Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
16 obserwujących
65 notek
101k odsłon
  1267   2

Klasa średnia i Polski Ład

I wśród takiej aspirującej upper-middle class oraz autentycznej klasy wyższej błądzą nasze inteligenckie mity tych, którzy się na przemiany ekonomiczne nie załapali - stąd tak łatwo nam wmówić, że 10 tyś zł netto miesięcznie, to biedak bo nie ma własnego biznesu. Albo, że autentyczny multimilioner celebryta handlujący nieruchomościami, to nie jest żadna klasa wyższa, bo nie ma ukończonych wyższych studiów dziennych.

Współczesne pojęcie klasy średniej wywodzi się z Ameryki lat czterdziestych i po osiemdziesięciu latach w Polsce musi być interpretowane we właściwych realiach. W wielkim skrócie klasa średnia, to ludzie którzy nie są ani klasą wyższą ani niższą. Masło maślane.

Zdefiniować klasę wyższą jest prosto: to ludzie na tyle bogaci, by móc żyć z kapitału. Nie znaczy, że tacy ludzie nie pracują – oni nie muszą pracować.  Nie dookreślajmy na razie poziomu życia, a także dla porządku musimy zawęzić to do grona ludzi w wieku produkcyjnym (25-60), bo emeryci i dzieci praktycznie nie żyją z pracy. Ale dla każdego jest jasne, że brak tej presji na pracę jest różnicą jakościową, przejściem fazowym w stratyfikacji społecznej. Tak więc klasę wyższą od klasy średniej nie odróżniają dochody, a zgromadzony majątek.

Klasa niższa, klasa robotnicza – to produkt rewolucji przemysłowej – ludzie żyjący z dnia na dzień z pracy własnych rąk gdzie „kapitalistyczny krwiopijca” kupował ich pracę po najniższych możliwych stawkach wypłacał dniówki albo w ostateczności tygodniówki, które wystarczały tylko na biologiczne przeżycie, niczym zwierzęta pociągowe. Klasa niższa odróżnia się od średniej tym, że nie ma możliwości akumulacji kapitału. Dziś taka typowa klasa robotnicza kompletnie na Zachodzie zanikła (deindustrializacji, bogacenie się społeczeństw) i zaliczają się do niej praktycznie najbiedniejsi nowi imigranci i prekariat, czyli ludzie bez stałego źródła utrzymania. Dołączyła do niej specyficzna grupa społeczna, czyli ludzie niepracujący, a żyjący wprost z budżetu – z zasiłków, zapomóg i często tkwiący w pułapce motywacji, gdy pójście do pracy realnie obniża ich dochód, a o poziomie życia nie wspominając – kłania się regresja podatkowa.

Wszyscy pozostali są, czyli osoby na tyle dobrze zarabiające by akumulować kapitał, są klasą średnią. Co w naszych realiach oznacza to zdolność kredytową na mieszkanie, czyli coś około 5-7tyś zł brutto – i jest to w dużej mierze zbieżne z duchem amerykańskiej klasy średniej lat ’50 która masowo wyprowadzała się z czynszowych kamienic z centrów miast do własnych (na kredyt) domów na przedmieściach. Etosem klasy średniej jest dorabienie się przez pracę. A od góry ogranicza klasę średnią brak wystarczającego majątku, bo by żyć przyzwoicie z odsetek potrzeba dziś 5-10 mln zł majątku netto. Z klasy średniej należy też wykluczyć zarabiających naprawdę duże pieniądze ale zaczynają z niskiego pułapu (artyści-celebryci, bankierzy etc) - jeśli ktoś jest na tyle bogaty by w jednym cyklu koniunkturalnym (wyborczym:))  dorobić się majątku z klasy wyższej, to też jest z klasy wyższej.
Dla wygody stylistycznej zaokrąglijmy raz w dół raz w górę i powiedzmy, że klasą średnią jest się między 7 a 70 tysięcy pensji miesięcznie brutto. Jest to duży rozrzut, bo powyżej 10 tyś zarabia mniej niż 10%, a by znaleźć się w top 1% zarabiających wystarczy 22tyś brutto – świadczy to o tym, że jesteśmy społeczeństwem na dorobku. A próg naszej klasy wyższej jest zlokalizowany mniej więcej tam, gdzie 1% najlepiej zarabiających w Europie, co w sumie nie dziwi, bo historycznie klasa wyższa jest kosmopolityczna i zagraniczne studia dla dzieci kosztują wszystkich tyle samo.

Wynika stąd, że rację mają przeciwnicy Polskiego Ładu, że uderzy on także w naszą klasę średnią - no powiedzmy klasę wyższą-średnią (upper middle class). Tyle, że zapominają, iż podatki niejako z definicji dotykają tylko klasy średniej. Bo celem podatków nie jest pobranie od ludzi pieniędzy – gotówkę bank centralny może sobie wydrukować – ale użycie tych pieniędzy do nabycia dóbr i usług produkowanych przez społeczeństwo, w dzisiejszych czasach klas: zasiłkowo-niższych, pracujących-średnich oraz kapitalistycznie-wyższych te usługi i dobra dostarcza tylko i wyłącznie klasa średnia. Obłożony pańszczyzną Bill Gates może co najwyżej robić obwoźne wykłady niczym nasz noblista były prezydent.

Mnie jednak martwi co innego, że w perspektywie kolejnej wali wirusa na jesieni, rząd owszem składkę zdrowotną podwyższy (ale bez większej reformy nic z tego nie będzie, bo brakuje nie pieniędzy a lekarzy) ale z kwoty wolnej zostanie taki sam kikut jak ostatnio, czyli będzie się ona należała tylko niepracującym. Tak samo mechanizm kompensacji 6-10tyś wspomniany przez Gowina może się nigdy nie urzeczywistnić. I zostaniemy z de facto podwyżką liniową podatku o 5-9 punktów, bez żadnej korekty, ładu i składu. Gdy rząd mówi że weźmie, to weźmie – a gdy mówi że da, to mówi.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka