Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
60 notek
15k odsłon
212 odsłon

PZPR - trzy miliony zbrodniarzy I

Wykop Skomentuj6

   Natura ludzka jest na tyle ułomna, że nawet najgorsze jednostki starają się znaleźć usprawiedliwienie dla swych niegodziwości lub je zracjonalizować. Dlatego słyszymy o stanie wyższej konieczności, gdy ktoś zamiast schabowego ma ochotę na ośmiorniczki lub o wyborze mniejszego zła, co z jednej strony jest niesprawdzalne a z drugiej rodzi pytanie o wybór zła zamiast dobra. Czy ktoś, kto tłumaczy się łatwowiernością lub naiwnością, a w rzeczywistości jest oczywiste jego dążenie do zdobycia dodatkowych dóbr lub profitów i żadne, najbardziej oczywiste zbrodnie czynione w jego imieniu nie powodują opamiętania ale trwa nadal licząc na premię lojalnościową, jest wiarygodny? Ile trzeba konformizmu by przytakiwać osobie kreującej się na Konrada Wallenroda, miast wskazać, iż Wallenrod wszystko poświęcił a nie wyciągnął maksimum dostępnych korzyści? Będąc w pewnym towarzystwie zdarzyło mi się otwarcie powiedzieć, że Wallenrod nie był sprzedajną szmatą, która za stanowisko dyrektora, działkę, talon na Poloneza etc. oddał duszę... Była to moje ostatnie spotkanie w tym gronie. Są jednak różne losy i różne sytuacje. Aby uzmysłowić różnorodność motywacji i brak zrozumienia siebie samego opowiem o kilku osobach, które spotkałem na swej drodze. Mogą się te opowieści wydać niezbyt związane z PZPR, ale dobrze obrazują kondycję ludzką.

   Osobę pana Grafa, który w służbie zawodowej w Wehrmachcie widział jedyną drogę aby nigdy nie być głodnym i by jego matka też nie cierpiała głodu, opisywałem już wcześniej. Opisywał metody "stodoły" stosowane w czasie zajmowania terenów zajętych przez Sowietów i choć nigdy nie dał najmniejszego znaku, iż brał sam w tym udział, można przypuszczać znajomość rzeczy wynikającą z autopsji. Był jednak oficerem Abwehry i ceną prawości byłoby jego życie... Innym Niemcem, którego też już opisywałem, był człowiek przeżywający traumę po denazyfikacji, jakiej poddali go Amerykanie jako byłego członka NSDAP. Z jego opisów wynikało istnienie filmów kręconych przez SS i Gestapo o takim stopniu drastyczności, iż wszelkie filmy nam znane a kręcone po wyzwoleniu obozów lub te, które są nam przedstawiane z egzekucji dokonywanych przez Niemców, są niczym bajki disnejowskie. Nie widział swej winy, bo całe swe "nazistowskie" życie spędził jako tokarz u Siemensa. Ponoć nawet nigdy karabinu w ręce nie trzymał, nawet w obronie Berlina wywinął się od Volkssturmu… Trzeci przypadek to Polak, młody chłopak zapatrzony w dobre ciuchy, balangi, szybkie samochody. Nie robił nic złego - jechał dokąd mu kazano, wiózł kogo miał wieźć, dostarczał co było do dostarczenia i o nic nie pytał, i niczego nie wiedział. Miał za to kasę, beemkę do własnego użytku (tylko na każdy telefon był do dyspozycji), co tydzień nowy telefon - swój też miał ale "służbowych" to nawet numeru nie znał (bo i po co?). Nagle, ni stąd, ni zowąd, 3 lata bezwzględnego... a młodemu i zadbanemu pod celą nie lekko, oj nie lekko. Winny? Kto winny? "Ja tylko jeździłem". Sąd winny! Są też inne postawy i znam osobę, która nie mogąc przez wiele lat zamknąć przewodu doktorskiego, mimo dużej wartości w porównaniu z innymi pracami, zgłosił się na kandydata na członka (coś takiego istniało mimo śmiesznej nazwy) PZPR i w ciągu kwartału obronił pracę, po czym natychmiast zrezygnował... Nie zaliczam go do onych 3 milionów.

   Każdy z członków dożywotnich PZPR (myślę o żywocie organizacji, nie ludzi) znajdzie sobie jakieś usprawiedliwienie. Jednak do tych tłumaczeń powrócę później. Teraz pora na inne pytanie - czym był PZPR? Jeśli ktoś znajdzie mi w OTUA PRL, obojętnie czy oryginale tow. Stalina, czy w poprawionej w 1976 na jeszcze bardziej serwilistyczną, partię (nie stowarzyszenie polityczne!) otrzyma ode mnie butelkę Rioja Reserva (nie jakiegoś sikacza za 2 Euro)… Nie ma, bo być nie może i jest to mój wieczny spór z politologami wszelkiej maści. Spór, który ma zasadnicze znaczenie dla oglądu rzeczywistości. Bolszewicy stworzyli pojęcie systemu jednopartyjnego. Oksymoron, który ma ukryć system absolutny, system dyktatury. Jeśli w państwie tylko jedna grupa (trudno znaleźć określenie, bo nie są oni częścią narodu, społeczeństwa czy obywatelami - są niezależni od pozostałych i obdarzeni specjalnymi prawami nieformalnymi) przejmuje całkowitą władzę i staje się praktycznym właścicielem i dysponentem całego majątku państwa a nawet posiada nieograniczoną możliwość tworzenia prawa i w ten sposób może także wpływać na stan posiadania innych, spoza tej grupy (system przydziałów i domiarów), to trudno tę grupę odbierać inaczej niż sformalizowaną mafię państwową. Termin "system monopartyjny" jest takim samym wynalazkiem jak "dyktatura proletariatu" lub "demokracja ludowa" i są one jedynie podporą propagandową. Każdemu posiadającemu choć podstawowe zdolności analityczne powinno niepokój budzić samo zestawienie "demokracji" i "dyktatury" oraz "monopartyjności" z "demokracją", gdzie sama demokracja niesie w sobie spór i z nim konieczność istnienia wielu ugrupowań prezentujących różne stanowiska. Pozostaje nam z całego bełkotu bolszewickiego jedynie dyktatura. A jeśli dyktatura, to i brak konieczności spełniania jakichkolwiek wymogów formalnych. Dlatego statut PZPR zatwierdzała PZPR (podobnie Sejm decydował o wyborze posła), PZPR nie posiadała osobowości prawnej a mimo to posiadała konta bankowe, nieruchomości i występowała w Księgach Wieczystych. Kto tworzy prawo, tego prawo nie dotyczy - zasada absolutyzmu... Skoro PZPR nie była partią, to czym była? Co w nazwie oznacza Polska? Czy jest to określenie narodowe lub państwowe determinujące podmiot w którego interesie działała? Otóż, nie! Było to jedynie oznaczenie terytorialne delegatury WKP(b)/KPZR. Podobnie do KPU, KPB, KPCS itd. PZPR nie kryła się ze swoimi korzeniami w SDKPiL i KPP jednak nie mogła zachować swej międzywojennej nazwy ze względu na niechęć Stalina i niezbyt pochlebnych wspomnień o tej partii w Polsce...

   "... Mówca, nikomu bliżej nieznany, mówił rzeczowo i dobrze. Wygłaszał pięknym głosem piękne słowa, które, jakby odgłosy wspaniałego dzwonu odbijały się po sali... Znać, że mówca sam rozgrzewał się swemi słowy, tak bardzo zapalił się swoją mową. Tak dobrze dobierał słowa, tak dobrze umiał odmalować to beznadziejne położenie tych szerokich mas ludzi bezrobotnych, że, gdyby nie jego eleganckie ubranie i złotem oprawione okulary, to wziąłbym go za jednego z klasy pracującej..." (Pamiętniki bezrobotnych Instytut Gospodarstwa Społecznego W-wa 1933) 

   To zamiłowanie polskich komunistów do dostatniego życia i trwonienia moskiewskich pieniędzy spowodowało konieczność wymiany kadry polskiej na kadrę "internacjonalną". Najlepiej obrazuje to skład Komisji Sekretariatu Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego : Bierut - agent NKWD, Berman - Żyd, Minc - Żyd, Radkiewicz - członek WKP(b), Romkowski - Żyd, Świetlik - agent NKWD, Mietkowski - Żyd... i to wszyscy! 

   Jeśli ktoś powie o "częściowej suwerenności" lub wolności, będzie powtarzał przekaz bolszewickiej propagandy mającej na celu wprowadzenie nas w stan samozadowolenia, by łatwiej kierować (bo rządzi się ludźmi) tłumem z durnym uśmieszkiem samozadowolenia na tępych pyskach. 

   Nie piszę tego dla uspokojenia ale dla rozliczenia niezbyt radosnej przeszłości. Następne notki będą jeszcze bardziej nieprzyjemne, zwłaszcza dla "Wallenrodów" i wielbicieli teorii mesjanistycznych o obaleniu komunizmu...

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura