Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
4 obserwujących
225 notek
41k odsłon
  140   0

Ile wody jest w odrzańskiej rtęci...

   Każdy, kto choć trochę miał do czynienia z analityką chemiczną (medyczna to specyficzna gałąź tejże) a nie czerpie swej "wiedzy" z seriali typu CSI, gdzie wrzuca się cokolwiek do cud-spektrometru połączonego z superkomputerem i w kilka sekund ma otrzymuje się dane nie tylko o substancji, ale o tym, w czym była przechowywana i kto ostatni był w jej posiadaniu, wie, że taka analiza składa się z dwóch elementów - analizy jakościowej i następnie, ilościowej. Odnalezienie i identyfikacja w wodnym roztworze metali jest stosunkowo łatwe i radzą sobie z tym najprostsze spektrometry. Prawdziwa praca zaczyna się, gdy w próbce znajduje się nie znany związek organiczny lub ich mieszanina, których widma się nakładają. Jest to zadanie z typu "jest tam coś ale nikt nie wie, co".

   Dlatego zamiast krytykować polskie laboratoria, należy się zastanowić nad tym, jak jest możliwe, że Niemcy znaleźli rtęć, której praktycznie nie było (zawartość daleko poniżej normy) i to w takich ilościach, że "skończyła się skala"... a warto wiedzieć, że skala kończy się na 100%.

   Teraz znowu znaleziono nadmierne zasolenie, ale nikt nie podaje jaka jest zawartość tych soli i jakie są te sole. Mogą być różne - może to być zwykła sól kamienna ale równie dobrze sole kwasu HCN. Mogą to być też sole wyższych kwasów tłuszczowych, czego przyczyną może być zbyt częste mycie się mieszkańców znad górnego biegu Odry. 

   Jednak, moim skromnym zdaniem, wszystko wskazuje na właściwe określenie substancji zatruwającej w pierwszych analizach - jest nim mezytylen lub jego pochodne o podobnym działaniu ozonotwórczym. Stąd pierwotnie stwierdzone przetlenienie (a właściwie zawartość ozonu) w wodzie. Tlen w postaci "normalnej" ryby w dość dużej zawartości zniosą... ozonu, raczej nie! Trzeba też zauważyć, że w pierwotnych doniesieniach sprzątających padłe ryby opis ich reakcji (pękanie skóry, kłopoty oddechowe) są podręcznikowymi przykładami kontaktu z tą substancją.

   W tym momencie rodzi się pytanie - skąd ta aktywność Niemiec, nie w sprzątaniu zanieczyszczeń a w robieniu "zmyłek" w odniesieniu do przyczyny. Podanie informacji o rtęci stanowi całkowitą kompromitację i przypomina niemieckie badania spalin VW. Zwykłe oszustwo i tylko zastanawia, co skłoniło niemieckie laboratoria do takiej, świadomej kompromitacji. Za darmo nikt z siebie nie robi durnia, a wielu Polaków za żadne pieniądze tego nie uczyni... ale, panie, Niemce są jakieś inne, one nawet nałożą embargo, żeby pilnować innych by im w handlu nie przeszkadzali.

   Jedyny wniosek to ten, iż Niemcy dobrze wiedzą, gzie wysłali ze swego ekologicznego kraju odpady mezytylenu i kto je zbyt spiesznie do Odry spuścił. A miał spuścić do Wisły.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale