16 obserwujących
200 notek
74k odsłony
219 odsłon

W. Jaruzelski, spis ludności z 1946 r. i 6 028 000.

Wykop Skomentuj4

Wojciech Jaruzelski w rozmowie z dziennikarzem Izwiestii powiedział, przymrużając oko, że nie jest w stanie zrozumieć, w jaki sposób przyrost ludności polskiej tak "eksplodował" między 1946 a 1970 rokiem, by potem się wyrównać i znaleźć się w stagnacji od 1990 do dziś.

Z humorem zauważył, że musiał istnieć „silny afrodyzjak”, aby doprowadzić do narodzin milionów Polaków, ponieważ  „w sklepach spożywczych był tylko ocet, a miliony zmarły nawet po wojnie”.*

To, jak za czasów żydokomuny musiała działać urzędowa statystyka, można się domyślać, wystarczy przypomnieć ordynarne fałszerstwa z roku 1946 żyda Arona Pałkina.*

Pierwszy po II wojnie światowej spis sumaryczny ludności z 1946 roku przeprowadzono na podstawie Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 10 stycznia 1946 roku. 

Jaki był jego główny cel?

Można go nawet wyczytać na ówczesnych ulotkach: "porównanie z przedwojenną liczbą ludności, umożliwi policzenie tych wielkich strat, które Polska poniosła w czasie ostatniej wojny".*

Z pewnością Polska poniosła duże straty, ale straty te, ze względu na istnienie tu obozów koncentracyjnych i przyszły, wykreowany w latach '70 Holokaust, musiały przejść do historii jako szokujące i największe. Ten pierwszy powojenny spis ludności miał kolosalne znaczenie. Liczba, która się tu miała pojawić musiała to raz na zawsze udowodnić. Taki był cel tego spisu.

Dlatego:

"Zapewne nie z winy statystyków (przedwojennego zresztą chowu), którzy robili co mogli, by wykonać wcześniejsze zaledwie o miesiąc rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie przeprowadzenia spisu. Zarządzono go 9 miesięcy po ustaniu wojny: łatwiej było począć i urodzić dziecko, niż odtworzyć w tym czasie plany miast, nazwy ulic i numery domów, pod które należało wysłać rachmistrzów zwanych wtedy komisarzami. W dodatku przetaczała się rzeka migracji ze wschodu na zachód, z południa na północ. Do kraju, który teraz nazywał się Polska Ludowa, nie powrócili żołnierze walczący na frontach zachodnich ani wywiezieni na Wschód, a repatriacja ze Związku Radzieckiego wciąż trwała. – Mój ojciec Stanisław, oficer AK, ukrywał się do 1956 r. i nie został ujęty w spisie ani w tym, ani w następnym. Wraz z nim ukrywało się pięciu innych żołnierzy AK – opowiada Witold Lichoń z Krosna.

Spis obejmował trzy grupy osób: dzieci i młodocianych poniżej 18 lat, ludność pracującą w wieku od 18 do 59 lat oraz 60-latków i starszych. – Obawialiśmy się, że będzie podstawą do nowych wcieleń do wojska, zwłaszcza że wciąż mówiono o trzeciej wojnie. Dlatego ja i wielu rówieśników kryliśmy się przed komisarzami, a rodziny informowały, że wyjechaliśmy na ziemie zachodnie – wspomina Jan Ziobro. Tak więc spis, który miał obejmować wszystkich cywili obecnych 14 lutego na terenie Rzeczypospolitej, nie objął tysięcy konspirujących i ukrywających się przed nową władzą. Wśród 57 tys. komisarzy byli działacze polityczni, a to budziło grozę.

W Bieszczadach tamta zima była wyjątkowo sroga. – Nie mieliśmy czym dojechać w teren. Było niebezpiecznie, bo tam trwała wciąż wojna – wspomina jeden z komisarzy. Sotnie Hrynia i Stiacha nie zamierzały okazywać respektu rachmistrzom. W powiecie leskim nie przeprowadzono spisów w ośmiu gminach okupowanych przez UPA. Trudności były także na Ziemiach Odzyskanych i północnych. Na Mazurach całe wioski autochtonów kryły się w lasach przed komisarzami. Władza próbowała odwołać się do propagandy. „Jeśli przechodzimy od improwizacji do planowości, bez materiału statystycznego nie możemy dać ani kroku” – pisał „Dziennik Zachodni”. Mimo to jeden z wrocławskich rachmistrzów zapamiętał, że część danych spisowych podał z głowy. Nie miał odwagi udać się na Krzyki, bo jak mówiono, ukrywali się tam Niemcy.

Spis, oprócz statystycznych, służył celom politycznym, gdyż obejmował narodowość, dzieląc obywateli na cztery grupy: Polaków wraz z weryfikowanymi lub zrehabilitowanymi, osoby co do których toczyło się postępowanie weryfikacyjne lub rehabilitacyjne, Niemców i inne narodowości. „Dowiemy się wreszcie, ilu jest jeszcze do wysiedlenia Niemców” – przekonywała prasa, przypominając, że osoby podlegające spisowi obowiązane są do złożenia przed organami spisowymi zeznań w zakresie objętym urzędowymi formularzami, jak również „do okazania na żądanie tych organów dokumentów niezbędnych do złożenia zeznań”. Spis ujawnił w Warszawie 14 Niemców. Nie wiadomo, kim byli ani jaki dalszy los ich spotkał.
W miastach zbierano dodatkowo informacje o liczbie mieszkań i izb. Obowiązek złożenia zeznań mieli „właściciele i zarządcy nieruchomości lub innych pomieszczeń zamieszkanych i osoby zajmujące lub wynajmujące na swoje imię mieszkanie”. A ich zeznania „winny być zgodne z prawdą, ścisłe i zupełne”. Bo kto „umyślnie lub z niedbalstwa składa zeznania nieprawdziwe lub niekompletne, uchyli się od złożenia zeznań, wzbrania się wpuścić organa spisowe do budynku, podlega karze grzywny do złotych trzech tysięcy z zamianą w razie niemożności jej uiszczenia na karę aresztu do jednego miesiąca”.*

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale