Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
65 notek
16k odsłon
424 odsłony

PZPR - trzy miliony zbrodniarzy V

Wykop Skomentuj53

   W najlepszym swym okresie co siódmy dorosły obywatel PRL był członkiem PZPR. Każdy z tych, co te czasy pamiętają znał kogoś  aktywnego w ten sposób. Dla wielu to ojciec, wujek, szwagierka, brat, bliski znajomy lub kolega... albo on sam. To jest powszechną przyczyna wypierania ze świadomości powszechnej antypolskiego i antynarodowego charakteru tej sowieckiej organizacji. Jeszcze trudniej przyznać się do udziału w realizowanych zbrodniach popełnianych w imię utrwalania władzy bolszewickiej nad Polakami. Dlatego wielu racjonalizuje postawy tych zdrajców, którzy nawet wystąpienia przeciw sobie niżej karali od wystąpień przeciw Sow-Sojuzowi. Najgorszym jednak przewinieniem było dążenie do wolności, do odzyskania niepodległości i suwerenności Polski, co byłoby umniejszeniem terytorialnym sowieckiego hegemona. Dla utrzymania władzy swego pana żadna zbrodnia PZPR popełniona na Polakach nie była zbyt wielka, każda była usprawiedliwiona i usprawiedliwiana przez członków PZPR, do czego dobrowolnie się zobowiązywali wstępując w jej szeregi.

   Wielu będzie się oburzać - jak to, Włodek co mi załatwił talon na meblościankę jest zbrodniarzem? To równy facet, co prawda leser w robocie, ale potrafił wszystko załatwić i to nie tylko sobie . Nikogo nie zabił, nie wsadził do pierdla... no, może w '68 spałował kilku studentów jako czynnik społeczny. Ale musiał, bo mu kazali a poza tym gówniarzom się należało - Żydów bronili, a oni naszych arabskich sojuszników itd. itp. Coś tam gadali, że Stefka zakapował, ale po co głupi wynosił drut spawalniczy i jeszcze dał się złapać. To nieważne, że tylko pól metra i to wyciągnięte ze złomu, jak chciał pospawać błotnik w swojej Syrence, to mógł napisać pismo do dyrekcji... może by dali odkupić. A tak - złodziej, a złodziej ma siedzieć. Dobrze zrobił Włodek. Niestety, często słyszałem taką narrację.

   Pod jedną z poprzednich notek pewien komentator napisał, że co miał zrobić ktoś po studiach, kto chciał awansować? Dla tej osoby wstąpienie do PZPR i związane z tym zobowiązanie do publicznego wyznawania (dosłownie w kategoriach religijnych) światopoglądu materialistycznego, odrzucenie poczucia narodowości na rzecz "internacjonalizmu", uznanie faktycznej dominacji interesu Sowietów i ideologii bolszewickiej nad wszystkim co było, jest i co będzie... nie jest niczym nagannym, jest usprawiedliwione dążeniem do osiągnięcia stanowisk i związanych z tym benefitów. Taka motywacja jest uznawana jako "niskie pobudki", jednak powszechnie przyjmuje się za usprawiedliwienie dla zbrodniarzy z PZPR. Jeśli kogoś razi używanie przeze mnie określenia zbrodniarze w odniesieniu do członków PZPR to proszę czytać dalej.

   Drobna dygresja z własnego doświadczenia - historia W. i A. W liceum uczęszczałem do klasy matematyczno-fizycznej. Kolegą klasowym był A. Doskonały matematyk a w czasie wolnym zapalony wioślarz. Nie angażował się w żadną "działalność społeczną" albowiem ani czasu, ani ochoty na to nie miał. Do równoległej klasy o profilu sportowym uczęszczał W. Kto w latach '60/'70 uczęszczał do liceum, ten zna kryteria intelektualne naboru do takich klas. Niewielu wykształciły wybitnych sportowców (ja osobiście nie zetknąłem się z żadnym) ale powszechne było tam "gazerstwo", czyli opanowanie wszelkich możliwych i dostępnych używek, tudzież seksu. Takie środowisko było naturalnym biotopem dla W. Niezbyt jasne jest, jak W. znalazł się na Politechnice, na jednym Wydziale ze mną (aczkolwiek całkiem inna specjalność), być może zadecydował system amerykański i uczelniana drużyna potrzebowała takiego gracza. Sielanka W. trwała do trzeciego roku, gdy w sesji letniej uwalił dwie poprawki i jeden komis. Wylot! Ale zdziwiłem się, gdy na rozpoczęciu czwartego roku ujrzałem W. Zdziwienie nie trwało długo, bo przechodząc obok gabloty Wydziałowej POP ujrzałem wśród zdjęć z serii "Nasi nowi kandydaci" zdjęcie W. (było tam też zdjęcie Z. ale to całkiem inna historia). W. ukończył studia, skrócono mu staż i z uczelni wyszedł jako pełnoprawny PZPR-owski zbrodniarz. Dalej jego kariera potoczyła się błyskawicznie, awansował do stanowiska dyrektora i dyrektor stał się jego zawodem. Kładł coraz większe zakłady i na zasadzie "teraz ma doświadczenie" otrzymywał coraz większe. Nie skończyło się to ze śmiercią PRL - jego doświadczenie nadal było w cenie w III RP (teraz już jako członka SLD)... Ale wróćmy do A. - ukończył prawie równocześnie Politechnikę i Akademie Ekonomiczną i to bez taryfy ulgowej, równocześnie wraz z doskonaleniem języka rosyjskiego i niemieckiego, opanował język angielski - jak zwykle doprowadzając swe umiejętności do perfekcji. Dzięki temu awansował do stanowiska działu w pionie eksportu jednej z najbardziej znanych polskich firm. Przyszła III RP, dyrektor ds. eksportu przeszedł na emeryturę, urządzono konkurs i A. został Dyrektorem ds. Eksportu, co ze względu na jego bezpartyjność było w PRL nierealne. Wbrew Balcerowiczowi rozwinął kontakty i firma po lekkiej zapaści zaczęła wychodzić dzięki eksportowi z dołka... I tu kończy się historia pozytywna. Naczelny (jeszcze z nadania PZPR) odszedł na emeryturę i na jego miejsce powołano... W. Pierwszym działaniem W. było zwolnienie A. - znajomego z czasów liceum. Następnym działaniem W. było doprowadzenie odradzającej się firmy do upadłości - rozdzielenie fabryki na poszczególne zakłady (które były wzajemnie ściśle skooperowane) i "prywatyzowanie" kolejno niezdolnych do autonomicznego istnienia zakładów... Jedynym, kto na tym nie stracił (oprócz W.) był A., którego z otwartymi ramionami przyjął jeden z koncernów, z którymi wcześniej współpracował. W. do tej pory zgrzyta zębami na myśl o A. zarabiającym kilkanaście razy więcej od niego, geniusza partyjnej kadry dyrektorskiej.

   Można zastanowić się, jakie cechy musiał posiadać osoba decydująca się na przystąpienie do tej filii sowieckich bolszewików? Podstawa cechą jest sprzedajność, określenie swojej ceny, którą dla uzasadnienia nazywano celem życiowym. Trudno nazwać to prostytucją, bo prostytutka wykonuje swój zawód w określonym przez siebie zakresie, nie ideologizuje swego postepowania... jak murarz. Sprzedanie się bolszewizmowi niesie za sobą wyparcie się publiczne wszystkiego, nawet swojej sprzedajności - jest to paradoks, albowiem dążąc do robienia kariery za wszelką cenę, deklaruje się publicznie zwalczanie karierowiczostwa. Jeśli był taki moment, że osoba taka czuła się Polakiem, to przyjmuje kaftan hołdowniczy od "narodu radzieckiego" i nad poczucie narodowe wynosi "internacjonalizm", który jest kluczem do nicości... podobnie do obecnej "europejskości". Jedynym zadaniem staje się popieranie, wspieranie i rozwijanie bolszewizmu z konsekwentnym odcinaniem się od własnych poglądów, jeśli takowe się pojawią. gdy mordowani są ludzie w imię interesu partii, popiera się te mordy i tłumaczy, bo to także własny interes. Rezygnuje taka osoba z autonomii intelektualnej i moralnej - dobro i zło określa partia, myśli muszą być zgodne z linia partii. Czy ktoś angażujący się w świat określony przez przynależność do PZPR pozostawał nadal człowiekiem,poza sensem biologicznym?

    Jest jeszcze jeden przyczynek do zastanowienia się nad kondycją moralną zbrodniarzy z legitymacjami PZPR - analiza przynależności. Żadna ze zbrodni PZPR, rok 1956, 1968, 1970, 1976, nie spowodowały masowej rezygnacji z członkostwa. Dopiero rok 1980, który wydawałoby się zwiastuje zmierzch pastwa bolszewickiego i utratę profitów spowodował masową rezygnację. Czy nie to najlepiej charakteryzuje osoby z legitymacjami PZPR? Oczywiście było potem wiele powrotów do Canossy, ale to jeszcze lepiej określa "kadry".

Wykop Skomentuj53
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo