130 obserwujących
53 notki
306k odsłon
177 odsłon

Rozdział Szesnasty

Wykop Skomentuj11

„Jednak wyszło ich więcej. Dopisałem trochę. Teraz jest ich sto czterdzieści dziewięć. Zrobił się niezły tomik. I chyba są niezłe. Wiersze. Tylko po co komu wiersze? Nie zbawią narodu ani człowieka. Oceń. Może jednak... Jesteś ostatnim człowiekiem, do którego mogę mieć zaufanie. Jedynym, bo do siebie mieć go nie mogę. Inni mogą być mili, ale nie potrafią nic zrozumieć. No, jest jeszcze Jola, ale jej nie ma. Nie wiadomo, co się z nią dzieje i czy w ogóle żyje. Tak chciałbym się czegoś o niej dowiedzieć. Może powiesz jej coś o mnie. Gdyby udało Ci się ją znaleźć. Zresztą, przecież to niemożliwe. Zostają tylko te wiersze, listy do nieznanego adresata. Zdecyduj, co z nimi. To ostatnia rzecz, o którą Cię proszę. Zamykam rachunki. Daniel”

    Był zajęty, nieuważnie przerzucił więc tylko parę stroniczek. Dziś nie pamiętał z nich nic. Zirytował go zresztą afektowany ton listu. Pękatą kopertę rzucił na stos korespondencji. Uświadamia sobie, że musi przekopać go. Wyłowić kopertę od Daniela.
    Teraz Return chce zapomnieć o obrazie byłego przyjaciela i o spotkaniu na krakowskim rynku pół roku wcześniej. Pomimo prób nie potrafi jednak powrócić do projektu programu, nie może przestać widzieć zniszczonej twarzy naprzeciw siebie w kawiarni „Redolfi”; słyszy pojedyncze słowa bełkotliwego wyznania, brudny strumień świadomości zatruwa słuchacza. Ta postać nie chce zniknąć z jego życia, choć udaje, że oddala się, odchodzi niekonsekwentnie, w przedłużającą się agonię, która wprawdzie kończy się groteskowym tańcem na stryczku, bo chwilami Return z pasją usiłuje przywołać, wyobrazić sobie śmieszne, ostatnie podrygi, ale postać trwa swoim utajonym istnieniem, jej cień snuje się wśród książek jego biblioteki.
    Return patrzy na ich grzbiety układające się szeregami, nieme znaki obcych doświadczeń. Tu były kiedyś okna, ale teraz nie ma ich, pozostały książki. Musi przejść przez pokój, kolejny i z korytarza wejść do sypialni, aby popatrzeć na ciemność za oknem. Papieros nie pomaga i musi otworzyć okno, zaciągnąć się wilgotnym powietrzem. Wychyla się w ciemność między drzewami, które tłumią hałas miasta. Wilgoć, spaliny, kwaskowy smak wieczoru. Ognik papierosa zatacza łuk w ciemności, pogrąża się w niej, ginie na bruku.
    Dziś nie zrobi już nic. Telefonuje do sekretarki programu. Tym razem zapisuje numer Jesiona.
    Nierozpoznawalny głos po drugiej stronie. Dużo słów.
Taka tragedia! – Powtarza się co jakiś czas. – Kto mógł przypuścić. Nie widywał się prawie z nikim. Nawet Witeccy, u których mieszkał, widywali go coraz rzadziej. Coraz bardziej sam... Zresztą, zawsze był sam. Od kiedy wyszedł z więzienia. Pamiętasz? – Jakby mógł nie pamiętać. – Więzienie go zmieniło. Ale... Powiesił się. Był sam. No i wiesz... Alkohol... Bez pieniędzy, pracy... Mieszkał u Witeckich. Pamiętasz Józka? Ożenił się z Karoliną Jaskier. To Karola go znalazła, znaczy Daniela, znaczy po śmierci, no, wiesz... Jest w szoku. Rozmawiałem z nimi. Właściwie, gdyby zebrało się wystarczająco dużo osób, nie byłoby tak drogo, ale nie ma czasu, bo trzeba zapłacić już... My wyłożymy trochę. To znaczy większość. Głównie Witeccy. Mają tę firmę, ale coś ostatnio cienko przędą. Potrzebny jest jakiś tysiąc... Właściwie dziewięćset wystarczyłoby... My wykładamy ponad dwa patyki...
    Return zawahał się tylko na moment.
W porządku. Wyłożę tyle. Mam nadzieję, że jak będzie zbiórka, to trochę mi zwrócicie – mruknął nie do końca serio do słuchawki.
Spróbuję znaleźć innych. Zapytam. Na pewno się dołożą.
Mam nadzieję, mam nadzieję – powtórzył Return. Potem było jeszcze parę spraw organizacyjnych. Termin pogrzebu.
    Noc za oknem. To był także wieczór nadchodzącej jesieni, choć innej epoki, kiedy do zwykle zatłoczonego, choć tym razem w miarę pustego pokoju w akademiku przyszedł Struna. Byli przyjaciółmi, więc Return nie zdziwił się nawet, kiedy przybyły zaproponował mu spacer, pomimo że w pokoju byli tylko: Mirek męczący się nad jakąś książką i kłócący się namiętnie Staszek i Leszek. Nie uzgadniając niczego od bramy akademika skierowali się w prawo na Błonia. Chodzili w mroku. Z ziemi podnosił się zapach gnijących liści. Struna mówił jak zwykle namiętnie, porywał tym słuchaczy, wywołując u Returna fascynację i zawiść. Tym razem przypominał mu wspólny wstyd, gdy trzy miesiące wcześniej oglądali w telewizji wiece w zakładach pracy, przez ulice strugami zlewające się na stadiony, aby potępić warchołów, którzy tydzień wcześniej w imieniu tych obecnych odważyli się zbuntować. Na ekranach nie pokazywano potępianych, których szpalerami pałek pędzono do więzień. My wiedzieliśmy. Wszyscy wiedzieli. Strach i upokorzenie wypełniały czerwiec.
Są ludzie, którzy odważyli się – krztusił się dymem i słowami Struna idąc coraz szybciej, tak że Return musiał biec nieomal, aby nadążyć za nim. – Podpisali się, ujawnili. KOR, Komitet Obrony Robotników. Wierzą, że coś można. Wolna Europa trąbi o tym od kilku dni na okrągło. Możemy coś zrobić. Zacznijmy od zbiórki pieniędzy... Przekażemy je KOR-owi...

 


Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale