnej większości miejscowej ludności nieżydowskiej.

Żydowska władza w komunistycznej Polsce opierała się jednak również na gojach, tj. marionetkach wystawianych przed szereg przez komunistów-Żydów w celu zatarcia wrażenia jakoby system bolszewicki był zdominowany przez ludność niepolską. Jakub Berman, najważniejszy przywódca stalinowskiej Polski stwierdził:

Nie miałem określonej koncepcji. Zdawałem sobie sprawę z tego, że najwyższych stanowisk jako Żyd objąć albo nie powinienem, albo nie mógłbym. Zresztą nie zależało mi, by ustawiać się w pierwszych rzędach. Nie dlatego nawet, że z natury jestem taki skromny. Faktyczne posiadanie władzy nie musi iść w parze z eksponowaniem własnej osoby. Zależało mi, żeby wnieść swój wkład, wycisnąć piętno na tym skomplikowanym tworze władzy, jaki się kształtował, ale bez eksponowania się. Wymagało to, naturalnie, pewnej zręczności.

Dominacja żydowska w powojennej Polsce, tak jak już wcześniej wspomniałem, opierała się na strukturze czysto plemiennej: na górze Żydzi zwiezieni przez Stalina na czołgach Armii Czerwonej w 1944 i 1945 roku zajmowali ważne lecz nie najważniejsze stanowiska, tworząc drugi garnitur władzy, a następnie idąc piramidą z góry na dół, promowali na państwowe stanowiska swoich rodaków tudzież Polaków będących w związkach małżeńskich z przedstawicielami Żydostwa tak, aby w ten sposób zamaskować w oczach polskiego społeczeństwa żydowski charakter władzy komunistycznej.

Jednak zjawisko naporu dołu na górę musiało w końcu zmienić strukturę władzy i doprowadzić do oczyszczenia wysokich stanowisk z osób mianowanych do nadzorowania Polaków przez sowieckiego dyktatora Józefa Stalina. Z resztą nie tylko napór dołu na górę spowodował, że najgorszy element bolszewicki został wyrzucony poza nawias polskiej polityki lat 50-tych i 60-tych. Sama śmierć Stalina spowodowała, że ludzie którzy stanowili trzon władzy bolszewickiej musieli zostać pokazowo rozliczeni przez nową ekipę, tak, aby spacyfikować polski rewolucjonizm, którego przejawem był poznański czerwiec '56.

Jednak nawet mimo to, iż nowy pierwszy sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka miał żonę żydówkę i to nie byle jaką, kuzynkę Salmana Schockena, jednego z założycieli państwa Izrael, Żydzi z młodszego pokolenia a więc potomkowie stalinowców, zaczęli się organizować w czysto plemienne, żydowskie struktury, takie jak Hufiec Walterowski czy też Klub Poszukiwaczy Sprzeczności, atakując przy tym nowe, dużo bardziej polskie władze PRL-u oraz dążąc do powolnego podminowywania niekorzystnego dla siebie ustroju.

Henryk Szlajfer, jeden z czołowych kontestatorów Polski gomułkowskiej, syn funkcjonariusza UB z Wrocławia stwierdził 21 października 1966 roku na zebraniu ZMS, komunistycznej młodzieżówki PZPR-u, której był członkiem, że po 1956 roku w Polsce doszły do władzy "męty społeczne".

image

Ten przykład najlepiej obrazuje nam tok rozumowania żydowskich komunistów oraz ich potomków, którzy poprzez opanowanie władzy komunistycznej realizowali swój plemienny interes grupowy - kiedy my rządzimy - mimo że rozstrzeliwujemy niewinnych ludzi w kazamatach NKWD - u władzy jest postęp i demokracja. Kiedy rządzą Polacy, u władzy są męty społeczne a kraj cofa się w rozwoju. A że takimi właśnie mętami się wysługiwali przez całe lata 40-te aż do połowy lat 50-tych to cicho sza. Niech zachód zapamięta stalinowców przez pryzmat Izaaka Fleischfarba, zwanego pod pseudonimem Józef Światło, który mordował póki mógł - a jak w powietrzu wisiała już odwilż to dał nogę na zachód żeby czasem nie skończyć w piachu, gdyby czasem władza koncesjonowanym odnowicielom wymknęła się spod kontroli a Chrzuszczow nie chciał wysłać bratniej armii do pomocy, tak jak w 1956 roku na Węgrzech albo 1968 w Czechosłowacji, i który został współpracownikiem zarządzanego przez CIA Radia Wolna Europa a nie przez pryzmat katów Polaków, którzy aż do 1956 a nawet 1968 piastowali w aparacie bezpieczeństwa PRL-u kluczowe stanowiska.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale