Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
60 notek
15k odsłon
140 odsłon

Pokora

Wykop Skomentuj16

    Niech się dzieje wola Nieba... Jeśli mam zachorować na tego koronowanego wirusa, to i tak to nastąpi mimo moich najszczerszych starań. Nie znaczy to, ze zachowam się w sposób nieodpowiedzialny i sam wejdę w ulicę, w której, jak wszystkim jest wiadome, leją w mordę. Przeciwnie - będę poruszał się tylko oświetlonymi ulicami, gdzie jest bezpiecznie, choć i tam może mnie spotkać nieprzyjemność.

    Przed czasem mrocznym kwarantanny zdążyłem jeszcze dokonać w Niemczech zakupów rzeczy, aczkolwiek niezbyt koniecznych do życia - dla Rosjanina z okolic Magnitogorska starcza spirit, żyr i kartoszka - ale przydających życiu tego dodatkowego smaczku, który odróżnia je od zwyczajnej egzystencji. Zaopatrzyłem więc siebie i swoją Żonę (nuda - ta sama od ponad 40 lat, ale to głupie - nadal stanowi sens i uzasadnienie mojego bycia) na nadchodzący czas. Oczywiście w Niemczech byłem razem z Nią i sama wybierała, co jej potrzebnym się wydawało.

    Jest jeszcze jedno uzasadnienie tej podróży - od czasu zakupu mojego Black Beauty ponownie polubiłem jazdę samochodem. Myślałem, że uczucie radości z jazdy już mi przeszło, ale byłem w błędzie - miałem nieodpowiednie samochody! Choć hasło jest zaczerpnięte z innej marki, to tylko "gwiazda" może dać taką radość emerytowi. Planuję jednak dokupić jakąś "7" i porównać, bo jeździłem tylko niższymi numerkami... takimi dla karków. Teraz jest trochę głupio z tym wirusem, który nie daje pretekstu żeby gdzieś pojechać. Wychodzę przed dom, atu czarny znacząco przymruża reflektorek i zaprasza : "Dawaj! Pojedziemy gdzieś..." A mi nie wypada tak bez pretekstu... Więc siedzę w domu. 

   Przed laty wyprowadziłem się z miasta i mam 4828 qm ogrodzonego terenu. Włóczy się po pięć moich psów, pięć byłych nieszczęść uratowanych z rak dobrych ludzi, trzy gęsi i jeden kaczor, które mają u mnie dożywocie (nie karę - jeśli ktoś nie zna dawnego sensu, to niech poczyta), stanowiące wieczne i nadzwyczaj głębokie zdziwienie nawet najbardziej humanitarnego elementu tubylczego oraz dziesięć kur i dwa koguty, które rano wypuszczone z kurnika rzucają się w dziki galop w poszukiwaniu ślimaków i mniejszych bezkręgowców, choć myszami też nie gardzą (w późniejszym okresie  polują także na młode wróble, które wypadną z gniazd w dziurach ścian warsztatu)… Jest cudownie, bo krajobraz za oknem nigdy nie jest martwą naturą, a czasami, gdy zjawia się znajomy krogulec - lubi siadać na podestach do rusztowania ustawionych przy ścianie warsztatu - po nagłym ruchu wśród wróbli, następuje bezruch i tylko najodważniejsza wyglądają spod okapu.

   Czekam na cieplejszy czas, bo z tym się przeliczyłem i sadzonki dwa dni temu wystawione dla zahartowania, dziś w nocy … coś tam strzeliło (trzeba będzie na targu kupić). Będzie cieplej i nie dopadnie mnie do tego czasu wirus, zajmę się ogrodem, bo nie ma to jak własne, niepryskane i wy hodowane zgodnie z wolą Najwyższego i własną pielęgnacją.

    Tymczasem jednak siedzę w domu, odziany bardziej skąpo od Powolniaka i popijam Rioję - okazało się, że nagromadziłem dość pokaźny zapas, od tempranillo po grand reserva i nie byłoby wskazane pozostawić taki zapas po sobie, zmuszając Dzieci do nadmiernej konsumpcji... Kupiony (niestety w Niemczech) jamon pociąłem w paski i , choć to nie ten smak znany z Madrytu czy Valencii, popijam przegryzając i chwaląc Najwyższego za nieco przerobiony sok krzewu winnego. 

   Zdążyć przed wirusem, to mój cel... i stąd ta notka.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości