13 obserwujących
142 notki
61k odsłon
301 odsłon

Czy Jezus był Żydem? Nie, nie był Żydem.

Wykop Skomentuj3

"Podzielam obawy, że odkrycia genetyczne mogą być niewłaściwie wykorzystywane do usprawiedliwiania rasizmu, ale jako genetyk wiem też, że po prostu nie można już dłużej ignorować średnich różnic genetycznych między „rasami”."
      –  David Reich, 2018 r.*

Wypowiedzi, jak ta Reicha, i dokonywane obecnie w tej dziedzinie ustalenia naukowe nie tylko mają  doniosłe znaczenie teoretyczne i praktyczne, ale także niosą ze sobą istotne konsekwencje historyczne. Ukazują XIX-wieczne zjawisko badania ras w zupełnie nowym świetle. Niedawne, na wielką skalę, prowadzone badania genetyczne (pod kierownictwem Reicha) potwierdzają badania z przełomu XIX i XX wieku.* Cyt:"Nastąpiła pewna forma migracji „aryjskiej” [do Indii], nawet jeśli nie używa się tego terminu."


„Każdy kto twierdzi, że Chrystus był Żydem jest albo ignorantem albo nieszczerym: ignorantem kiedy myli rasę z religią, nieszczery kiedy zna historię Galilei i częściowo ukrywa, częściowo przekręca bardzo pokręcone fakty na rzecz swoich uprzedzeń religijnych, albo, być może, żeby zdobyć przychylność Żydów”.

    –  (Houston Stewart Chamberlain, Podwaliny XIX wieku / Foundations of the XIX Century, s. 211) 1899 r.

Jeśli tak jest, że to nauka obecnie potwierdza istnienie ras, spróbujmy, bez specjalistycznej jeszcze wiedzy, ale również bez specjalnych (rasowych) uprzedzeń przyjrzeć się starożytnej Galilei. Tym bardziej jest to interesujące, że wielu badaczy wskazuje Nazaret lub Gamalę jako prawdziwe miejsce narodzin Chrystusa. Pozornie pytanie o takie "szczegóły" jak rasa czy etniczność w odniesieniu do tej miary osobowości jaką był Chrystus może zakrawać na śmieszność, a jak pisał Ernest Renan w 1863 r.:"Niepodobna zatem podnosić tu kwestyi rasy, niepodobna badać, jaka krew płynęła w żyłach tego, który właśnie uczynił najwięcej, aby wszelkie różnice krwi zatrzeć śród ludzkości."* to jednak różnice te istniały, tak wówczas, jak i dzisiaj.

Taki przykładowo Izajasz, jeden z największych proroków Starego Testamentu bez wątpienia pozostaje Żydem. Wszystko co  powiedział wypływa z historii i ducha jego ludu. Nawet tam, gdzie bezlitośnie obnaża i potępia, to co typowo żydowskie, ukazuje w tym siebie - a zwłaszcza w tym - jako Żyda. W przypadku Chrystusa nie jest to takie oczywiste. Weźmy przykład takiego Homera. Budzi on po raz pierwszy samoświadomość Greków, ale żeby mógł to zrobić, musiał ukazać w swojej twórczości kwintesencję hellenizmu.

Zapytajmy zatem skąd pochodzi społeczność, która została przebudzona do życia przez Chrystusa i zyskała sobie prawo nazywać go swoim własnym? Z pewnością nie z Judei. Dla wierzącego Jezus jest Synem Bożym a nie człowiekiem, ale dla niewierzącego należałoby znaleźć taką formułę, która byłaby prosta, a jednak opisywała niezaprzeczalny fakt istnienia tej, bez wątpienia, wielkiej osobowości. Ważne jest dlatego szukanie wszelkich informacji dotyczących historycznego otoczenia Chrystusa w celu ukazania wyraźniejszej i pełniejszej perspektywy.

Odpowiedź na pytanie kim był Chrystus nie jest prosta. Był praktykującym, religijnym Żydem? Prawdopodobnie tak. Czy był etnicznym Żydem? To już nie jest takie pewne. Nazwa Galilea (od Gelil haggoyim) oznacza „okręg pogan”. Za czasów Jezusa prowincja ta była przepełniona Fenicjanami, Syryjczykami, Arabami, a nawet Grekami. Jak pisze Ernest Renan: "Przechodzenie na judaizm śród tak mieszanego pogłowia nie należało do rzadkości." Wydaje się, że ta północna część kraju, tak daleko położona od centrum intelektualnego, nigdy nie była całkowicie "czysta", nawet wtedy, kiedy Izrael był jeszcze silny i zjednoczony. Region ten zamieszkiwały plemiona  Naftali i Zebulon. Naftali od początku byli  „bardzo mieszanego pochodzenia”, podczas gdy nieżydowscy autochtoni nadal mieszkali w całej Palestynie, jak wcześniej, to „nigdzie w tak dużym stopniu, jak w północnym regionie”. Była dodatkowa okoliczność. Podczas gdy reszta Palestyny ​​pozostała, ze względu na swoje położenie geograficzne, odizolowana od świata, to nawet w czasie gdy już Izraelici opanowali północne tereny, istniała tam droga prowadząca od jeziora Genezaret do Damaszku i w ten sposób Tyr i Sydon były bardziej dostępne niż Jerozolima. Z Biblii (1 Krl. 9. 11) wiemy, że Salomon oddał znaczną część tego regionu poganom, królowi Tyru, razem z dwudziestoma miastami, w zamian za dostawy cedrowych i sosnowych drzew, jak również za sto dwadzieścia Talentów złota, które przeznaczył na budowę świątyni. Tak niewielkie znaczenie miała ta ziemia dla króla Judei. Król tyryjski Hiram musiał w rzeczywistości uważać ten teren za słabo zaludniony, ponieważ skorzystał z tej okoliczności i sprowadził do Galilei różne obce plemiona. Potem nastąpił, jak każdy wie, podział na dwa królestwa i od tego czasu, czyli od około tysiąca lat przed Chrystusem (!) tylko od czasu do czasu, a potem, ale tylko przez krótki czas, istniał stosunkowo bliski związek między Galileą i Judeą.

Poza tym nie mamy prawa identyfikować rodzimych „Izraelitów” z Północy z „Żydami” z Południa. W 720 p.n.e. północne królestwo Izraela zostało zniszczone przez Asyryjczyków, a ich mieszkańców Tiglat-Pileser III (pierwszy, który na tak wielką skalę dokonywał deportacji), mówi się, że bez wyjątku, w każdym razie w bardzo dużym stopniu - deportował do różnych i odległych części imperium, gdzie wkrótce stopili się z resztą mieszkańców i zniknęli. W tym samym czasie inne plemiona z odległych regionów zostały przetransportowane do północnej Palestyny i tam osiedlone. Niektórzy badacze zakładają, że część dawnej mieszanej ludności Izraelitów pozostała na tej północnej ziemi. W każdym razie ta resztka nie trzymała się z dala od obcych, ale tworzyła mieszankę ras. Los tych regionów był w konsekwencji całkiem inny od Judei. Gdy bowiem później  Judejczycy zostali deportowani do Babilonu (od 586 do 538 roku p.n.e.), ich ziemia pozostała pusta i ​​była zamieszkana tylko przez niewielu chłopów, którzy ponadto należeli do tego kraju, a kiedy Judejczycy wrócili z "niewoli", podczas której utrzymywali swoją rasę w "czystości", bez trudu tę czystość udało im się utrzymać. Z drugiej strony Galilea i sąsiednie regiony, jak już wspomniano, były systematycznie kolonizowane przez Asyryjczyków i jak się wydaje, z relacji biblijnej, z bardzo różnych części tego gigantycznego imperium. Potem na przestrzeni wieków przed narodzeniem Chrystusa wielu Fenicjan i Greków miało również tam się osiedlić. Faktem jest, że zamieszkała tam ludność należała do najróżniejszych ras. Stary Testament mówi z naturalną  prostotą, jak doszło do zapoznania się tych obcych z kultem Jehowy:

"26 Doniesiono więc królowi asyryjskiemu: «Ludy, które zabrałeś do niewoli i osiedliłeś w miejscowościach Samarii, nie znają obrzędu Boga tego kraju. I nasłał na nich lwy, które ich zabijają, ponieważ nie znają oni obrzędu Boga kraju». 27 Wtedy król asyryjski przykazał: «Zaprowadźcie tam jednego z kapłanów, których stamtąd zabraliście do niewoli. Niech idzie i mieszka tam, i naucza ich obrzędu Boga tego kraju!» 28 Wtedy jeden z kapłanów, których zabrano do niewoli z Samarii, odszedł i zamieszkał w Betel, i pouczał ich, jak mają oddawać cześć Panu."*

W ten sposób mieszkańcy północnej Palestyny, stali się Żydami w wierze, nawet ci, którzy nie mieli ani jednej kropli krwi Izraelitów w ich żyłach. W późniejszych czasach wielu autentycznych Żydów z pewnością mogło się tam osiedlić, ale prawdopodobnie tylko jako obcy w większych miastach. Jednak nawet te żydowskie jednostki pośród tej dziwnej populacji były całkowicie usunięte z Galilei niedługo przed narodzeniem Chrystusa! To Szymon, jeden z Machabeuszy, który po udanej kampanii w Galilei przeciwko Syryjczykom, „zgromadził Żydów, którzy tam mieszkali i kazał im emigrować z całym dobytkiem i osiedlić się w Judei.” Ponadto uprzedzenia wobec Galilei pozostały tak silne wśród Żydów, że gdy Herod Antypas (4 BC – 39 AD), za czasu młodości Chrystusa zbudował miasto Tyberiadę i usiłował nakłonić Żydów do osiedlenia się tam, to ani prośby ani groźby nie były skuteczne. Za jedną z najbardziej godnych podziwu cech Żydów - szczególnie od czasu ich powrotu z niewoli, gdzie wyraźnie określony termin „Żyd” pojawia się po raz pierwszy jako określenie religii (Zachariasz, VIII. 23) - było utrzymanie rasy w czystości. Związek małżeński między Żydem a Galilejczykiem był nie do pomyślenia. Jak widzimy, nie istnieje najmniejszy fundament przypuszczenia, że rodzice Chrystusa byli żydowskiego pochodzenia.

W kolejnych etapach rozwoju miały miejsce wydarzenia, które wielokrotnie można obserwować w historii. Wśród mieszkańców południowej Samarii (która graniczyła bezpośrednio z Judeą) - którzy ponad wszelką wątpliwość byli bardziej rasowo związani z prawdziwymi Żydami niż Galilejczycy - tradycyjna nienawiść wobec Żydów była stale obecna i podtrzymywana. Samarytanie nie uznali kościelnej supremacji Jerozolimy i dlatego stali się „heterodoksami”, tak znienawidzonymi przez Żydów, że zabronione były jakiekolwiek  stosunki z nimi: nawet kawałka chleba nie mógł Żyd wziąć z ich ręki. Z drugiej strony Galilejczycy, którzy dla Żydów byli po prostu „obcokrajowcami”, będąc oczywiście pogardzanymi i wykluczanymi z wielu religijnych rytuałów, przestrzegali judaistycznej religii często bardziej ortodoksyjne i byli postrzegani jako fanatyczni „Żydzi”. Jak z tego wynika, dowód pochodzenia jest absurdalny. To tak samo jak gdyby dziś identyfikować etnicznie prawdziwie słowiańskie populacje Boszniaców* lub  Indoeuropejczyków z Afganistanu z Turkami, ponieważ są surowymi mahometanami, znacznie bardziej pobożnymi i fanatycznymi niż prawdziwi Osmanowie.

Termin Żyd odnosi się przede wszystkim do rasy, a w drugorzędnym i bardzo niedokładnym sensie do członków wspólnoty religijnej. Poza tym dalekie od poprawności jest zrównanie terminu „Żyd” z terminem „Semita”, ponieważ charakter narodowy Arabów jest zupełnie inny od Żydów. Należy podkreślić, że w narodowym charakterze Galilejczycy zasadniczo różnili się od Żydów. W historii Żydów napisanej, czy to przez Graetza czy Renana, wszędzie widzimy, że Galileńczycy w charakterze całkowicie różnili się od reszty mieszkańców Palestyny. Są oni opisywani jako "gorące głowy", energiczni idealiści, ludzie działania. W długich zmaganiach z Rzymem, przed i po czasach Chrystusa, Galilejczycy są przeważnie przywódcami - elementem, który sama śmierć mogłaby tylko pokonać. Podczas gdy wielkie kolonie prawdziwych Żydów w Rzymie i Aleksandrii żyły w doskonałych stosunkach z imperium pogańskim, gdzie cieszyli się wielkim dobrobytem jako tłumacze snów, sprzedawcy towarów używanych, domokrążcy,  pożyczkodawcy, aktorzy, prawnicy, kupcy, nauczyciele, to w odległej Galilei Ezechiasz ryzykował, nawet za życia Cezara, ponieść sztandar buntu religijnego. Za nim podążał słynny Judasz Galilejczyk z mottem: „Sam Bóg jest panem, śmierć nie ma znaczenia, wolność jest wszystkim". W Galilei została utworzona partia Sykaryjczyków (tj. ludzi noża). Ich najbardziej wpływowy przywódca Galilejczyk Menahem, w czasach Nerona zniszczył rzymski garnizon w Jeruzalem i w "nagrodę" sami Żydzi go stracili pod pretekstem, że chciał ogłosić się Mesjaszem. Jego synowie również  zostali ukrzyżowani jako politycznie niebezpieczni rewolucjoniści (także przez żydowskiego prokuratora). Serię bohaterów galilejskich można uzupełnić o takich jak Jan Gischala, który był na czele desperackiej obrony Jerozolimy przeciwko Tytusowi. W tych historiach, jak każdy prawdopodobnie przyzna, ujawnia się osobliwy, wyraźny charakter narodowy. Istnieje również wiele doniesień o szczególnym pięknie kobiet z Galilei. Chrześcijanie pierwszych wieków mówią o wielkiej dobroci i życzliwości kobiet galilejskich i przeciwstawiają ich życzliwość wyniosłemu i z pogardą traktowaniu, z jakim się spotkali ze strony prawdziwych Żydówek. Osobliwy charakter narodowy Galilejczyków jest niewątpliwy i ujawniał się także w inny sposób, a mianowicie w ich języku. W czasach Chrystusa w Judei i sąsiadujących terenach mówiono w języku aramejskim. Hebrajski był już językiem martwym, zachowanym tylko w świętych pismach. Wiemy, że Galilejczycy mówili osobliwie i dziwnie w dialekcie aramejskim i rozpoznawano ich od pierwszego słowa: "twój język zdradza cię", słudzy Najwyższego Kapłana krzyczeli do obcych Galilejczyków. Twierdzono także, że nauczenie się języka hebrajskiego było całkowicie dla nich niemożliwe, ponieważ nie potrafili wymawiać gardłowych spółgłosek, tak więc nie można było im pozwalać, na przykład, modlić się przed ludźmi, ponieważ ich „nieszczęsny akcent rozśmieszał każdego”. Ten fakt wskazuje na fizyczną różnicę w formowaniu się krtani i sama ta cecha musi prowadzić do przypuszczenia, że miała miejsce silna domieszka krwi niesemickiej.  Obfitość gardłowych spółgłosek i łatwość ich używania są to cechy wspólne dla wszystkich Semitów.

Prawdopodobieństwo, że Chrystus nie był Żydem, że nie miał kropli żydowskiej krwi w swoich żyłach, jest tak wielkie, że jest to prawie równoznaczne z pewnością. Do jakiej rasy wobec tego należał? To pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Ponieważ ziemia leżała między Fenicją a Syrią, która była w części południowo-zachodniej silnie przesiąknięta krwią semicką, a poza tym nigdy nie została całkowicie oczyszczona z dawnej mieszanki izraelskiej (ale nigdy nie była żydowska!). Prawdopodobieństwo pochodzenia głównie semickiego jest bardzo duże, ale ktokolwiek nawet przypadkowo spojrzał na wieżę Babel ras imperium asyryjskiego, a następnie dowiaduje się, że koloniści ze wszystkich części tego imperium osiedlili się w tym byłym domu Izraela, będą zaskoczeni przez to stwierdzenie. Rzeczywiście jest możliwe, że w niektórych z tych grup kolonistów panowała tradycja małżeństw między sobą, dzięki czemu plemię utrzymywało się w "czystości", ale jest prawie nie do pomyślenia, żeby ten stan miał być utrzymywany przez ponad 500 lat. Samo nawrócenie na wiarę żydowską osób, które początkowo utrzymywało zwyczaje religijne przywiezione z ich starych miejsc zamieszkania, stopniowo zatarło te różnice plemienne (2 Krl, XVII. 29). Słyszymy, że w późniejszych czasach migrowali tam również Grecy, w każdym razie należeli do klas najbiedniejszych i natychmiast przyjęli „boga kraju”! Tylko jedno twierdzenie można zatem sformułować w oparciu o solidne podstawy historyczne: w całym tym regionie istniała tylko jedna rasa, rasa żydowska, która, do narodzenia Chrystusa przez ponad 500 lat, boleśnie i skrupulatne wypełniała religijne zasady, chroniąc się w ten sposób przed wszelkim możliwym mieszaniem się z innymi narodami. To, że Jezus Chrystus do nich nie należał, można uznać za pewne. Każde inne twierdzenie jest hipotetyczne.

Ten wynik, choć zasadniczo negatywny, ma wielką wartość, ukazuje ważny wkład w wiedzę o osobowości Chrystusa, a jednocześnie w zrozumienie Jego skuteczności aż do dzisiaj. Ukazuje także nieprawdopodobnie pomieszanie wątków, sprzecznych idei i fałszywych koncepcji, które otaczają prostą i przejrzystą prawdę.
Teraz nadszedł czas, aby wejść w to głębiej. Zewnętrzne powiązania są mniej ważne niż wewnętrzne. Właśnie teraz dochodzimy do najważniejszego pytania: jak dalece Chrystus jako "fakt moralny" należy do judaizmu? Aby ustalić  to raz na zawsze, będziemy musieli poczynić  szereg ważnych rozróżnień.

Chrystus jest powszechnie uważany za tego, który "uszlachetnił" judaizm, czyli religijne idee Żydów. Nawet ortodoksyjni Żydzi, chociaż nie mogą w ten sposób odnosić się do niego, widzą w Nim odrośl z ich drzewa* i dumnie traktują całe chrześcijaństwo jako dodatek do judaizmu. Jest to błąd. To odziedziczone złudzenie, to jedna z tych opinii, którą wysysamy z mlekiem matki, a co za tym idzie w konsekwencji, nawet niezależnie myślący człowiek nigdy nie zacznie myśleć racjonalnie. Z pewnością Chrystus pozostawał w bezpośrednim związku z judaizmem, a jego wpływ, w pierwszym rzędzie na kształtowanie Jego osobowości i w jeszcze większym stopniu na rozwój i historię chrześcijaństwa jest tak wielki, że każda próba zaprzeczenia temu musi prowadzić do rezultatów bezsensownych, ale wpływ ten jest tylko w najmniejszym stopniu religijny. W tym tkwi sedno błędu. Jesteśmy przyzwyczajeni traktować naród żydowski przede wszystkim jako lud religijny. W rzeczywistości w porównaniu z narodami indoeuropejskimi judaizm jest  zahamowany w swoim rozwoju religijnym. Pod tym względem u Żydów miało miejsce to, co Darwin nazywa „nagłym zatrzymaniem rozwoju”, śmiercią w zarodku. Ponadto wszystkie gałęzie semickiego pnia, choć bogate w talenty, były wyjątkowo ubogie w instynkt religijny i to jest to „bezduszne serce”, na które ciągle narzekają ważniejsi spośród nich. "W Semitach jest dużo przesądów, ale niewiele religii"  powiedział Robertson Smith, jeden z największych autorytetów.

Jakże inaczej wygląda to u Aryjczyka! Nawet najstarsze dokumenty (sięgające daleko poza żydowskie) przedstawiają go nam jako gorliwie podążającego za mglistym impulsem, który zmusza go do badania świata we własnym sercu. Jest on radosny, pełen zwierzęcej energii, ambitny, bezmyślny, pije i uprawia hazard, poluje i okrada, ale nagle zaczyna myśleć. Wielka zagadka istnienia absolutnie go oczarowuje, jednak nie jako problem czysto racjonalny - skąd jest ten świat? Skąd przyszedłem? To pytania czysto logiczne, a zatem wymagające udzielenia niezadowalających odpowiedzi - ale jako bezpośrednia, nieodparta potrzeba życia. Nie stara się rozumieć, ale być, to jest punkt, który go zajmuje i rozpala. Nie przeszłość, z jej litanią przyczyn i skutków, ale teraźniejszość, wieczna teraźniejszość bierze w posiadanie jego zdumiony umysł. Wyczuwa on, że tylko wtedy, gdy pokonuje przepaść między sobą, a wszystkim co go otacza, kiedy rozpoznaje siebie - jedyną rzecz, którą bezpośrednio zna - w każdym zjawisku i odnajduje ponownie każde zjawisko w sobie, kiedy musi, że tak powiem, pogodzić świat i siebie samego, aby mieć nadzieję usłyszeć pracę wrzecion tkających nieśmiertelną nić istnienia i nieść w swoim sercu tą tajemniczą muzykę, wtedy zaczyna tworzyć swoją własną pieśń. Próbuje ją we wszystkich tonach, ćwiczy wszystkie melodie, a potem słucha z szacunkiem. A jego wezwanie nie pozostaje bez odpowiedzi: słyszy tajemnicze głosy, cała natura ożywa, wszystko, co w niej związane z człowiekiem zaczyna się poruszać, a on osuwa się z czcią na kolana. Nie roi sobie przy tym, że jest tak mądry, nie wierzy, że zna początek i koniec wszechświata, ale ma przeczucie wyższego powołania, odkrywa w sobie zalążek niezmierzonych przeznaczeń, "ziarno nieśmiertelności.” Nie jest to jednak zwykłe marzenie, ale żywe przekonanie, wiara, i jak wszystko, co żyje, z kolei rodzi nowe życie. Bohaterowie jego rasy i jego święci postrzegają go jako „Supermena” (Goethe - patrz Faust) unoszącego się wysoko nad ziemią. On chce być taki jak on, ponieważ on też jest pchany naprzód i ku górze.

—  Teraz, to spojrzenie w niezgłębioną głębię jego własnej duszy, tęsknota do wznoszenia się w górę, to właśnie jest religia. Religia przede wszystkim nie ma nic wspólnego ani z przesądami, ani z moralnością, to stan umysłu. A ponieważ człowiek religijny jest w bezpośrednim kontakcie ze światem poza rozumem, jest myślicielem i poetą, jest twórcą, który trudzi się nieustannie w szlachetnej pracy Syzyfa, nadając widzialny kształt Niewidzialnemu, tworząc z rzeczy niewyobrażalnych rzeczy realne. Nigdy nie znajdujemy u niego ustalonej na zawsze i zdefiniowanej chronologicznej kosmogonii i teogonii. Odziedziczył za to żywe uczucie Nieskończoności. Jego koncepcje pozostają płynne i nigdy nie stają się sztywne, stare są zastępowane nowymi. Bogowie, czczeni w jednym stuleciu, w innym są już starzy i zastępowani nowymi. Jednak najważniejsze fakty wiedzy, raz mocno nabyte, nigdy więcej nie zostają utracone. Ponad wszystko inne, fundamentalna prawda, którą piszący Rigwedę na wiele wieków przed Chrystusem próbowali w ten sposób wyrazić  „Źródło istnienia, mądrzy znajdą w sercu” - przekonanie, które w XIX wieku zostało niemal identycznie wyrażone przez Goethego: "Istotą natury jest ludzkie serce" to jest właśnie religia. - Tego właśnie brakuje Żydom w zastanawiającym stopniu. Oni są urodzonymi racjonalistami. Rozum jest w nich silny, ogromnie rozwinięta wola, z drugiej strony ich wyobraźnia i twórcze moce są szczególnie ograniczone. Ich skąpe, mitycznie religijne koncepcje, a nawet ich przykazania, zwyczaje i obrzędy religijne, które pożyczyli bez wyjątku z zagranicy, zredukowali do minimum i trzymają się tego niezmiennie.

 

[*] Źródła:
Houston Stewart Chamberlain - "The Foundations of the Nineteenth Century" 1899 r.

"Do 1938 r. ukazały się 24 wydania, sprzedano ponad ćwierć miliona egzemplarzy. Tłumaczenie z 1911 r. otrzymało pozytywne recenzje w większości brytyjskiej prasy. „Spectator” uważał, że jest to: „pomnik erudycji”. „Birmingham Post ”: „świeci życiem, pełnej, świeżej i energicznej myśli”, "Glasgow Herald" stwierdził, że trudno byłoby „przecenić stymulujące wartości książki”. W dodatku literackim „Timesa” uznano ją za „jedną z książek, które naprawdę się liczyły”. W lewicowych "Fabian News" George Bernard Shaw nazwał to „arcydziełem historycznym”. Ci, którzy jej nie przeczytali, kontynuował, nie byliby w stanie mówić inteligentnie o współczesnych problemach socjologicznych i politycznych. W USA Theodore Roosevelt stwierdził, że Chamberlain „reprezentuje wpływ, który należy poważnie wziąć pod uwagę.„

https://www.nytimes.com/2018/03/23/opinion/sunday/genetics-race.html
https://www.biorxiv.org/content/biorxiv/early/2018/03/31/292581.full.pdf
https://pl.wikisource.org/wiki/%C5%BBywot_Jezusa
https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82owia%C5%84scy_muzu%C5%82manie
//biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1247
//biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=483


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale