Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
60 notek
15k odsłon
92 odsłony

PZPR - trzy miliony zbrodniarzy III

Wykop Skomentuj2

   Zanim przystąpię do właściwej treści, chciałbym przytoczyć dwie zasady przekazane mi przez Dziadka. Pierwsza - "Mam dwa policzki i tylko jedno życie" i druga - "Jeśli nie możesz postąpić godnie, postaraj się przynajmniej nie postąpić podle". Te dwie podolskie sentencje mogą się wydawać bez sensu w połączeniu z poruszanym tematem, ale pod poprzednią notką znalazłem komentarz uwzględniający "czynnik czasowy", przeciwstawiający tandem Bierut-Rokossowski (nie wiem co ma tu do szukania "syn warszawskiego brukarza" a nie np. Radkiewicz) Jaruzelskiemu. Jest to typowy przykład niezrozumienia prawideł i następstw polityki sowieckiej, wiara w istnienie "odwilży" i mit dobrego, acz głupiego tow. Gomółki...

   Polska miała swoją specyfikę w ramach KDL i wynikała ona z naszej specyfiki. Byliśmy jedynym narodem, który podjął na poziomie państwowym walkę z oboma najeźdźcami. Pozostałe państwa nie wykazały wrogości wobec Niemiec i stanęły do walki z Sowietami jako ich sojusznik. Zapłaciły za to pokojem paryskim i sankcjonowaną przez państwa zachodu formalną okupacją sowiecką. Tylko Słowacja uniknęła (przez połączenie z Czechami, które jako Protektorat Czech i Moraw utraciły swą państwowość jeszcze przed wybuchem wojny) tego losu. Dlatego, jak już pisałem, możliwe było odłączenie od Polski terenów z doświadczeniami okupacji sowieckiej i bazowanie na tych, którzy dzięki "dobroci Stalina" uniknęli losów katorżników i wyszli z Syberii oraz tych, którzy traktowali sowietów jako wyzwolicieli i szansę na lepsze życie, dla których sprzeciw wobec sowietów był oczywistą zbrodnią. Dlatego było możliwe posłanie bohaterskich kościuszkowców i czterech pancernych z psem i kolegami do zwalczania, wyłapywania i mordowania żołnierzy podziemia antykomunistycznego a także do pacyfikacji ludności cywilnej. Nie mówi się o tym, o sojuszu LWP i jednostek granicznych NKWD. Łatwiej przełknąć, że walki o Berlin były ostatnim bohaterskim zrywem polskiego żołnierza w II wojnie światowej...

   Wróćmy do porównania Bierut - Jaruzelski. Czy rzeczywiście tych dwóch zbrodniarzy tak wiele dzieli? Co było przyczyną "odwilży"? 

   Prawidłowością jest, że nie można dłużej walczyć niż wroga staje. Przećwiczyli to Francuzi w czasie swej Rewolucji. Zbyt długo trwali w terrorze i skutkiem tego sami zaczęli się wybijać. To samo przećwiczyli sowieci po swoim przewrocie i wyciągnęli naukę. Gdy podziemie zostało rozbite, gdy większość dowódców została zabita i siedzący w więzieniach, często z wielokrotnymi wyrokami śmierci popadli w apatię widząc, że interwencja Zachodu, że demokracja, że niezależna Polska... że to wszystko mrzonki i trzeba marzenia odłożyć na czas może dłuższy niż poprzednie pokolenia... Wtedy nadszedł czas na akt siły, a są jego dwa rodzaje - prawo uśmiercania i prawo łaski. I z tego ostatniego skorzystano. Tym, co na życie nadziei nie mieli, dali życie. Życie odarte z wartości - egzystencję. 

   Znałem takiego pana, który po ponad dwóch latach w areszcie wydobywczym wyszedł na mocy amnestii. Jego przyjaciół i dowódców zabito strzałem w tył głowy. Nie dożył czasu, gdy na Łączce odnaleziono ich szczątki. A prawie do końca swego życia spotykał oficera NKWD, który go przesłuchiwał (został polskim sędzią) i mówił : "bo wy to takij polskij nacjonalist". Pięknie byłoby opowiadać, że pewnego dnia podszedł do niego i poderżnął mu gardło... Nic takiego nie zdarzyło się, ten pan miał rodzinę więc kłaniał się, sędzia-NKWDzista  się odkłaniał i nikt z zewnątrz nie przypuszczał nawet, co te dwie osoby łączyło.

   Po "odwilży" nic się nie zmieniło - te same osoby w Urzędzie, ci lub tacy sami przysłani z Moskwy sekretarze... tylko jakby coraz mniej tych, co chcieli nowy ład budować, tych ideowych a coraz więcej rozumiejących przesłanie władzy, nowych i tych, co kiedyś o ideę choćby fałszywą bić się chcieli. Jednak nadal pozostaje gotowość zabijania wszystkich próbujących zagrozić posiadaniu. Obojętnie, czy to ksiądz, student, inteligent, robotnik... pojedynczo czy zbiorowo. Zawsze gotowi wydać swym sługusom komendę "zabić". Jaka różnica między Jaruzelskim a Bierutem, Kiszczakiem a Radkiewiczem? Wszak znana jest maksyma Marksa, iż "prawdziwą wolnością jest zrozumienie konieczności". Czerwiec 1956 - konieczność, marzec 1968 - konieczność, grudzień 1970 - konieczność, grudzień 1981 - konieczność... Tylko niektóre zabójstwa - Przemyka, Popiełuszki... wyglądają na osobistą zemstę, której efektem ubocznym miało być zastraszenie społeczeństwa. Jedno co te wszystkie sytuacje odróżnia od podobnych w innych państwach-prowincjach sowieckich to fakt, że w PRL załatwiano to polskimi rękami, żaden sowiet nie musiał się angażować i z zewnątrz zawsze to wyglądało jako "polska wewnętrzna sprawa" i , nie okłamujmy się, Zachód tak to przyjmował nie ze względu na brak wiedzy o faktycznych zleceniodawcach - dla nich było to po prostu wygodne. Jedynym politykiem, który nie brał udziału w tym udawaniu był Ronald Reagan i dlatego taką niechęcią był darzony przez europejskich polityków. Europa zawsze miała skłonność do wymiany prawdy za interesy. Może ktoś spytać jaki związek mają owe trzy miliony z decyzjami o np. strzelaniu do robotników? Jeśli strzelanie do robotników nie powoduje masowego występowania z organizacji, to oznacza akceptację i popieranie takiego postepowania, czyli bierny współudział. Może to być nieco mniejsza kara, ale odpowiedzialność pozostaje ta sama. I proszę nie mówić, że ktoś wierzył, że w grudniu 1970 roku strzelano do warchołów i chuliganów. Istnieją granice absurdu i minimalny poziom inteligencji wśród ludzi uznawanych za normalnych.

   Jako, że już późno, tematem wykształcenia zajmę się później. Jednak mogę jedno zaznaczyć - nie po to wstępowano do PZPR aby się uczyć… (magister Kwaśniewski może coś na ten temat powiedzieć).

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale