19 obserwujących
119 notek
332k odsłony
3111 odsłon

Jak rodziła się III RP meblowana przez „Gazetę Wyborczą” i „grubą kreskę”

Wykop Skomentuj61

Strachy III RP mają twarz Adama Michnika i jego akolitów z „Gazety Wyborczej”. To właśnie redaktor naczelny tego dziennika w 1989 r. poczuł się demiurgiem, który przy pomocy własnej gazety, zaprzyjaźnionych polityków i wpływów może stworzyć nowy świat. Dziś wiemy, że „GW” była kolosem na glinianych nogach. Jednak Polska umeblowana m.in. za jej sprawą po Okrągłym Stole długo nie mogła dojść do siebie.

Co roku 24 sierpnia warto pamiętać, że na wniosek prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego Sejm kontraktowy wybrał na urząd premiera Tadeusza Mazowieckiego. Za głosowało 378 posłów, przeciwko było 4, a 41 wstrzymało się od głosu.

„Wasz prezydent, nasz premier” – tytuł artykułu Adama Michnika opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” 3 lipca 1989 mówiący o „sojuszu demokratycznej opozycji z reformatorskim skrzydłem obozu władzy” był wezwaniem do podzielenia się władzą – danie komunistom urzędu prezydenta i realnej władzy pod patronatem Tadeusza Mazowieckiego. 

Umeblowana w ten sposób po Okrągłym Stole Polska długo nie mogła dojść do siebie. 

Wojna światów 

Przez następne lata po wyborze Tadeusza Mazowieckiego trwała nieustanna wojna: gdy wydawało się, że nieboszczka Unia Wolności, z którą był związany Mazowiecki, naprawdę umarła, przyszedł rok 2010. A z nim katastrofa smoleńska i wejście z buciorami Bronisława Komorowskiego w urząd prezydenta. Już 10 kwietnia 2010 r. poinformował on, że jego doradcą będzie Tadeusz Mazowiecki. A to oznaczało, że jeżeli wygra Komorowski, to najbliższe pięć lat w Pałacu Prezydenckim zagości wizja Polski Adama Michnika.

I tak się stało – nawet dosłownie, gdy Michnik pojawiał się na uroczystościach sygnowanych przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ubrany niczym kloszard, w gumowych ogrodowych klapkach. Nie był on uosobieniem Polski dumnej i odważnej, według wizji jego i jego politycznych sojuszników miała być zaściankowa, biedna „panna na wydaniu”, z kompleksami i poczuciem winy. 

Gruba kreska 

Z Tadeuszem Mazowieckim już na zawsze będzie się kojarzyła „gruba kreska” – symbol zaniechań, braku rozliczeń i lustracji. To właśnie 24 sierpnia 1989 r. powiedział on w Sejmie w swoim exposé:

„Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. 

Następnego dnia z „Gazety Wyborczej” krzyczał tytuł: „Przeszłość odkreślamy grubą linią”, a tekst był przedrukiem całego wystąpienia Mazowieckiego. Michnik pisał, że „Mazowiecki to polityk wybitny”.  

Ci, którzy mieli jeszcze złudzenia, że w Polsce nastąpią gruntowne zmiany, przeżyli głębokie rozczarowanie. Stało się jasne i czytelne, że żadnych zmian nie będzie, że zostanie przypudrowane to, co jest. „Gazeta Wyborcza” była postrzegana jako organ władzy i to ona wyznaczała trendy. Jednym z głównych zadań towarzystwa Adama Michnika (i jego samego) było zrelatywizowanie działań komunistów. Stan wojenny chciano przedstawić jako wybór konieczny, a gen. Wojciecha Jaruzelskiego jako męża stanu. Nic więc dziwnego, że Michnik prowadzał się z Jerzym Urbanem, który jeszcze zaledwie kilka miesięcy wcześniej był rzecznikiem junty Jaruzelskiego.  

Namacalny dowód na to można znaleźć w internecie – fragment programu TVP „Refleks” Jacka Kurskiego i Piotra Semki, w którym pokazano, jak Adam Michnik w 10. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego debatował w III Programie Polskiego Radia z Jerzym Urbanem – program prowadziła Monika Olejnik. 

Po programie Urban zaprosił Monikę Olejnik do swojego samochodu, a później ukradkiem dołączył do nich Michnik. Scena niezwykle wymowna, symbolicznie pokazująca porozumienie „elit”. 

Ta „gruba kreska” spowodowała, że nie rozliczano afer, a postkomuniści mogli liczyć na całkowitą bezkarność. Tak jak Leszek Balcerowicz, który dostał tekę ministra finansów i doprowadził Polskę niemal do ruiny; jego koledzy ekonomiści z afery FOZZ mieli się doskonale. Kwitły korupcja i bandytyzm, ale to nie było ważne dla ówczesnej władzy. Dla niej i wspierających mediów najważniejsze było zmarginalizowanie i ośmieszanie przeciwników politycznych, konserwatystów i ludzi Kościoła.  

Ta okropna lustracja 

Z rządami Tadeusza Mazowieckiego będzie się kojarzyło zablokowanie lustracji, co było wpisane w ową „grubą kreskę”. Warto przypomnieć, że Adam Michnik, który był wówczas posłem, wszedł do archiwów MSW jako członek tzw. komisji Michnika. Była to nieformalna nazwa „zespołu badawczego”, który na wniosek Henryka Samsonowicza, ministra edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, miał się zająć aktami SB. Zespół ten „pracował” od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 w archiwach MSW.

W jego skład wchodzili: jej przewodniczący dyrektor Archiwum Akt Nowych Bogdan Kroll, prof. Jerzy Holzer, historyk z PAN, historyk prof. Andrzej Ajnenkiel i ówczesny poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. 

Nie wiadomo, co dokładnie robili w archiwach MSW, ale efekt był jednoznaczny – zablokowanie lustracji. „Podsumowaniem” prac komisji było powstanie dwustronicowego sprawozdania stwierdzającego niekompletność akt oraz załącznika zawierającego wyrywkową listę materiałów archiwalnych, które zdaniem członków komisji Michnika powinny zostać przekwalifikowane. 

Nie zachowały się żadne informacje o tym, kto zażądał jakiej teczki, kiedy ją otrzymał, kiedy zwrócił oraz co zostało skopiowane. Po powstaniu Instytutu Pamięci Narodowej okazało się, że prof. Jerzy Holzer był zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako kontakt operacyjny ps. Drewniak oraz kontakt informacyjny ps. Jerzy. Dzisiaj już wiemy, że w rządzie Tadeusza Mazowieckiego roiło się od agentów, a byli funkcjonariusze służb specjalnych PRL mieli się doskonale. Wystarczy popatrzeć na kadry Urzędu Ochrony Państwa – niemal cała kadra kierownicza wywodziła się ze Służby Bezpieczeństwa. 

Listki figowe 

Rządy Tadeusza Mazowieckiego były przedstawiane przez „Gazetę Wyborczą” jako prawdziwie demokratyczne – pisano o reformach i o zmianach. W rzeczywistości żadnej demokracji nie było, chodziło wyłącznie o umocnienie władzy środowiska Unii Demokratycznej. Znamienne było to, że pierwszym gościem zagranicznym, z którym spotkał się Tadeusz Mazowiecki, był szef KGB gen. Władimir Kriuczkow, a rozmowie przysłuchiwał się gen. Czesław Kiszczak. Wszystko było po staremu – posłuszeństwo Moskwie i oddanie realnej władzy ludziom dawnego układu.

Oficjalnie zniesiono cenzurę, ale kurs mediów wyznaczały „Gazeta Wyborcza” i układ pookrągłostołowy. Każda konserwatywna gazeta była zwalczana i piętnowana – najlepszym przykładem jest „Gazeta Polska”. Najtrafniej Adama Michnika i jego ambicje określił Zbigniew Herbert: 

„Michnik jest manipulatorem, to jest człowiek złej woli, kłamca. Oszust intelektualny. Ideologia tych panów to jest to, żeby w Polsce zapanował socjalizm z ludzką twarzą. To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia”.

Wykop Skomentuj61
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura