Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
3 obserwujących
200 notek
39k odsłon
  461   0

Moje spotkanie z SARS-CoV-2.

   Zapewne nikt nie zauważył, że w ostatnich dniach byłem chory na Covid-19 i dlatego chciałbym przekazać moje doświadczenia z tą chorobą. Chwaliłem się, że w zeszły poniedziałek przyjąłem trzecią dawkę, ale to właśnie podczas tego szczepienia, a właściwie czekając na nie, mogło dojść do zakażenia.

   Tak jak pierwsze dwa szczepienia przebiegały w ostrym reżimie sanitarnym, tak na trzecią dawkę udaliśmy się z Żoną do najbliższego punktu (postulat powszechnej dostępności) zorganizowanego w niewielkiej przychodni. Poprzednie szczepienia miały bardzo dużą oprawę biurokratyczną - wprowadzanie danych do bazy, sprawdzanie tożsamości itd. W tej szeroko dostępnej przychodni odbywało się wszystko na ruskie "ura" - w małej poczekalni siedzieli stłoczeni oczekujący (także na 1 i 2 dawkę) wypisując formularze. W pokoju szczepień siedziała za biurkiem pani, która sprawdzała dane z formularza z dowodem osobistym bez sprawdzania w bazie (na klienta nawet nie spoglądała i komputera nie posiadała) bo ten w tym czasie już dostawał szczepienie. Na pytanie o zaświadczenie o szczepieniu warknęła nerwowo, że dane wprowadzi dopiero wieczorem i można będzie je sobie wydrukować jutro z e-pacjent lub u lekarza rodzinnego. W moim odczuciu, dopuszczenie do szczepienia podmiotów, które ukierunkowane są na maksymalny zysk jest błędem i powinno się powrócić do tego sformalizowanego systemu, który był poprzednio (rejestracja, skierowanie na określony termin etc.). Takie szczepienia "z marszu" bez praktycznego sprawdzenia, czy szczepienie odbywa się we właściwym terminie od poprzedniego i w warunkach odpowiednich sanitarnych może prowadzić do odwrotnego efektu. Moje uwagi przekazałem Sanepidowi i może coś się zmieni.

   Właśnie ta przychodnia była jedynym miejscem, w którym nie udało się nam zachować reżimu sanitarnego - odstępu a bez tego żadna maska przy braku wentylacji nie pomoże. Wirusek przez godziny krąży sobie w powietrzu.

   No i zaczęło się - w piątkowy wieczór lekkie pokasływanie, które rano przekształciło się w silny, suchy kaszel. Dotrwałem do nocy, która obfitowała w dreszcze i poty ale nie wstawałem i nie mierzyłem temperatury. Rano kaszel lekko ustąpił i temperatura z 37,5 spadła na 36,1. Dodatkowo zaczęła mnie boleć głowa w skroniach, co u mnie się nie zdarza - bóle zatok to normalka zważając na 6 letnią przygodę z pływaniem wyczynowym w dziecięco-młodzieżowym wieku. Zadzwoniłem do Punktu Lekarskiej Pomocy Świąteczno-Wieczorowej, gdzie natychmiastowo skierowano mnie na test, tzn. skierowanie od Sanepidu przyszło na dzień następny (poniedziałek) z dokładnym wskazaniem miejsca pobrania i godziny. W poniedziałek znowu zostałem skonfrontowany z prawami rynku. W miejscu pobrań cale skierowanie z pieczołowicie nadanym numerem nie było nic warte - w punkcie mógł się pojawić każdy i na podstawie dowodu osobistego (nie weryfikowanego z osobą) zrobić sobie test. Wyglądało to dość zabawnie dla kogoś, kto przez to nie przechodził - w budyneczku zaopatrzonym w drzwi z małym okienkiem była samotna pani, która brała dowód, maszerowała do biurka i wypisywała formularz nadający numer zlecenia danemu dowodowi (nie mylić z osobą), wracała i oddawała dowód, oddalała się w celu pobrania zestawu do testu, wracała i pobierała próbkę wręczając kartkę z numerem klienta. Ciekawe jest to, że gdyby ktoś chciał robić "numer Zenkowi z roboty", to mógłby na jego dowód zrobić sobie test i gdyby test wyszedł pozytywny, to Zenek zostałby objęty izolacją nawet o tym nie wiedząc. Dzięki takiej organizacji spędziłem na świeżym powietrzu półtora godziny.

    Wniosek - gdzie działa państwo, wszystko gra a tam gdzie przekazuje zadania firmom prywatnym działającym na zasadach rynkowych... wszystko idzie kulawo. Może jednak prywatyzacja usług zdrowotnych nie jest dobrym pomysłem.

   Test wyszedł pozytywny a ja czuję się doskonale, nim jakiekolwiek leczenie zostało włączone (z własnej inicjatywy 8 rutinoscorbinów i 2 paracetamole) ale ja jestem ostatnim przedstawicielem podolskiej odporności. 

    O dalszych perypetiach za chwilę, gdy zrobię sobie herbatę.

Lubię to! Skomentuj59 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale