13 obserwujących
151 notek
64k odsłony
300 odsłon

Okultyzm hitlerowców to mit. Wyprawa SS do Tybetu.

Wykop Skomentuj1


Biorąc pod uwagę mity związane z rzekomymi tajnymi celami politycznymi wyprawy, skupmy się teraz na kontakcie z Retingiem i być może najsłynniejszym rezultatem wyprawy, liście, który Regent napisał do Hitlera⁸⁴. Schäfer przekonał Retinga, aby napisał list do Hitlera, chociaż Reting prawdopodobnie nie miał pojęcia, kim był Hitler. List w oficjalnym tłumaczeniu na angielski brzmi:

Do jego Królewskiej Mości Fuhrera Adolfa Hitlera, Berlin, Niemcy.
Od Regenta Tybetu.
W 18 dniu pierwszego miesiąca roku Piaskowego Zająca.
Wasza Wysokość,
Ufam, że Wasza Wysokość jest w najlepszym zdrowiu i wasze sprawy postępują w najlepszym porządku.
Ja tutaj czuję się dobrze i staram się czynić wszytko co mogę w sprawach religijnych i rządowych. Mam przyjemność poinformować Waszą Wysokość, że dr Schaefer i jego ekipa są pierwszymi Niemcami, którzy odwiedzili Tybet, otrzymali oni pozwolenie bez sprzeciwu, a  po przybyciu wszelka niezbędna pomoc jest im udzielana. Ponadto pragnę zrobić wszystko, co pomoże poprawić przyjacielski związek między oboma Narodami, i ufam, że Wasza Wysokość również uzna to za niezbędne.
Proszę dbać o Wasze dobre Ja i dać mi znać, jeśli Wasza Wysokość będzie czegoś sobie życzył.
Wysyłam osobną paczkę ze srebrną pokrywką i spodek z tybetańską filiżanką z czerwoną herbatą oraz lokalnego psa jako pamiątkę.
       Z poważaniem,

       Reting Ho-Thok-Thu.

Wyprawa zakończyła planowane prace i była z naukowego punktu widzenia bardzo udana, gromadząc niesamowitą ilość materiałów naukowych na temat Tybetu, które nawet obecnie są bardzo cenne. Zakończyła się jednak pośpiesznym i przygnębiającym powrotem do Europy: kilka tygodni po powrocie jej członków wybuchła II wojna światowa.

Mity i fikcja
Sam fakt, że ekspedycja naukowa członków SS odwiedziła tajemniczą ziemię Tybetu w tym czasie, na krótko przed wybuchem II wojny światowej, wystarczyła, aby nadać wagę fikcyjnym, okultystycznym powiązaniom między narodowym socjalizmem, Hitlerem i „ukrytymi” mocami” w Agarthi i Shambhala. Ale jak wypaczano fakty i jakie historie wymyślono na podstawie tej  wyprawy? I w jaki sposób ekspedycja została wykorzystana do wspierania mitów o okultystycznych powiązaniach między Hitlerem, nazizmem i wschodnimi teokracjami?

Chociaż Pauwels i Bergier stali się najbardziej wpływowymi twórcami mitu o nazistowsko-tybetańskim związku, nie byli pierwszymi, którzy to zrobili; wykorzystali i rozszerzyli historię wspomnianą wcześniej w tym artykule, historię z francuskiej powieści szpiegowskiej z 1933 r. Les sept têtes du dragon vert, w której sfabrykowano⁸⁷ powiązania między Tybetańczykami a Hitlerem. Jej autor był rzekomo francuskim tajnym agentem piszącym pod pseudonim Teddy Legrand, o którym później mówiono, że zmarł w tajemniczych okolicznościach. Powieść, która opisuje potężną tajną organizację odpowiedzialną za powstanie narodowego socjalizmu i komunizmu, zręcznie przeplata fakty i fikcję⁸⁸. W powieści dwaj brytyjscy tajni agenci w 1933 r. odwiedzili mieszkającego w Berlinie azjatyckiego maga opisanego przez Berliner Zeitung jako „ mężczyzna w zielonych rękawiczkach.” Trzykrotnie dokładnie przewidział liczbę zwolenników Hitlera, którzy zostaną wybrani do Reichstagu⁸⁹. Tybetańska mala (różaniec), którą  brytyjscy agenci otrzymali w prezencie- z 110 koralikami zamiast 108, dla okultystycznych powodów - sugerowała, że był Tybetańczykiem, chociaż nie zostało to specjalnie wspomniane. Jego fluorescencyjne rękawiczki lśniły jak świecące robaki. Jego spojrzenie było okrutne, przenikliwe i przebiegłe; miał doskonałą kontrolę nad swoimi odruchami. Zwrócił się do brytyjskich agentów w perfekcyjnym oksfordzkim akcentem: „Panowie, chociaż należycie do rasy innej niż moja, zielona ręka zostanie wam przekazana, ponieważ macie klucze otwierające 110 zamków tajnego królestwa Aggharti”.⁹⁰

Przeanalizujmy, co z tego napisali Pauwels i Bergier w The Morning of the Magicians:
W Berlinie był tybetański mnich, nazywany „człowiekiem w zielonych rękawiczkach”, który trzy razy poprawnie przepowiedział w prasie liczbę hitlerowskich deputowanych wybranych do Reichstagu i był regularnie odwiedzany przez Hitlera. Wtajemniczeni powiedzieli mu, że posiadają klucze do królestwa Agarthi… W 1926 r. mała kolonia Hindusów i Tybetańczyków osiedliła się w Berlinie i Monachium. Gdy Rosjanie wkroczyli do Berlina, znaleźli wśród zwłok tysiąc ochotników na śmierć w mundurach niemieckich bez żadnych dokumentów ani odznak, byli pochodzenia himalajskiego. Gdy tylko ruch [nazistowski] zaczął zdobywać znaczne fundusze, zorganizowano szereg wypraw do Tybetu, które trwały praktycznie bez przerwy aż do 1943 r. […] ⁹¹
W Tybecie, działając na rozkaz dr Sieversa, dr Scheffer [sic] kontaktował się z wieloma lamami⁹² w różnych klasztorach i przywiózł z sobą do Monachium na badania naukowe, niektóre konie „aryjskie” i „aryjskie” pszczoły, których miód miał szczególne cechy⁹³


Tutaj znajdujemy dalsze okultystyczne szczegóły dodane do fikcyjnej historii Teddy'ego Legranda, ale żadne z nich nie mają podstaw. Żaden tybetański mnich w zielonych rękawiczkach nie mieszkał w Berlinie aby doradzać Hitlerowi. Co więcej, nie było "kolejnych wypraw" do Tybetu w latach 1926–1943, a tylko jedna niemiecka wyprawa odbyła się do tego kraju, w latach 1938–1939⁹⁴. Nie było też kolonii tybetańskich w Monachium, Berlinie ani w innych miastach, nie było oddziałów umundurowanych Tybetańczyków w Niemczech. W rzeczywistości w pierwszej połowie XX wieku w Niemczech mieszkał tylko jeden Tybetańczyk: był tłumaczem Alberta Tafla, którego Tafel przywiózł ze sobą po wyprawie w 1907 r.⁹⁵  nie ma też żadnego dowodu na twierdzenia o tysiącu umundurowanych zwłok tybetańskich. Ta historia może być legendą wynikającą z faktu, że podczas II wojny światowej Kałmucy mongolscy walczyli po stronie Niemców, chociaż pod koniec wojny w Berlinie prawie nie było Kałmuków⁹⁶. Niemniej jednak powstał mit. Kiedy „Pauwels i Bergier zapewnili ten podstawowy zbiór mitów związanych z okultystyczną inspiracją nazizmu, inni autorzy poszli tym samym śladem”⁹⁷.

Trevor Ravenscroft dodał do tego repertuaru mitów w swoim bardzo popularnym dziele, również przetłumaczonym na kilka języków, "Włócznię Przeznaczenia":
W dużej mierze dzięki inicjatywie profesora Karla Haushofera i innych członków Towarzystwa Vril w Berlinie i Monachium zespoły badawcze zostały wysłane do Tybetu. Kolejne niemieckie wyprawy do Tybetu, które odbywały się corocznie w latach 1926–1942, miały na celu nawiązanie kontaktu ze Wspólnotami Jaskiniowymi i przekonanie ich do pozyskania pomocy sił lucyferycznych i ahrimańskich na rzecz nazistowskiej sprawy i planowanej mutacji, która miałaby zwiastować nową rasę Supermana.
Trzy lata po nawiązaniu pierwszego kontaktu z Adeptami Agarthi i Szamballaha w Niemczech utworzono wspólnotę tybetańską z oddziałami w Berlinie, Monachium i Norymberdze. Ale tylko adepci Agarthi, słudzy Lucyfera, byli gotowi poprzeć sprawę nazistowską. Wtajemniczeni z Szamballah, którzy byli zaniepokojeni nadejściem materializmu i rozwojem epoki maszyn, stanowczo odmówili współpracy. Służąc Ahrimanowi, nawiązali już kontakt z Zachodem i współpracowali z niektórymi lożami w Anglii i Ameryce! Adepci Agarthi byli znani w Niemczech jako „Stowarzyszenie Zielonych Ludzi” i podjęto zdecydowane działania, aby zachować milczenie na temat ich prawdziwego znaczenia. Dołączyło do nich siedmiu członków japońskiego „Stowarzyszenia Zielonego Smoka”, z którymi byli w komunikacji astralnej od setek lat. […]
W ostatnich miesiącach wojny naziści całkowicie zaniedbali lamów z Tybetu. Nie udało im się wykorzystać mocy Lucyfera do nazistowskiej sprawy. Aby pokazać swoją osobistą niełaskę, Hitler nakazał, aby żyli na tych samych zmniejszonych racjach żywnościowych, co więźniowie obozów koncentracyjnych. Kiedy Rosjanie dotarli do ich kwater na przedmieściach Berlina, odkryli, że ich nagie ciała leżą w uporządkowanych rzędach, każdy z ceremonialnym nożem przebijającym brzuch.⁹⁸


Ta swobodnie wymyślona fantazja zawiera oczywiście dualistyczne pomysły zaczerpnięte z antropozofii Rudolfa Steinera. Nie udało mi się jednak znaleźć wiarygodnych informacji o „Stowarzyszeniu Zielonego Smoka” lub „ Stowarzyszeniu Zielonych Ludzi”.

W pierwszej książce na ten temat w kraju niemieckojęzycznym, Dietricha Brondera z 1975 r. "Bevor Hitler kam", czytamy:
W 1928 r. Towarzystwo Thule poprzez silną berlińską kolonię tybetańską, z którą Haushofer był w stałym kontakcie, wznowiło powiązania z tajnymi stowarzyszeniami mnichów w Tybecie, które utrzymywano nawet podczas II wojny światowej. Kluczem używanym w komunikacji radiowej między Berlinem a tybetańską stolicą Lhasy w tym czasie była książka Dzyan, tajna księga magii tybetańskich mędrców.
Powiązania z buddyzmem tybetańskim stworzone przez Trebitscha, Haushofera i Hessa były reprezentowane przez Karo Nichi, wysłannika tybetańskiej Agarthy w Berlinie; nosił wąsy, które wskazywały na adepta. Wieczorem przed wybuchem drugiej wojny światowej wyprawa SS Schäfera wyruszyła z Niemiec do Tybetu, kierowana przez Karo Nichi i Evę Speimüller, zabierając ze sobą sprzęt radiowy dla Dalajlamy, z którym można było nawiązać kontakt między Lhasą a Berlinem. SS-manom Schäfera pozwolono wkroczyć do świętego miasta Lhasy, czego zabraniano innym europejczykom i chrześcijanom - a nawet do wspaniałej świątyni lamów, posiadającej ogromny obiekt, najświętszy symbol imperium mongolskiego: swastykę.⁹⁹

Oczywiście wyprawa nie była prowadzona przez nieznanego Karo Nichi, rzekomego wysłannika tybetańskiej Agarthy w Berlinie, ani nie miała na celu dostarczenia Dalajlamie sprzętu radiowego do przekazywania wiadomości między Lhasą a Berlinem i ustanowienia osi okultyzmu, jak twierdzi Dietrich Bronder. Prawdą jest jednak, że na wyprawę wzięto gramofony i radio, które zostały zaprezentowane Regentowi i Kaszagowi; przedmioty te, które były częścią wyposażenia wyprawy, zostały jednak zamienione w prezenty podczas wyprawy .¹⁰⁰

Mit został przetworzony i odtworzony w pracach w języku angielskim, niemieckim i francuskim. Chociaż członkowie ekspedycji Schäfera nie znali "Ciemności nad Tybetem" Illiona przed 1941 r., to we wstępie do obecnie dostępnego wydania czytamy: „Uważa się, że relacje Illiona o Tybecie odegrały zasadniczą rolę w przekonaniu nazistowskiego rządu Niemiec do wysyłania corocznych wypraw do Tybetu ”¹⁰¹, który „ próbował odnaleźć skamieniałe szczątki gigantów. Każdy, kto atakował Hörbigera był natychmiast tłumiony przez „Ahnenerbe”. ”¹⁰² Najwyraźniej nie ma znaczenia, że ​​jako naukowcy przyrodnicy wszyscy członkowie wyprawy kategorycznie odrzucili Teorię Lodu Świata i wyraźnie odmówili włączenia jej jako jednego z celów wyprawy.

Źródła nadal były równie kreatywne, stwierdzając, że „utrzymywały się pogłoski, że nazistowskie zainteresowanie Tybetem zostało zainspirowane chęcią skontaktowania się z czarnymi adeptami Szambali i / lub Agarthy i zwerbowania ich do pomocy w podboju świata.„¹⁰³ Rudolf Hess zawołał w euforii: „Tajne mocarstwa Tybetu walczą po stronie państw Osi ”. ¹⁰⁴ Nazistowska wyprawa do Tybetu była próbą nawiązania łączności z prawdziwymi „supermenami”. ¹⁰⁵ W amerykańskiej książce wyjaśniono, że ci esesmani „byli elitarnymi wojownikami nowej cywilizacji, znacznie lepszymi od starego, najwyższego kapłaństwa New Age, nieśli sztandar nadchodzącego Supermana . Ich przywódcami byli magowie, którzy zawarli sojusze z mistycznymi tybetańskimi miastami Agarthi i Schamballah i opanowali siły żyjącego wszechświata.”¹⁰⁶

Czytamy we francuskiej pracy, że „istniał stały kontakt między narodowo-socjalistycznymi Niemcami a Tybetem i wiadomo było, że rozkazy były wydawane bezpośrednio przez   ojczyznę Niemców, które dotyczyły materialnego podboju świata przez Siedmiu Wtajemniczonych Towarzystwa Thule. Wiemy dzisiaj, że nasi bezlitośni sekciarze byli magicznie „chronieni” przez swoich tybetańskich mistrzów pod znakiem swastyki. ”¹⁰⁷

List do Hitlera od Regenta Tybetu wywołał również spekulacje:
Twierdzono także, że Schäfer przywiózł  Führerowi dokument o nieocenionej wartości i że Führer zamknął go w ciemnym kącie bunkra w Rastenberg, gdzie miał medytować. Jednak dokument ten był niczym więcej niż pergaminem, na którym Dalajlama podpisał pakt o przyjaźni z nazistowskimi Niemcami, gdzie Hitler był znany jako głowa Aryjczyków. Chociaż możliwe jest, że Schäfer przywiózł ze sobą taki dokument, nie jest możliwe oszacowanie wartości przypisanej mu przez wszystkie strony. Czy była to deklaracja zasad, czy tylko dokument o wartości dyplomatycznej? […]
Na szczególną uwagę zasługuje jedna z rzeczy przywiezionych przez Schäfera: rytuał Tantry Kalaczakra i szczegółowa dokumentacja dotycząca tej inicjacji tantrycznej… pierwszy dokument na ten temat, który dotarł na Zachód.¹⁰⁸


Po raz kolejny jednak rzeczywistość jest mniej tajemnicza. Oczywiście w tym czasie trzyletni Dalajlama jeszcze nie przybył do Lhasy. I, jak potwierdził mi Bruno Beger, członkowie wyprawy nie byli nawet świadomi terminu Kalachakra¹⁰⁹ i nie przywieźli ze sobą takich dokumentów .¹¹⁰ Być może autorzy pomylili termin Kalachakra z Kanjur (bKa’ ’gyur), kopią  która została podarowana wyprawie w zamian za pomoc medyczną. Jednak nawet ten fakt pobudził wyobraźnię innych autorów i zainspirował spekulacje, takie jak Dietricha Brondera: „W końcu [Panchen] Lama podarował wyprawie SS lamaistyczną biblię Kanjur w ponad stu tomach, jako prezent dla swojego przyjaciela Hitlera czy Hsi Talé.”¹¹¹ Ten ostatni „fakt ”przekroczyłby jednak ramy przestrzeni i czasu, ponieważ Panczenlama spędził ostatnie 15 lat swojego życia poza Tybetem i zmarł dwa lata przed przybyciem wyprawy. Wymyślono nawet tajemnicę dotyczącą losu tej kopii Kanjur. Peter Levenda spekulował: „Nie byłem w stanie odkryć, co się z nią stało po wojnie, ale podejrzewam, że znalazła się w muzeum w Wiedniu.¹¹²  Peter Moon dodał nawet: „Zostałem poinformowany przez innych, że dokumenty trafiły w ręce rosyjskie i były kopiami oryginalnych świętych tekstów z wewnętrznych jaskiń Tybetu. Mnisi spędzili całe życie sumiennie kopiując święte pisma i składając je w tajnych miejscach. ”¹¹³ W rzeczywistości ta imponująca, stu tomowa edycja nowego Lhasa Kanjur, zainicjowana przez 13 Dalajlamę, spędziła ostatnie kilkadziesiąt lat w Bawarskiej Bibliotece Państwowej w Monachium.¹¹⁴

Problem większy i bardziej mętny niż praca okultystów, krypto-historyków, sensacyjnych pisarzy lub spiskowców to publikacje tych dziennikarzy i samozwańczych „agentów oświecenia”, którzy rzekomo sprowadzają światło w ciemność i demitologizują Tybet, konstruując nowe mity, umiejętnie łącząc fakty z fikcją - celowo lub nie. Na przykład amerykański historyk Lee Feigon wyjaśnia: „Pod koniec lat 30 Hitler i Himmler posunęli się tak daleko, że wysłali wyprawy do Tybetu, aby zmierzyć tybetańskie rozmiary głów i upewnić się, że Tybetańczycy nie byli Żydami, ale prawdziwymi Aryjczykami. Uważa się nawet, że Hitler sprowadził grupę mnichów do Niemiec, instruując ich, aby wykonywali specjalne pieśni, aby zmienić wzorce pogodowe w ramach przygotowań do swojej niefortunnej rosyjskiej inwazji. ”¹¹⁵ Orville Schell, amerykański profesor dziennikarstwa, donosi: „Rzeczywiście, już w 1926 r., na długo przed tym, jak musiano się z nimi liczyć, przyszłym nazistowskim zwolennikom udało się wysłać pierwszą z kilku „antropologicznych” wypraw na te tereny pod przewodnictwem zoologa Ernsta Schafera. ”¹¹⁶

Okultystyczne insynuacje związane z wyprawą pojawiły się ponownie w 1997 r., kiedy to na ekrany wszedł film Siedem lat w Tybecie, oparty w dużej mierze na jego [Harrera] książce z 1952 r.¹¹⁷ Skłoniło to do badań nazistowskiej przeszłości Heinricha Harrera. Wśród oświadczeń opublikowanych w tym czasie znajdujemy takie rzeczy:
W 1938 r. Schäfer wyjechał do Tybetu z 30 ludźmi i dużym magazynem broni, przybywając do Lhasy na początku 1939 r. […] Oddziały szturmowe SS miały na celu przekonanie tybetańskiej armii, dając im prezenty, aby oddzielić ją od wpływu Wielkiej Brytanii… Plan byłże to Tybetańczycy nauczą Niemców, jak przetrwać w trudnych warunkach.¹¹⁸

I jeszcze więcej fałszerstw:

Himmler uważał, że Tybetańczycy byli rodakami Aryjczyków. Mandat Schäfera polegał na zwróceniu Tybetańczyków przeciwko Brytyjczykom, a ostatecznym celem było utworzenie niemiecko-tybetańskiego sojuszu aryjskiego, który ostatecznie podbije Azję. Tybet zostanie zasiedlony przez kolonie Niemców poszukujących cennego nazistowskiego ideału Lebensraum - „przestrzeni życiowej”. ¹¹⁹

Jednak nawet jeśli poszczególni autorzy byli zmuszeni przyznać, po dokładnych badaniach i, na przykład, po przeszukaniu wszystkich plików w archiwach narodowych w Waszyngtonie, że nie mogli znaleźć niczego „na temat działań okultystycznych i interesów Trzeciej Rzeszy dotyczących Tybetu”, ¹²⁰ często kończą insynuacją w następujący sposób:

„Nie możemy zatem wykluczyć hipotezy, że Schäfer był zaangażowany w coś więcej niż zbieranie motyli w tej historycznej (i oficjalnej) wyprawie w Himalaje w czasie wielkiego kryzysu międzynarodowego i globalnego napięcia. ”¹²¹
 
Autor:
Isrun Engelhardt obroniła pracę doktorską na uniwersytecie w Monachium w 1974 roku. Następnie pracowała w Instytucie Azji Środkowej na Uniwersytecie w Bonn. Jej badania koncentrowały się na stosunkach tybetańsko-europejskich między XVII a XX wiekiem. W szczególności badała niemiecką wyprawę Ernsta Schäfera do Tybetu (1938–1939), wykorzystując obszerny dziennik Schaefera, nagrania przesłuchań Schaefera, zapisy Ahnenerbe, dokumenty tybetańskie, a także źródła brytyjskie, głównie poufne raporty i listy od brytyjskich przedstawicieli.

https://info-buddhism.com/Nazis-of-Tibet-A-Twentieth-Century-Myth_Engelhardt.html#ftnt_ref117
https://info-buddhism.com/Tibet-1938-1939-Ernst-Schaefer-Expedition-Engelhardt.html

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale