Blog
kawał w bok od szosy głównej
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum Bicz na konliberałów...
122 obserwujących 786 notek 980399 odsłon
Krzysztof Wołodźko - Consolamentum, 4 maja 2017 r.

Zawód: outsider. Rzecz o Kelusie

2226 16 0 A A A
Okolice Zawoi. Fot. Krzysztof Wołodźko
Okolice Zawoi. Fot. Krzysztof Wołodźko

W związku ze sprawą taterników autor „Papierosów Biełomor-Kanał” został oskarżony „o działalność na rzecz obcej organizacji działającej na szkodę  państwa polskiego”. Był to artykuł 5 małego kodeksu karnego, dotyczył przestępstw szczególnie niebezpiecznych „w okresie odbudowy państwa”. Po latach Kelus podsumowywał sarkastycznie: „był rok sześćdziesiąty dziewiąty, dwadzieścia pięć lat po wojnie, a oni ciągle, kurwa, to państwo »odbudowywali«”. 

Pierwsza lekcje politycznego więzienia wspominał ze sporą dozą autoironii: „byłem niepokornym i głupim więźniem. Awanturowałem się, głodowałem, traciłem energię, wygrywałem potyczki, przegrywałem bitwy. Dopiero następne więzienie, nieco już wyciszony i dojrzały, przeżyłem w sposób bardziej… kontemplacyjny”. Wiele lat później, już w stanie wojennym, w 1982 r., w ośrodku internowania w Białołęce, spod palców bywalca miejsc przymusowego odosobnienia popłynął song „Za dobry powrót do Itaki”: „Na nieskończoność nastaw wzrok / nad sobą sufit celi masz / osiadł pod pędzlem w grudkach tynk / archipelagi wysp i gwiazd / za chwilę tuż po powitaniu / za kilka pierwszych westchnień / za łaty w duszach i ubraniach / powracających mężczyzn”. 

Praca na wysokościach...

Po pierwszych doświadczenia z bezpieką Kelus nauczył się na dobre, że „dżentelmen z policją polityczną w więzieniu – i poza więzieniem – po prostu nie rozmawia”. A w stanie wojennym parał się nie tylko poezją. Wraz z Czesławem Bieleckim i Urszulą Sikorską opracował „kultową” broszurę „Mały konspirator”, w której znalazł się między innymi zaktualizowany konspekt z poradnika prawnego Jana Olszewskiego, wydany później przez Nową jako samizdat „Obywatel a służba bezpieczeństwa”. Obywatel pieśniarz służył opozycjonistkom i opozycjonistom nie tylko liryką, która podobno dobrze nastraja dusze, ale również prozą instruktaży, które wzmacniały kościec i kręgosłup moralny ludzi, którzy zadarli z system.

W życiu Kelusa intrygujące jest nie tylko to, co wprost polityczne i  liryczne. Ponieważ w PRL od dość wczesnej młodości solidnie nabazgrał sobie w życiorysie, miał poważne problemy ze znalezieniem pracy. Nie pozwolono mu dokończyć doktoratu z socjologii, rozpoczętego w Państwowej Akademii Nauk. Znalazł zajęcie w Instytucie Wenerologii Akademii Medycznej. Ponieważ choroby miłości, miłostek i uniesień uzyskiwanych za sprawą transakcji handlowych potrzebowały socjologicznej analizy również w czas budowy socjalizmu – nadał się. Kelus wspominał, że ówczesny wicedyrektor instytutu dr Andrzej Stapiński „przez całe lata tolerował przeróżne moje dziwactwa z angażowaniem się w KOR-owską opozycją włącznie. Chronił mnie tak długo, jak długo było to możliwe”. Ta historyjka obyła się bez szczęśliwego końca: „w końcu i stamtąd mnie wyrzucili”.    

Była jeszcze praca na wysokościach, wymagająca dużej sprawności fizycznej i odpowiednich predyspozycji, czyli zbieranie sosnowych szyszek. Świętokradztwem jest skracać kelusowy opis na ten temat, zawarty na kartach wywiadu-rzeki „Był raz dobry świat…”. Ale spróbuję: wchodzisz na drzewo, jak byś szedł w wysokie góry, z pełnym osprzętem. Jest zimno, możesz spać z wysoka i wtedy twarda materia nie okaże łaski, możesz nadziać się na wielkie ostre sęki, chłoszcze wiatr, ciało negocjuje warunki przetrwania z drzewem, grawitacją, umysłem, własną fizjologią i predyspozycjami. Wisisz uczepiony czubka drzewa i zbierasz do saku szyszki. A później znów proza życia. Outsider-szyszkarz sprawozdaje: „gdy skończę zbierać w tym drzewostanie, dostanę w nadleśnictwie świstek zwany »zaświadczeniem o zatrudnieniu« z lakoniczną formułką  »taki a taki zatrudniony był od do w charakterze zbieracza szyszek z drzew stojących«”. Ta odrobina biurokracji bardzo mu się opłacała. W ciągu dwóch dni zarabiał więcej, niż wynosiła jego pensja socjologa chorób przenoszonych drogą płciową. A dwa tygodnie na sosnach równało się półrocznym zarobkom.

"Gdzie wtedy byłeś?"...

Kelus wpadł na jeszcze jeden sprytny biznesowy pomysł w czasach PRL. Już w latach 80., gdy był uznanym autorem, zaczął rozprowadzać swoje nagrania nagrywane chałupniczo na kasetach magnetofonowych. Tyle że nie schował się za anonimową dystrybucją pod każdym względem zakazanego towaru. Na wewnętrznej stronie własnym sumptem przygotowanej okładki zamieścił następujące zdania: „Jako niezależny twórca działający poza Państwowym Monopolem Rozrywkowym zastrzegam  prawa autorskie do zawartych na niniejszej kasecie utworów. (…) Wyrażam zgodę na kopiowanie kasety pod warunkiem wpłacenia tantiem w wysokości 100 zł (lub 10 dolarów poza krajem. (…) Jeżeli przekazanie tantiem zarówno mnie, jak i wyżej wspomnianym osobom okaże się dla kogoś niemożliwe, proszę o przekazanie ich równowartości na pomoc osobom represjonowanym lub na cele kultury niezależnej”. Biznes rozkręcił się naprawdę dobrze, nagrania trwały dalej już z użyciem bardziej profesjonalnego sprzętu, nielegalnie uzyskanego z Polskiego Radia. W czasie tych nagrań bard, który nie lubi, gdy nazywać go bardem, na drzwiach mieszkania wywieszał kartkę: „Gospodarze, pochłonięci intensywnym życiem płciowym, przepraszają gości do jutra”. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie



Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko
Utwórz swoją wizytówkę

image


Krzysztof Wołodźko, na ogół publicysta. Miłośnik Nowej Huty.


Wyją syreny, wyją co rano,
grożą pięściami rude kominy,
w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną,
noc jest przelaną kroplą jodyny,
niechaj ta kropla dzień nasz upalny
czarnym - po brzegi - gniewem napełni -
staną warsztaty, staną przędzalnie,
śmierć się wysnuje z motków bawełny...

Troska iskrą w sercu się tli,
wiele w sercu ognia i krwi -
dymem czarnym musi się snuć
pieśń, nim iskrą padnie na Łódź.

Z ognia i ze krwi robi się złoto,
w kasach pękatych skaczą papiery,
warczą warsztaty prędką robotą,
tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery,
im - tylko radość z naszej niedoli,
nam - na ulicach końskie kopyta -
chmura gradowa ciągnie powoli,
stanie w piorunach Rzeczpospolita.

Ciąży sercu wola i moc,
rozpal iskrę, ciśnij ją w noc,
powiew gniewny wciągnij do płuc -
jutro inna zbudzi się Łódź.

Iskra przyniesie wieść ze stolicy,
staną warsztaty manufaktury,
ptaki czerwone fruną do góry!
Silnym i śmiałym, któż nam zagrodzi
drogę, co dzisiaj taka już bliska?
Raduj się, serce, pieśnią dla Łodzi,
gniewną, wydartą z gardła konfiskat.

Władysław Broniewski, "Łódź"


Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @MARTA.LUTER Jestem dziennikarzem, nie zapiszę się do żadnej partii. :)
  • @LUBICZ Istnieją zwroty potoczne, które mają swój ściśle określony sens, co powinieneś...
  • @ZBYSZEK Proszę Pana, osiem lat rządziło PO i jakoś nie mówiłem / nie pisałem, że nie ma...

Tematy w dziale Kultura