13 obserwujących
142 notki
61k odsłon
444 odsłony

Od sprawy Dreyfusa do syjonizmu Theodora Herzla.

Wykop Skomentuj2

Przed zagłębieniem się w szczegóły tej notki, mimo wszystko zachęcam czytelników do zapoznania się z obowiązującą, prożydowską, narracją w sprawie Dreyfusa, na kanale "Telewizja Republika" - [7:49]. https://www.youtube.com/watch?v=3mCCFWqgeUo Sprawa Dreyfusa otrzymywała nieprzerwane przez wiele lat, "przykrycie" medialne, głównie przez tabloidy, a historia ta pochłaniała Francję i cały ówczesny świat.

Wtedy, tak jak obecnie, większość francuskich gazet była własnością i była zarządzana przez bogatych bankierów i przemysłowców, którzy byli głównie pochodzenia żydowskiego. W powstałym "zgiełku medialnym" społeczność francuska została wtedy spolaryzowana na dwa obozy: Dreyfusardzi i Anty-Dreyfusardzi ("antysemici").

Żydowski autor Albert Lindemann w książce "Oskarżony Żyd" pisze: "Sytuacja polityczna we Francji [w tamtym czasie] mogłaby być użytecznie przedstawiona w postaci dwóch dużych, przeciwstawnych grup społecznych: republikańskiej, świeckiej, lewicowej, modernistycznej i przyjaznej dla współczesnych Żydów; oraz tej, która była monarchistyczna, katolicka, prawicowa, antymodernistyczna, a przez to nieprzyjazna współczesnym Żydom. (s.90)"

Gdy zagłębiamy się w tą zdumiewającą sekwencję wydarzeń, należy pamiętać, że to świeccy moderniści byli tymi, którzy wtedy rządzili, ponieważ III Republika została ustanowiona w 1870 roku. W tym czasie we francuskiej armii było 10 żydowskich generałów, co stanowiło sporą nadreprezentację, gdyż tylko ok. 0,2% ogółu ludności Francji było żydami. To Republikanie, a nie prawica, trzymali operacyjne dźwignie "deep state", aby uwieńczyć tę aferę pełnym sukcesem. Tak więc wyobrażenie, że klika rzekomych antysemitów w aparacie wywiadowczym miała środki i kontrolę, by wrobić Dreyfusa, jest całkowicie nieupoważnione i nieprawdopodobne. Historia tej afery była powtarzana bez analizy i zrozumienia niezliczoną ilość razy. Dziesiątki książek i setki artykułów zostały napisane na ten temat, zwykle prezentowane w uświęconym, zawiłym i wielowarstwowo utkanym gobelinie. Dziś ta hagada jest niekwestionowana i w dużej mierze niezmieniona.

Istota opowieści (lub scenariusza) brzmi następująco: kapitan Alfred Dreyfus (1859-1935), zasymilowany żyd i lojalny Francuz, został aresztowany i fałszywie oskarżony o szpiegostwo przez pozbawionych skrupułów "antysemickich" francuskich oficerów, a następnie uwięziony na Diabelskiej Wyspie w Gwinei Francuskiej. Ponadto, gdy "dowody" wyszły na jaw i później okazało się, że prawdziwym winowajcą jest Ferdynand Esterhazy, oficerowie ci nadal ukrywali dowody przestępstwa. Zarzucono także fałszerstwo "bohaterowi", George'owi Picquartowi, który "rozwiązał zbrodnię". Ostatecznie Dreyfus został ułaskawiony i zrehabilitowany. Reszta jest historią - a raczej ukrytą historią.

Bez wątpienia, wtedy i teraz, afera Dreyfusa to szalona opowieść pełna niespodzianek i zwrotów akcji. Osobliwością jest to, jak ta historia wybuchła. Podobno francuski wywiad miał agentkę działającą jako pokojówka pracującą w ambasadzie niemieckiej. Jesteśmy także zmuszeni wierzyć, że Niemcy, chcąc nie chcąc, wrzucali poufne, tajne dokumenty do kosza na śmieci, aby wspomniana pokojówka mogła je przejrzeć i wysłać do swoich mocodawców. Wśród skrawków papieru były rozdarte fragmenty raportu o kryptonimie "Bordereau", adresowane do niemieckiego oficera wywiadu płk. Von Schwartzkoppena. Ten zdolny pułkownik, również niby przypadkiem, wyrzucił do kosza list do swojego kochanka, włoskiego attache wojskowego o nazwisku maj. Allesandro Panizzardi. Tak się jakoś zdarzyło, że swobodnie w nim odnosił się do "łajdaka D.". List kończył się słowami: "Nie wyczerpuj się zbyt dużą ilością stosunków pedalskich".

W 2013 r. ujawniono zawartość "sekretnego dossier", które zostało przedstawione w sądzie wojskowym, w tajnym procesie Dreyfusa. Alessandro, rzekomo poinformował swojego ukochanego, że "jeśli Dreyfus zostanie sprowadzony na przesłuchanie", obydwaj muszą twierdzić, że "nigdy nie mieli żadnych związków z tym Żydem. ... po prostu nikt nie wie, co się z nim stało."

Rozdarty dokument następnie przeszedł w ręce niegodziwego antysemickiego oprawcy maj. (późniejszego ppłk.) Huberta-Josepha Henry'ego (1846-1898). Henry ustalił następnie, że szpieg musi być oficerem artylerii, którego imię zaczynało się na literę "D". Analiza pisma doprowadziła ostatecznie do aresztowania Dreyfusa. Zauważmy, że kiedy sprawa zwróciła się przeciwko "spiskowcom", Henry został rzekomo uwięziony i następnego dnia znalazł się w celi z podciętym gardłem. Henry był w kontrwywiadzie SR, jednostce, którą omówimy w dalszej części tego artykułu. Na kilka godzin przed swoją "śmiercią" napisał do swojego przełożonego, generała Gonse'a (zastępcy szefa sztabu armii francuskiej), "Absolutnie muszę z tobą porozmawiać. Wiesz, w czyim interesie działałem." Następnie, jesteśmy proszeni, aby uwierzyć, że podczas gdy wypił połowę butelki rumu i był w połowie pisania listu do żony, Henry wtedy napisał: "Jestem jak szaleniec" i przystąpił do rozcinania własnego gardła brzytwą do golenia. Czy Henry był aktorem, czy też był kozłem ofiarnym wykorzystanym dla tego politycznego agitpropu?

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale