blog Unuka
http://www.requetes.com/requete1.html
52 obserwujących
146 notek
231k odsłon
  3688   0

Mieszko, czyli i straszno i śmieszno

Tego rodzaju posunięcia Mieszka oparte były na wielkiej znajomości rzeczy i powzięte mogły być tylko przy pomocy ludzi znających bardzo dobrze nie tylko stosunki niemieckie, ale też stosunki panujące w Rzymie papieży. Przeprowadzenie tych spraw  mogło być więc dokonane przy pomocy jedynie tych dostojników świeckich, którzy przybyli do Polski z Dąbrówką. Wiemy, że duchowni, znajdujący się wówczas w Polsce, byli wszyscy niskiego stopnia. Przybyli oni z Czech, które same nie miały jeszcze biskupstwa. Ponadto przeważnie byli oni narodowości niemieckiej. Podlegali bawarskiemu biskupowi w Ratyzbonie i jemu tylko winni byli posłuszeństwo i lojalność, która zobowiązywała ich do dbania o interes swego biskupa i swej niemieckiej metropolii. Nie mogli więc popierać dążeń Mieszka do niezależności kościelnej, nawet jeśli mieli na widoku swoje osobiste wyniesienie. Nieprawdopodobne jest więc, aby Mieszko właśnie im powierzył misję negocjowania tak delikatnej sprawy z kurią rzymską. Tego rodzaju misja ich skazana byłaby z góry na niepowodzenie.

Pomyślny wynik tych rzymskich negocjacji wskazuje wyraźnie że Mieszko był znacznie ostrożniejszy, niż później jego syn, Bolesław Chrobry, który w r. 1000 zabiegał o przyznanie mu korony królewskiej i wysłał do Rzymu opata Astryka;  ten zaś koronę królewską zawiózł ostatecznie Stefanowi węgierskiemu.  Mieszko, zamiast uciekać się do pomocy obcych duchownych, ludzi mało sobie znanych i niskiego pochodzenia i uzależnionych od obcych, nieznanych mu przełożonych, wolał pewnie skorzystać z doświadczenia i rozległych stosunków swych nowych powinowatych, Wrszowców. Nadto przypuszczalnie ta sprawa była omówiona w Rzymie zanim Mieszko dał się ochrzcić. Wiadomo nam przecież, że presje świeckich czynników politycznych spotykały się w Rzymie z większym zrozumieniem, niż posłuszne i uniżone wstawiennictwa duchownych.

Musimy więc przyjąć, choć może nam to być  nie w smak, że inicjatywa w tych sprawach, które dotyczyły zbliżenia czesko-polskiego, pochodziła od Czechów, jak również że późniejsze decyzje Mieszka, powzięte zostały na skutek rad czeskich. Przemawia za tym bardzo wiele argumentów, których w tym artykule me sposób jest omówić. Zadowólmy się powtórzeniem zdania bezwzględnie wiarogodnych w tym wypadku, bo polskich historyków, że w drugiej połowie  X w. Czechy wyprzedzały księstwo Polan o jakie 150 lat w rozwoju kulturalno-cywilizacyjnym  oraz stwierdźmy,
 że nie księstwo Polan, ale Czechy były wówczas najpotężniejsze ze wszystkich państw słowiańskich w Europie Środkowej, że nie księstwo Polan, ale Czechy były uzależnione od króla niemieckiego i miały nie tylko prawo, ale obowiązek uczestniczenia w wielkich wydarzeniach tego państwa, oraz że nie księstwo Polan, ale Czechy były wówczas bezpośrednio zagrożone przez sąsiadów - Niemców. Wprawdzie Mieszko poniósł w r. 963 porażkę, w której zginął nawet jego brat, nieznany nam z imienia - ale poniósł ją w bitwie z Weletami, a nie z Niemcami. Chociaż walczyli oni pod wodzą Niemca Wichmana, Weleci byli rodzimymi Słowianami. A więc Słowianie, nie Niemcy, zagrażali wówczas Polanom, a właściwie bronili się przed dalszym rozrostem księstwa Polan, które do tej pory nigdy jeszcze nie walczyło bezpośrednio z Niemcami.

Mieszko i księstwo Polan byli więc wówczas w sytuacji o wiele lepszej niż Czechy, które nie raz już były najeżdżane i podbijane przez Niemców i kilkakrotnie utraciły swą niepodległość. Czechom już w drugiej połowie X w. zagrażało, że zostaną całkowicie pochłonięte przez otaczające je z dwóch stron królestwo niemieckie i że staną się niczym innym, jak tylko jednym z księstw wchodzących integralnie w skład państwa niemieckiego. Z tego niebezpieczeństwa zdawał sobie sprawę Bolesław Okrutny - i pewnie tylko dlatego zdecydował się wydać swoją córkę za pogańskiego księcia, który był już żonaty i posiadał nie jedną żonę, ale kilka. Według naszego Galla-Anonima, miał ich siedem.

W tym czasie Dąbrówka nie była już młodą kobietą, jak na ówczesne stosunki. Miała ponad 30 lat. Najstarszy kronikarz czeski, Kosmas, napisał o niej bardzo złośliwie pod r. 977, datą jej śmierci (jest to, niestety, jedyna wzmianka o niej):  „Była wielce nieszlachetna, bo będąc już kobietą podeszłego wieku, gdy wydała się za polskiego księcia, zdjęła zawój ze swej głowy i wsadziła sobie na nią wianek, co było wielkim błazeństwem ze strony tej kobiety". Z tą jego opinią nie możemy się jednak zgodzić. My, Polacy, zachowaliśmy o niej dobrą pamięć. Niestety, niewiele o niej wiemy, ale możemy przyjąć że była mądra, bo takie świadectwo daje o niej najlepiej poinformowany ze wszystkich znanych nam kronikarzy, Thietmar. Thietmar nie mówi tego wprawdzie wprost, ale bardzo dokładnie opisuje nie tylko rozsądny, ale wprost mądry sposób postępowania jej z Mieszkiem. Niewątpliwie chodziło jej przede wszystkim o pozyskanie względów męża. Przecież jadąc do Mieszka, mogła wszystko stracić. Nie chciał się wyrzec dla niej ani swej religii pogańskiej, ani też pewnie swych siedmiu żon, do których miał pełne prawo, zgodnie ze starodawnym zwyczajem i prawami religii panującej w jego państwie.

Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura