14 obserwujących
128 notek
103k odsłony
  3373   1

Komu i dlaczego nie podoba się etniczny monolit europejskich krajów

Amerykański politolog i geopolityk pochodzenia holenderskiego Nicholas Spykman, nazywany ojcem chrzestnym strategii powstrzymywania (containment) Związku Radzieckiego po II wojnie światowej, w swojej książce pt.  "Strategia Ameryki w polityce światowej” opisując od czego zależy potęga danego kraju we współczesnym świecie, wymienił obok siły militarnej, wielkości terytorium czy też wielkości populacji oraz surowców naturalnych, także czynniki takie jak monolit etniczny, stabilność polityczna oraz duch narodowy.

Zatrzymajmy się przy tym pierwszym.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że monolit etniczny w danym kraju, podobnie z resztą jak monolit religijny, monolit narodowościowy czy też monolit rasowy, stanowią dla tego kraju trudną do podważenia zaletę.

Kiedy spojrzymy na współczesny świat, nie tylko na kraje biedne i zacofane pod względem gospodarczym czy też społecznym, ale także na kraje wysoko rozwinięte, widzimy jak wiele przemocy w nich wynika z niewystępowania tego o czym mówił Spykman. Wojna domowa w Sudanie, wojna w Syrii, wojna w Etiopii, niepokoje społeczne w chińskim Sinciangu, buntowniczość Tybetańczyków, wojna na Ukrainie, wreszcie nie tak dawna wojna w Jugosławii, wojna domowa w Rwandzie, wojna o górski Karabach – wszystkie te niepokoje i konflikty zbrojne były efektem występowania w danym kraju czy też innej jednostce terytorialnej dość dużej grupy ludzi, różniących się od reszty wyznaniem, narodowością czy też przynależnością do innej grupy etnicznej. Jako Polacy możemy się jedynie cieszyć, że na terenie naszego kraju (do 2014-2015 roku) nie żyła obok nas żadna większa grupa etniczna ani narodowościowa, która rozsadzałaby go z powodu swoich mniejszych lub większych roszczeń.

Świat krajów jednolitych etniczne nie podoba się jednak wielu wpływowym grupom interesu. Gen. Wesley Clark, w latach 1997-2000 Naczelny Dowódca Połączonych Sił NATO w Europie stwierdził, że w dzisiejszym świecie, na starym kontynencie, nie ma miejsca dla krajów jednolitych etnicznie. Wiedząc jak istotne jest dla wywierania nacisku przez obce mocarstwa istnienie w Europie krajów multinarodowych, trudno dziwić się tym słowom.

Wystarczy spojrzeć na państwa takie jak Ukraina czy Białoruś, a nawet Litwa, Łotwa czy Estonia, aby przekonać się, że kraj posiadający w innym kraju solidną diasporę (Rosja), może na niego wywierać istotny wpływ. Wzorowym przykładem tego typu działalności jest duet Stany Zjednoczone-Izrael.

Jednak istnienie na obszarze krajów bałtyckich diaspory rosyjskiej gwarantuje przede wszystkim Rosji możliwość wpływania tam na proces polityczny czy też na stabilność i porządek społeczny. Diaspora rosyjska może być rzecz jasna wykorzystywana przez inne siły pod fałszywą flagą, jednak grupy interesu, które prowadziłyby taką działalność, miałyby zapewne sprzeczne cele z celami rosyjskimi. Więc taka działalność zostałaby prędzej czy później zdemaskowana.

Jak więc obce siły mają wpływać na kraj, w którym nie ma żadnej innej solidnej ilościowo mniejszości, która mogłaby siać w nim dywersję i destabilizować go społecznie czy politycznie?

Stany Zjednoczone a konkretnie osobistości takie jak George Soros, sprzężone z amerykańskim establishmentem polityki zagranicznej, starają się wywierać wpływ na inne społeczeństwa, w przypadku braku mniejszości narodowych czy rasowych, za pomocą [„wyzwolonych”] kobiet, mniejszości seksualnych, ludzi z marginesu społecznego jak narkomani czy też każdej innej grupy, która jest powszechnie uznana i rozpoznana jako ta niepasująca do większości społeczeństwa. Z taką sytuacją mamy do czynienia np. w Polsce.

Jednak presja społeczna na dostosowanie się do większości oraz stygmatyzowanie i wykluczanie z przestrzeni publicznej zachowań odstępujących od normy może takie dywersyjne działania osłabić a koncesjonowane przez państwo grupy „bojówkarzy” mogą bardzo łatwo zastraszyć osoby, które, nie zdając sobie sprawy, że realizują interesy obcych grup wpływu, starają się „walczyć o swoje”.

W takim wypadku niezbędna staje się więc polityka propagowania "tolerancji rasowej" oraz zwiększenie nacisku na prowadzenie przez dany kraj polityki „otwartych drzwi”.

Według dokumentu udostępnionego przez demaskatorski portal Wikileaks, Stany Zjednoczone poprzez swoja ambasadę w Tallinie, starały się wywierać wpływ, również za pomocą konkretnych sum pieniędzy, na to, aby rząd Estonii zaczął propagować już wśród najmłodszych Estończyków tolerancję rasową oraz korzyści z życia w „wielokulturowym społeczeństwie”.

W owym dokumencie możemy przeczytać, że Stany Zjednoczone popierają takie działania jak:

-dokładanie wszelkich starań w celu podnoszenia świadomości wśród funkcjonariuszy organów ścigania oraz ofiar przestępstw z przyczyn rasowych, aby byli oni świadomi istnienia przepisów, które takie przestępstwa kryminalizują,

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale