Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
4 obserwujących
230 notek
42k odsłony
  66   2

Patrioty dla idioty.

   Nie lubię pisać bez poznania możliwie wielu źródeł na tzw. tematy bieżące. To jest "kładzenie myśli na lód", jak mawiał Fryderyk N. Dlatego zwlekałem z tą notką, by kurz opadł i horyzont znów się pojawił klarowny i czysty. Chciałem poznać jak najwszechstronniej problem "deutsche Patriot fuer Polen" i nie chodzi tym razem o Tuska, choć wielu pewnie ta fraza zmyliła.

   Jest taki portal GENIOS, gdzie można odnaleźć wszelkie publikacje prasowe ukazujące się w Niemczech. Dla Polaka może być starcie z tym portalem i obrazem "niemieckiej niezależności prasy" dość szokującym przeżyciem. Wynika z niego, że Goebbels zza grobu steruje utajnionym Ministerstwem Propagandy obecnych Niemiec. Artykuły na tematy rządowe i ogólnie biorąc państwowe są tam (zapewne) zlecane odgórnie i nikt nie odważy się na własną interpretację. Tak publikacje o rzekomej propozycji przekazania do Polski Patriotów i ochronie polskiego nieba niemieckimi sztukasami nowej generacji można, podobnie jak o problemach z wycofaniem Bundeswehry z Mali, przeczytać w identycznych tekstach w ponad 60 tytułach w całych Niemczech... To się nazywa jednobrzmiący przekaz! Jednak obok tych tekstów odnalazłem teksty przekazów SDA (szwajcarskie), które, jak to w narodzie bankierów, są uczciwą analizą i podają prawdę przydatną w interesach.

   I teraz szok - nie było żadnej konkretnej obietnicy obietnicy pomocy Polsce. Całość sprawy wyglądała, według wiedzy pozyskanej także z polskich źródeł następująco: po śmierci dwóch naszych obywateli od ukraińskiej rakiety (w tym momencie nie był to jeszcze ustalone) minister Błaszczak rozmawiał ze wszystkimi swoimi odpowiednikami w państwach NATO i z szefem NATO. Wśród tych osób była też Krystyna Lambrecht, równie nieszczęsna minister obrony narodowej Niemiec jak jej poprzedniczka Urszula, której brak amunicji w magazynach Bundeswehry jest jednym z mniejszych problemów. W trakcie tej rozmowy padło z ust Kryśki coś w rodzaju - "Jak byście chcieli nasze stare Patrioty, co je 10 lat temu Tuskowi chcieliśmy sprzedać, ale powiedział, że nie ma piniendzy i nie będzie miał i żeby nasze czarne krzyże znów pojawiły się nad Polską, to możemy pogadać". W tym rzecz - pogadać uzgodnić ile za to Polska zapłaci i w jakim zakresie doprowadzi te Patrioty do stanu używalności, bo te sprawne baterie są na Słowacji... Kryśka nie skonsultowała tego ani z wojskowymi, którzy pewnie by jej powiedzieli, że trzeba kupić opony i załatwić taśmę klejącą od Trzaskowskiego, żeby na lawecie (bo na własnych kołach to na pewno nie pojadą) za dużo z nich nie poodpadało. Nie zapytała też szefa o to, czy w ogóle może takie rozmowy prowadzić, czyli jadąc POklasyczką "ale jaja, ale jaja". Jedyne konsultacje były z działem PR jej ministerstwa.

   A cóż miał młody, dobrze wychowany Mariusz odpowiedzieć? Goń się stara klępo? Zapewne miał taką ochotę, ale zgodnie z wychowaniem powiedział "dziękuję", co Kryśka odczytała jako wiernopoddańczą zgodę, bo do tego przyzwyczaili Niemców Radek i Donek. Ja Mariuszowi się nie dziwię, bo przed laty miałem podobną sytuację, gdy ciotka mi powiedziała, że jeśli będę potrzebował kasy na wymianę samochodu, to możemy porozmawiać... Też powiedziałem "dziękuję", ale myśli moich i kontekstu sytuacji nie godzi się nawet o tej porze przytaczać.

   Zgodnie ze wszystkimi zasadami dyplomacji i negocjacji spraw militarnych w NATO, Kryśka następnego dnia przywołała do siebie dziennikarzy z Rheinischer Post i General Anzeiger i udzieliła im informacji, że "uzgodniła z Mariuszem Błaszczakiem wspólną obronę polskiej przestrzeni powietrznej" a jej dział PR (tak przypuszczam i wszystko  na to wskazuje) sporządził notkę odwołującą się do tego wywiadu/rozmowy, którą rozesłano do ponad 60 (tyle naliczyłem) redakcji. Posądzam, że ten tekst dotarł też do redakcji mediów polskojęzycznych. I tu zaczynają się schody dla Kryśki, bo na takie dictum Mariusz powiedział niezbyt wprost, ale trzeba być idiota, by tego nie zrozumieć, że ustawienie takich wyrzutni w pasie przygranicznym Polski nie ma żadnego sensu a pod Rzeszowem mamy baterie amerykańskie i jeśli Niemcy chcą, to mogą przekazać te baterie Ukrainie dla ochrony ich infrastruktury.

   Na to Kryśka jęknęła coś o jakiejś zintegrowanej obronie przestrzeni powietrznej NATO ( nie wie, że coś takiego nie istnieje?) i niemożności przekazania sprzętu bez ogólnej zgody państw natowskich, na co Jens w bardzo dyplomatyczny sposób dał jej do zrozumienia, że bredzi i tylko do Olafa należy taka decyzja.

    Oczywiście w Polsce Totalni wspierani przez media polskojęzyczne krzyczą, że Rząd nie dba o bezpieczeństwo Polaków. Jednak każdemu myślącemu powinno przyjść do głowy pytanie : po co nam obrona na granicy z Ukrainą, skoro niedaleko mamy Okręg Królewiecki? Co prawda słyszałem idiotę z PO, który bredził o strzelaniu w kierunku Polski rakietami z bombowców strategicznych znad Morza Kaspijskiego... 

   Najlepszym, co można zrobić, to zignorować bredzenie Kryśki i wszystkich Totalsów. Niemiec i członek partii niemieckiej z polskim szyldem zrobią wszystko, żeby Polsce zaszkodzić.

   Pozostaje do ustalenie, czy ten wypadek nie był następną prowokacją ukraińska mającą wciągnąć NATO w ich konflikt.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale