Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
121 notek
25k odsłon
  205   1

Adam Bodnar - RPO wbrew obywatelom...

    Żaden z podręczników WOS nie wyjaśnia istoty wyborów w ustroju nazywanym "demokracją". Nikt też nie mówi otwarcie, że demokracja nie istnieje i w obecnym stanie rozwoju społeczeństw nie ma możliwości by istniało państwo o takim ustroju. To, co w chwili obecnej prezentuje ustrój państw "demokratycznych" jest oligarchicznym systemem elekcyjno-większościowym. W takim systemie element elekcyjny, wybieralny, podlega wymianie i to daje społeczeństwu poczucie władzy nad rzeczywistością polityczną i odciąga uwagę od elementu stałego, oligarchicznego, który nie podlega kontroli ani wymianie w sposób zależny od woli społecznej. Warstwa "nietykalnych" z różnych sfer jest tak wzajemnie zazębiona, że poruszenie jednego elementu powoduje reakcję w odległych dziedzinach państwa. Jednym z efektów takiego działania naszego ustroju jest osadzanie na różnych stanowiskach osób całkowicie sprzecznych z wolą i interesem wyborców.

   W trywialnym rozumieniu wyborów, polegają one na głosowaniu na przedstawione osoby. Jednak akt wyborczy nie jest wyborem osoby ale wyborem "pakietu", którego skład nie jest upubliczniany a nawet, jeśli przed wyborami podaje się skład "gabinetów cieni", to w wypadku wygranej nie stanowi on wiążącego zobowiązania. Wszystkie stanowiska obsadzane z wyboru większości sejmowej są objęte nieformalnymi kandydaturami nie ujawnianymi na listach wyborczych. Podobnie jest ze stanowiskami podlegającymi obsadzeniu przez władze państwowe - leżące w wyłącznej kompetencji osób osadzonych na stanowiskach decyzyjnych. 

   Tu należałoby się zastanowić, czy wybory w 2011 roku wygrał szary poseł PO z roczną pensją ca. 150 tysięcy, czy prezes Orlenu, pan Jacek Krawiec zarabiający rocznie 6,5 miliona... czyli 43 letni zarobek posła. Jeśli ktoś uważa, że pan Krawiec nie brał udziału w wyborach i nie był w nich nieujawnionym kandydatem PO, temu należy się medal wielki z brukwi z ostami za naiwność, jako wybitnemu osłowi. Jako ciekawostkę dodać należy, że pod kierownictwem pana Krawca Orlen w 2014 roku stratę prawie 6 mld aby w roku wyborczym 2015 wykazać zysk nieco ponad 2 mld. Jak się trasuje zobowiązania i zyski wie każdy, kto choć trochę miał z nawet mało kreatywną księgowością do czynienia. Ale w roku wyborczym należy mieć sukces. A dla porównania polecam sprawdzenie efektów zarządzania Orlenem przez pana Obajtka, który za 1/4 (a po odliczeniu inflacji 1/5) pensji pana Krawca rozwija firmę, która wcześniej "zapadała się w siebie". Ogólnie - dziwne o ile "Misiewicze" z PiS są bardziej sprawnymi w zarządzaniu majątkiem narodowym i firmami państwowymi od super-fachowców z PO. Oczywiście "fachowcy" z PO musieli tyle z państwowej kasy wyciągać, bo po ich osiągnięciach nikt ich nie zatrudni a z czegoś muszą do emerytury dociągnąć.

    Ale wracając do naszych baranów. Żeby zrozumieć w jaki sposób osoba pokroju Adama Bodnara, wroga wszystkiemu, co polskie, narodowe i tradycyjne została RPO musimy wrócić do wyborów roku 2015.

    Rok ten był dość specyficzny - kończyło się wiele kadencji i wiele stanowisk było do obsadzenia. Zaczęło się od wyborów prezydenckich, których Bronisław Komorowski wspierany przez wszystkie media (te krytyczne wobec PO udało się wcześniej spacyfikować - Kulczyk, ABW, Policja) nie miał prawa przegrać. Pierwszym szokiem było to, że nie wygrał w pierwszej turze... tragedią narodową ogłoszoną przez Gazetę Żydowską i TVN była jego ostateczna przegrana. To by maj... a już wcześniej sondaże wskazywały na duży wzrost nastrojów przeciwnych PO, choć żadne media tego nie ujawniały i nadal prowadziły propagandę sukcesu. Jednak kierownictwo PO dobrze zdawało sobie sprawę z możliwości przegrania wyborów ale nie szacowano, że klęska może być całkowita i sądząc, że w nowym Sejmie będzie tworzyć koalicję z SLD zaproponowała wzajemne wsparcie - z jednej strony SLD miało poprzeć zmianę Ustawy o TK i wybór pięciu sędziów, a w zamian zaproponowała poparcie SLDowskiego kandydata o sorosowskim rodowodzie (nie udało mi się odnaleźć informacji o dodatkowych smrodkach, którymi bodnarowska skorupka nasiąknęła - o jego rodzicach wiadomo, że ich miał). Były to pakiety wyborcze - nieformalni kandydaci w wubprach.

   19 czerwca kandydaturę zgłosiła SLD i została natychmiast poparta przez PO a 25 przyjęto Ustawę o TK. Tym zakończono deal i pozostało jedynie dopełnić formalności w formie "wyboru" RPO i pięciu sędziów... Co nie może umknąć uwadze kadencja RPO kończyła się niespełna półtora miesiąca przed wyborami i nic nie stało na przeszkodzie aby wybór ten odłożyć i aby wybór był zgodny z wolą społeczeństwa wyrażoną w wyborach. Okazało się, że wyborcy opowiedzieli się za całkiem innymi wartościami od reprezentowanych przez RPO. Otrzymaliśmy zgniłe i śmierdzące jajo - RPO o antagonistycznych wobec większości społeczeństwa wartościach, pozbawiony jakiegokolwiek oparcia w swym naturalnym środowisku, co należy uznać za sukces, bo w innym przypadku stałby się sztandarowym ich politykiem wbrew swym deklaratywnym funkcjom. Jedyne, co ratowało przez 5 lat jego istnienie to koncepcja totalnej opozycji, która abstrahuje od jakichkolwiek racjonalnych przesłanek. Wielu z tych, co popierają trwanie Bodnara i blokuje wybór RPO w miejsce tej karykatury, którą jest zajmowanie tego stanowiska przez niego, myśli zo nim z obrzydzeniem i mimo nie umiejętności argumentacji "dlaczego niePiS" nadal trwa na zasadzie psa Pawłowa w "byle niePiS"...

    Notkę tę poświęcam tym, którzy nie zrozumieli mego komentarza pod cudzą notką -"Bodnar tylko dlatego nie był czynnym politykiem, bo przepadł w wyborach. I człowiek, któremu nie zaufali obywatele został ich "rzecznikiem'... ograniczając swe "rzecznictwo" do marginesu seksualno-obyczajowego." Gdyby jego SLD nie wypadło z Sejmu, uprawiałby bezkarnie działalność polityczną a tak, to nawet swych obowiązków nie wypełniał i nawet nie brał udziału w ostatnim postepowaniu przed TK, co mógł i powinien uczynić.

    Jeszcze jedna zagadka prawno-finansowa. W banku ustalono kolejność składania wniosków o kredyt z funduszu specjalnego w kwocie 500 tys., wymagane jest zabezpieczenie na pełna kwotę kredytu ( można wnioskować o mniejsze kwoty). W pierwszej turze zjawia się klient, który faktycznie ma pokrycie na 300 tys. ale fałszuje dokumenty i występuje o 500 tys. Kumpel z banku to zatwierdza pożyczkę ale wymagana jest zgoda centrali. Tam wychodzi fakt fałszerstwa i umowa zostaje anulowana... W następnej turze zjawia się inny klient, który ma pokrycie na całą sumę i otrzymuje 500 tys... Więcej pieniędzy w tym funduszu nie ma. W tym momencie fałszerz podnosi krzyk, że jemu należy się 300 tys. bo na tyle miał pokrycie. Ciekawe?

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka