Sowi Jar
Sam nie dam sobie "bana".
2 obserwujących
20 notek
4110 odsłon
279 odsłon

Bogusław Radziwiłł i...

Wykop Skomentuj4

   Kilka razy zabierałem się do opisania tego, z niemiecka się noszącego, rudego zaprzańca. Jednak  każdorazowo, jak Dalemu głowy Lenina, znad ekranu wyglądała twarz wąsatego syfilityka w naszym narodowym stroju. Zamiast zajmować się zdradą naszły mnie refleksje na temat propagandy - jak daleko można wpływać na świadomość ludzi i na ich przekonanie o prawdzie, która powinna być oczywista. Obecnie nazywamy to PR-em (jak łatwo obliczyć jest to nieco ponad 314 metrów kwadratowych - wot taka moja szutka) i na podobnej zasadzie kreuje się bohaterów, gdzie ich nie ma a niszczy prawdziwych jak Brutus Koriolana... Podłość nigdy nie ścierpi wielkości.

   Przyczynkiem do powstania niniejszej notki stała się zdarzenie z dzisiejszego poranka, gdy stałem w naszym wiejskim w sklepie po świeży chleb. Jedna z pań stojących przede mną poprosiła o wodę niegazowaną. Sprzedawczyni spytała, czy woda ma być smakowa. W tym momencie wyrwało mi się, iż najlepsza woda smakowo-zapachowa to "Czaskowianka" pobierana bezpośrednio z Wisły poniżej Warszawy... I tu miałem szczęście/pecha, że w sklepie znajdował się organiczny zwolennik PO, znany z organizacji spotkań z powiatowymi elitami tejże oraz z jej kandydatami we wszelkich wyborach. Nie powiem, czy jest członkiem tej elitarnej organizacji, choć wykształcenie podstawowe i autorytet doskonałego masarza pożądanego na każdym świniobiciu predestynują go do członkostwa. Tenże wiejski autorytet, słowami godnymi posła Neumannna, wysunął tezę, iż awaria Czajki to wina "Kaczora"...

   Trochę mnie zamurowało, bo mogę znieść opowieści (innej osoby) o spotkaniu Chrystusa w mundurze kolejarskim czy o silniku samochodowym działającym na wodę, ale tu poziom absurdu przekroczył zdolność natychmiastowej reakcji. Dopiero po trzech głębokich oddechach zacząłem wędrówkę w mroczną krainę prawd obowiązujących w PO. Uproszczę przekaz, który wypłynął z ust mego interlokutora - w warszawskich wodociągach zatrudnieni są zwolennicy PiS i to oni specjalnie doprowadzili do awarii, bo nie wygrał Jaki... Czy to poniekąd nie jest zbieżne z opisem narracji stosowanej przez PO, którą znamy z ostatnio opublikowanych taśm z wypowiedziami pana N. ?

   Powróćmy do Bogusława, który dzięki Sienkiewiczowi - nie będę tu przytaczał opinii mego Dziadka, Gombrowicz obszedł się z nim znacznie łagodniej - i jeszcze bardziej przez obowiązkową lekturę "Potopu", urósł w polskiej świadomości do symbolu zdrady narodowej i wszelkiego zła. Dwie z jego zbrodni - crimen laesae maiestatis i raptus puellae, były ówczesnym prawem bezwzględnie karane "na gardle". Jak więc stało się, iż nie dość, że przeżył ale gdyby spełnił warunek przejścia na katolicyzm, mógłby zostać naszym królem? Wszak wąsatemu syfilitykowi, który nie mniej miał na sumieniu grzechów wobec Rzeczpospolitej to się udało. Jaka jest prawda o osobie i zdradzie, i czy obecnie nie stosujemy podobnie fałszywych wzorców oceny?

   Poruszając się w obecnej świadomości, która została nie tyle ukształtowana, co spaczona przez wyniszczenie warstwy szlacheckiej i wywodzącej się z niej (w głównej mierze) inteligencji oraz homogenizacje społeczeństwa dokonaną przez lata rządów bolszewickich, nie jesteśmy w stanie zrozumieć bardzo prostych mechanizmu postępowania w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Aby nieco zmienić postrzeganie postaram się przypomnieć kilka prawd. Nie będą to prawdy książkowe ale dziedzictwo po moim Dziadku, ostatnim mi znanym Sarmacie, który urodził się i dorastał w polskim dworze na Podolu. 

   Kiedyś już napisałem, że doświadczenie własne jest dla mnie cenniejsze od całego internetu. Dlatego, gdy w początku obecnego wieku udało mi się dotrzeć do dokumentów dotyczących historii Rodziny zgromadzonych w Archiwum Akt Dawnych w Skt Petersburgu i okazało się, że nawet najmniej prawdopodobne historie opowiadane przez Dziadka są prawdziwe, że tradycja ustna polskich dworów jest Iliadą, która może doprowadzić do Troi... naszej zaginionej Troi.

   Zacznijmy od rodu Radziwiłłów - najbardziej znaczącego przez wiele stuleci rodu Litwy. Mimo rozbicia na różne linie, które prócz wspólnej genealogii łączyło jedno - zawsze byli przeciwnikami unii polsko-litewskiej, nawet ślub Barbary z Zygmuntem Augustem nie zmienił ich podejścia. Zawsze dążyli do utrzymania autonomii Wielkiego Księstwa Litewskiego i żyli nadzieją, że na tym pniu wybudują samodzielne królestwo dla siebie. Stąd ich pierwotna nienawiść do Chmielnickiego, który wykazywał podobne dążenia, co musiało się spotkać z ich reakcją. Dlatego nasz rudzielec na wieść o rebelii (użycie słowa "powstanie" jest wysoce nieadekwatne) Chmielnickiego powrócił ze swych rozrywkowych wojaży po Europie i pod Beresteczkiem dowodził wojskami obcego autoramentu. Nie stało to na przeszkodzie, by nieco później wchodzić z nim i innymi wrogami Rzeczpospolitej w celu osłabienia jej i doprowadzenia do ewentualnego rozbioru, który wykroiłby ich samodzielne królestwo. Podobnie dwubiegunowo przedstawić można politykę Radziwiłłów wobec Moskwy.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo