18 obserwujących
132 notki
363k odsłony
  1267   2

Niemiecki rozbiór mediów

W redakcji „Polityki” wybucha panika – redaktor Jerzy Baczyński pisze w pośpiechu artykuł, w którym tłumaczy, że nikt nic o tym nie wie, i żąda od komisji pokazania decyzji zarządu RSW dotyczącego „Polityki”. Tymczasem wystarczyło rozejrzeć się wokół i zapytać kolegów obecnych podczas rozpatrywania wniosku w 1990 r. – ówczesnego redaktora naczelnego Jana Bijaka oraz Stanisława Podemskiego i Krzysztofa Stefanka, którzy w owym posiedzeniu zarządu RSW uczestniczyli jako zaproszeni goście redakcji. Warto przypominać te wydarzenia, bo dziś Baczyński kreuje się na obrońcę „wolnych mediów”.

„Wchodzenie państwa na obszar prywatnych niezależnych mediów jest ogromnym niebezpieczeństwem dla wolności słowa. To jest medialno-polityczne przygotowanie pod następne wybory, także samorządowe, oraz umocnienie coraz większego imperium propagandy” – taki komentarz Baczyńskiego zamieścił portal Press.pl po informacji o kupnie przez PKN Orlen Polska Press. Komentarz człowieka, który został zarejestrowany przez komunistyczne służby specjalne jako ich tajny współpracownik, a karierę zrobił w PRL.

Niemieccy właściciele

Po likwidacji RSW „Prasa–Książka–Ruch” część dawnych tytułów trafiła w ręce kapitału zagranicznego, często w procesie obrotu wtórnego, gdyż przy wyprzedaży majątku RSW komisja likwidacyjna wspierała przede wszystkim polskich inwestorów. Zjawisko to miało miejsce również w przypadku spółdzielni dziennikarskich, które z powodu słabych wyników finansowych były po jakimś czasie prywatyzowane. Inwestorzy po uzyskaniu prawa do tytułu szybko sprzedawali go zagranicznym nabywcom, głównie norweskiej Orkli i francuskiemu Hersantowi, a ci z kolei odsprzedawali prasę lokalną koncernom niemieckim. W rezultacie polska prasa terenowa, np. prasa śląska, znalazła się w rękach głównie koncernów niemieckich.

Historia komisji likwidacyjnej pokazuje, że od samego początku III RP nie było żadnych liczących się sił po stronie opozycji, które chciałyby lub potrafiły złamać monopol prasowy byłych dziennikarzy frontu ideologicznego i redakcji ukształtowanych w stanie wojennym przez kontrolerów ze Służby Bezpieczeństwa. Przejęcie gazet przez niemieckich właścicieli nie poprawiło sytuacji – dziennikarze pracujący dla komunistów zaczęli posłusznie wykonywać polecenia nowych szefów. Wraz z upływem czasu wychowali swoich następców: tak samo uległych i bez kręgosłupa jak oni sami.

W tekście wykorzystałam informacje z książki „Resortowe dzieci. Media”, Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz, wyd. Fronda Warszawa

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura