15 obserwujących
164 notki
119k odsłon
  575   2

Robin Hood z Kongsberg i żydowska magia liczb

Na początku zastanówmy się czy Duńczyk mieszkający w Norwegii miałby jakiekolwiek zahamowanie przed zamordowanie przedstawiciela nie swojego narodu. Aby udowodnić, że nie, podajmy w tym miejscu fakt, iż groził on wcześniej śmiercią dwóm członkom swojej rodziny. Ponadto włamał się do domu ojca i groził mu śmiercią. Kiedy został z niego wyproszony, zostawił na widoku rewolwer Colt 4,5 mm, żeby jeszcze bardziej zastraszyć rodziców.

Biorąc pod uwagę, że jego ojciec był Norwegiem a matka Dunką i to ojcu groził śmiercią, trudno uznać, że miałby jakiekolwiek zahamowania wobec zabijania innych Norwegów. Jednak co może mieć wspólnego Duńczyk mieszkający w Norwegii ze służbami jakiegokolwiek innego kraju niż Norwegia?

Załóżmy, że miał kontakt z kimś z Danii. Kiedy przyjmiemy taką hipotezę, możemy już bardzo łatwo dojść po nitce do kłębka.

Wiktor Ostrowski, funkcjonariusz operacyjny izraelskich służb specjalnych – Mossadu – w swojej biografii pt. „Wyznania szpiega” twierdzi, iż duńskie służby specjalne są de facto zwasalizowane wobec służb izraelskich. Oto fragment jego wyznań:

„[…] katsa [oficer operacyjny Mossadu – przyp. aut.] imieniem Ami […] prosił o sprawdzenie listy około czterdziestu osób pochodzenia arabskiego lub noszących arabskie nazwiska. Osoby te prosiły o wizy dla zwiedzenia Danii bądź osiedlenia się tam. Społeczeństwo duńskie nie wie bowiem, jak z resztą i olbrzymia większość duńskich funkcjonariuszy rządowych, że Mosad rutynowo sprawdza w imieniu Danii wszystkie takie podania, i jeśli nie ma problemów z autorem, stawia znaczek przy nazwisku na kopii formularza wizowego. […] Stosunki między Mosadem i wywiadem duńskim są tak bliskie, że wręcz nieprzyzwoite. Nie naraża to jednak na szwank cnoty Mosadu lecz Duńczyków. Żywią oni złudzenie, że skoro uratowali w czasie II wojny światowej wielu Żydów, Izrael jest im wdzięczny i że wobec tego mogą mieć zaufanie do Mosadu. Na przykład człowiek Mosadu, marats (podsłuchiwacz) siedzi w centrali wywiadu duńskiego kontrolując wszystkie depesze wpływające do tamtejszego nasłuchu a związane z Palestyńczykami i innymi Arabami. Jest to wręcz niecodzienna sytuacja dla cudzoziemskiej służby wywiadowczej. […] Mosad najwyraźniej nie żywi wielkiego szacunku dla Duńczyków. Nazywają ich w organizacji fertsalach, co znaczy po hebrajsku pierdnięcie. Duńczycy mówią Mosadowi o wszystkim co robią, ale Mosad nikogo nie dopuszcza do swoich tajemnic.

Tak więc z tego krótkiego fragmentu wynika, że izraelskie służby mają dostęp do osób zidentyfikowanych jako Arabowie, którzy dostają się na terytorium Danii. W pominiętych przeze mnie fragmentach tej pracy Ostrowski stwierdza również, że znający język arabski Izraelczyk zatrudniony w duńskich służbach wysyła dokumenty dotyczące Arabów do Izraela aby je przetłumaczyć natomiast nie wszystkie one wracają z powrotem do Danii. Izraelczycy nie dzielą się ich treścią z Duńczykami a kiedy to robią, często dokument taki jest ocenzurowany.

Mimo iż od wydania książki Ostrowskiego minęło ponad 30 lat, można domniemywać, że Izraelczycy tak jak kiedyś tak i obecnie, panoszą się po Danii jak u siebie i utrzymują akurat w tym kraju jedną ze swoich istotnych europejskich siedzib.

Biorąc więc pod uwagę, iż tropy Breivika prowadzą do norweskiej masonerii a więc do struktur, w których można zapewne spotkać niejednego funkcjonariusza służb policyjnych oraz specjalnych tego kraju, trudno sądzić, iż jego czyn mógł pozostać nierozpoznany przez organy bezpieczeństwa tamtego kraju aż do samego jego dokonania. Podobnie sytuacja ma się z duńskim Robin Hoodem, który był również monitorowany przez tamtejszą bezpiekę. Pytanie jednak nasuwa się: czy norweskie organy bezpieczeństwa byłyby aż tak zdegenerowane, że pozwoliłyby zabijać własnych obywateli, nawet gdyby osiągnęły dzięki temu przyzwolenie na większą kontrolę społeczeństwa, rozszerzając tym samym swoje uprawnienia?

Tego zapewne nigdy się nie dowiemy gdyż o takich szczegółach media nas nigdy nie poinformują. Pozostaje więc tylko dociekać: dlaczego za nowym premierem Norwegii ciągnie się tak krwawa seria zbrodni, kiedy ten obejmuje istotne funkcje w państwie norweskim czy też kiedy, jak miało to miejsce w 2011 roku, obiecuje jednemu narodowi – Palestyńczykom – otwarcie na terytorium swojego kraju ich placówki dyplomatycznej i legitymizuje swoją osobą hasła „bojkotu Izraela”?


image
Norweska młodzież na wyspie Utoya, 21 lipiec 2011 rok

Warto w tym miejscu dodać iż masakra w Oslo oraz na wyspie Utoya, którą w przeddzień jej dokonania odwiedził Store, miała miejsce dokładnie w 75 rocznicę żydowskiego zamachu terrorystycznego na hotel King David w Jerozolimie, który był odwetem za aresztowanie 2700 Żydów przez władze Brytyjskiego Mandatu Palestyny. Z kolei w 5 rocznicę masakry Breivika, zamachu terrorystycznego w Monachium dokonał wywodzący się z rodziny irańskich imigrantów David Ali Sonboly. Jednym z pierwszym reporterów, którzy przybyli na miejsce zamachu był Richard Gutjahr, którego żona, Einat Wilf, była oficerem ściśle tajnej jednostki izraelskiego wywiadu wojskowego – Unit 8200 – odpowiadającej za łączność i łamanie szyfrów a w 2007 roku była kandydatką na stanowisko prezydenta Światowego Kongresu Żydów. Jej mąż dziwnym zrządzeniem losu kilka dni wcześniej był na wakacjach w Nicei i relacjonował inny zamach terrorystyczny, którego dokonał tam Tunezyjczyk Mohamed Lahouaiej Bouhlel.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale