55 obserwujących
61 notek
140k odsłon
2754 odsłony

Solidarność Walcząca. Praca w tle. Wspomnienia.

Wykop Skomentuj46

Bielawski był przed stanem wojennym dziennikarzem TV Wrocław. Miał zdecydowane sympatie solidarnościowe i był doradcą Krajowej Komisji Koordynacyjnej Kolejarzy „S”. Pamiętałam go z Zarządu Regionu gdzie czasami wpadał razem z innym dziennikarzem Piotrem Załuskim, ubrany w czarne oficerki i charakterystyczne długie, czarne futerko, które nosił z iście bohemowską nonszalancją a z powodu, którego przezywano go Nuter. Po ogłoszeniu stanu wojennego po Wrocławiu chodziły słuchy, że był internowany i brał udział w głodówce a po przewiezieniu do szpitala uciekł i się ukrywa.

Tak, więc Bielawski otworzył drzwi i obydwoje po prostu w pierwszej chwili, mówiąc kolokwialnie, zgłupieliśmy. Po chwili konsternacji oczy Piotra zaczęły rzucać błyskawice i wysyczał: „pamiętaj, nigdy mnie nie widziałaś i nawet mnie nie znasz” i trzasnął drzwiami. Stałam jak wryta, ale po kilku minutach zapukałam jeszcze raz. Pomyślałam, że muszę mu powiedzieć o tym, że miejsce, w którym się ukrywa nie jest zbyt bezpieczne. Moje mieszkanie piętro wyżej było pod stałą obserwacją, a na drugim piętrze mieszkał Zdzisław Kmetko, SB-ek z bardzo złą reputacją. Piotr wpuścił mnie do środka. Długo rozmawialiśmy i dowiedziałam się, że ma problem z bezpiecznymi kryjówkami. Zaoferowałam mu swoją pomoc.

Tak zaczęła się nasza kilkuletnia współpraca. Piotr pracował dla SW. Szybko wciągnął mnie do pisania artykułów i redagowania serwisu informacyjnego, który w dużej części polegał na wyłapywaniu z reżimowej prasy różnego rodzaju absurdów wskazujących na rządową niekompetencję i manipulację.

Dużym problemem, jak wspomniałam, było organizowanie bezpiecznych mieszkań. Czasami aż nie chce mi się wierzyć, że przez trzy lata od 1984 do połowy 1986 Piotr zmieniał kryjówkę kilkadziesiąt razy. Bardzo pilnowałam tego, aby ze względu na bezpieczeństwo nie przebywał w jednym mieszkaniu dłużej niż trzy tygodnie. Te trzy lata to był dla mnie ogromny wysiłek organizacyjny i emocjonalny. Po kilku latach ukrywania się było widać, że Piotr coraz gorzej znosi tę sytuację. Ciągły stres, utrudniony kontakt z rodziną, brak stabilizacji i nieustające przeprowadzki były przyczyną trwających wiele dni migren. Jego z natury wybuchowy charakter czasami wydawał się nie do zniesienia. Trzy razy udało mi się znaleźć mieszkanie daleko od Wrocławia i to był jedyny czas, kiedy czuł się bardziej swobodnie gdyż mógł wyjść na spacery, pójść do sklepu i po prostu nie czuć się jak ścigane zwierzę. Najbardziej radosne były dla niego te chwile, kiedy udało mi się zorganizować spotkanie z żoną. Pobrali się w więzieniu i mieli małe dziecko, za którym Piotr bardzo tęsknił.

Dzisiaj, kiedy z perspektywy czasu wspominam tamte lata to sama się zastanawiam jak to wszystko można było zorganizować. Biorąc pod uwagę ilość ukrywających się, drukarnie, kolportaż, ludzi organizujących papier, materiały potrzebne do druku, etc., to chyba pół Wrocławia było w taki czy inny sposób zaangażowane w podziemną działalność. Cała masa ludzi działających w tle.

W strukturach SW była relatywnie najmniejsza ilość wpadek. Sądzę, że było tak dlatego, że była to stosunkowo najmniej infiltrowana podziemna organizacja. Może się mylę, gdy jednak po latach ujawniają się nazwiska osób, które współpracowały z systemem, SW przedstawia się w całkiem dobrym świetle. Zasadą było, że wie się jak najmniej. Ze swojej strony zajmowałam się organizowaniem mieszkań dla Bielawskiego i redagowaniem materiałów do podziemnej prasy. Za skrzynki, gdzie zostawiało się materiały czy miejsca na organizacyjne spotkania odpowiedzialny był ktoś inny. Wzajemnie nie znaliśmy się i nasze drogi się nie krzyżowały.

Po wyjściu z internowania bardzo długo nie mogłam znaleźć pracy. Gdziekolwiek się zgłaszałam natychmiast pojawiało się SB i w najlepszym razie pracowałam kilka dni zanim mnie zwolniono. Jednego dnia jednak okazało się, że chce mnie zatrudnić, jako swojego asystenta prof. Olgierd Czerner, ówczesny dyrektor Muzeum Architektury we Wrocławiu. Ogromnie się wtedy ucieszyłam. A co było najzabawniejsze miałam być odpowiedzialna za muzealne wydawnictwa a praca wiązała się z nieograniczonymi wizytami w drukarniach. A więc ja, działacz opozycyjny, któremu regularnie przeszukiwano mieszkanie i pod byle pretekstem przesłuchiwano miałam być odpowiedzialna za wydawnictwa! Zdawałam sobie oczywiście sprawę z tego, że SB nie interweniowało w tym przypadku gdyż liczyło, iż podprowadzę ich do solidarnościowych kontaktów w drukarniach.

Z czasem jednak okazało się, że praca w Muzeum dała zupełnie nieoczekiwanie inne możliwości. Było to jedyne muzeum w Polsce poświęcone architekturze a więc dosyć często miały tam miejsce najróżniejsze prestiżowe wystawy. Od roku bodajże 1985-go Muzeum zaczęło organizować wystawy, na których otwarcie zapraszano amerykańskiego konsula. Nie pamiętam już jego nazwiska, ale zapamiętałam imię – Spike. Był to stosunkowo młody człowiek, bardzo wykształcony, znający dobrze język polski i polską historię. Bielawski chciał abym nawiązała z nim kontakt, gdyż miałam przekazywać mu informacje od SW. Udało mi się to bez większych problemów, gdy konsul przybył na otwarcie jednej z wystaw. Powiedziałam mu gdzie na terenie muzeum będę ukrywać informacje z podziemia.

Wykop Skomentuj46
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale