8 obserwujących
182 notki
97k odsłon
  307   0

dojenie prezesa

Cóż, wiedziony intuicją i sprytem menedżer podjął grę, choć już dawno nie bawił się pracując tak ostro. C'est la vie. C'est vrai.

Na początek wynegocjował z nowym supervisorem (tamten wcześniejszy awansował na dyrektora regionu w strategicznym, macierzystym miejscu dla prezesa) stawki usług dla pozyskiwanych nowych obszarów, potem wspólnie ze swoimi zastępcami wymyślił prosty sposób na obniżenie kosztów reklamowych. W dziale reklamy grupy spółek pracowali mądrzy ludzie, pomysł zamiany ulotek drogich na ulotki tanie spotkał się z aplauzem, przeniesiono ten pomysł na inne regiony i prezes z tego powodu oszczędzał 2mln zł rocznie. Pewnie o tym nawet nie wiedział, bo na pierwszej konferencji – zlocie działów handlowych żartował : Co się tam stało w waszym regionie, jakiś piorun trzasnął, że tak spadł poziom usług, a potem wzrósł? Menedżer siedział akurat obok jąkającego się dyrektora naczelnego sprzedaży, więc nie mógł swobodnie ustosunkować się do tego retorycznego pytania prezesa.

Po konferencji menedżer dostał wiatru w żagle. Odpowiednio balansując ceną, umiejętnościami handlowców przy morderczym sposobie współpracy z nim dyrektora regionu i kierowniczki biura obsługi klienta, wyprowadzał dział handlowy na prostą.

Ludzie w firmie zaczęli go szanować i ciągle ktoś przychodził do jego gabinetu, by wyżalić się na dyrektora, bok, czy stawki. Zmienił się układ sił odkąd sam prezes zauważył dokonania menedżera na konferencji. Wszyscy w regionie przyjęli to jako pochwałę, większość nie chciała prezesowi robić pod górkę. Oprócz dyrektora regionu.

Po konferencji, gdy menedżer przy układaniu planów handlowych z dyrektorem handlowym wynegocjował dla siebie realny, przy przeciwnościach wewnątrz spółek, plan sprzedaży cenowo-marżowy na następny rok, dyrektor regionu wezwał go na dywanik.

Rozmowa była krótka. Dyrektor powiedział menedżerowi, że ma się z nim dzielić swoją premią, bo razem z premią zarabia więcej niż on - dyrektor regionu. Albo będzie się menedżer dzielił premią, albo dyrektor utraci do niego zaufanie, bo z nowego planu sprzedaży wynika, że pieniądze, które na nich spłyną będą ogromne. Menedżer inteligentnie powiedział, że nie ma takiej możliwości, ale może prezesowi przekazać informacje o kilku sprawach, które wyszły przy okazji na światło dzienne. Nie powiedział oczywiście o jakie sprawy chodzi, dyrektor natomiast stwierdził, że poczeka do pierwszego spadku sprzedaży i będzie miał powód do rozwiązania umowy.

Cóż w tych warunkach niejeden menedżer złożyłby broń. Ten jednak podjął rękawicę i tylko się uśmiechnął. Wierzył w swoich ludzi, karawana toczyła się dalej. Miał wsparcie z zewnątrz, mógł czasowo olać groźby dyrektora regionu. Cotygodniowe burze mózgów przynosiły coraz lepsze pomysły i podnosiły sprzedaż, zastępcy: Arek i Adam prosili menedżera, by zmienił system wynagradzania, który w momencie kradzieży umów między działami (kiedy bok zabierał już podpisane umowy przedstawicielom) mieli z czego żyć. Menedżer wynegocjował nowy system wynagradzania, sprzedaż ruszyła jak wiosenne burze, kaskadami i frontem. Na koniec półrocza sprzedaż osiągnęła pułap drugiego miejsca w kraju, ktokolwiek dzwonił dostawał informację zwrotną, że to zasługa dyrektora regionu.

Dyrektor był zadowolony, bo chwalił go prezes, przedstawiciele byli zadowoleni, że mają rekompensatę na czas złodziejstwa, menedżer spełniał obietnicę daną członkowi zarządu, by nie strzelać sobie w kolana.

Po kolejnej konferencji, gratulacjach, wymienianiu menedżera z nazwiska na forum publicznym przez niemal wszystkich szefów działów krajowych spółek jako kreatywnego i mającego bardzo dobre pomysły, dyrektora regionu dopadła frustracja, że rośnie mu pod skrzydłami konkurencja do stanowiska.

Bardzo nie podobało mu się, że rzadko chwalą go osobiście. Bowiem nikomu się nie przyznał, że przy zatrudnianiu tegoż menedżera był na straconej pozycji. Prezes nosił się z zamiarem zwolnienia dyrektora regionu jeśli tylko kolejny menedżer nie podźwignie realizacji celu. Można stwierdzić, że nowy, rzutki menedżer uratował dyrektorowi doopę w zamian za co ten na niego zbierał fałszywe kwity i kazał dzielić się premią. W końcu miał plecy w zarządzie. Gdzie menedżerowi do niego.

Jarosław Z .menedżer przed opisywanym, przyjętym przez grupę spółek, nie czuł bazy, jak mówią młodzi, albo nie mógł przystosować się do żądań zachłannego dyrektora. Nie dość, że w jego czasie dział zapikował w dół, to jeszcze na odchodnym utworzył spółdzielnię i ukradł na płytach bazy danych klientów by ich sprzedać konkurencji telefonicznej.

Odpowiedzialnym za zjazd działu handlowego w dół w tym regionie był również jąkający się dyrektor naczelny sprzedaży. To on ustalał sposoby zatrudniania i stawki, ale po linii politycznej. Reprezentował biznes (o czym pewnie prezes do dzisiaj nie wie) zgoła innej politycznej proweniencji niż syn barona SLD. Nie byłoby w tym nic niestosownego, gdyby ewidentnie nie grał nie fair. Za drżączkę działu handlowego w tym regionie dyrektor zamiast donieść na jąkającego się dyrektora zwolnił słabego w kontaktach z przedstawicielami menedżera. Miał w tym swój biznes.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura