Dziennik Publiczny
Myślę, więc jestem. Jestem, więc piszę.
2 obserwujących
23 notki
18k odsłon
  66   0

Łaskotki

Przeglądając Instagram znalazłem wpis Mariusza Szczygła ze zdjęciem które poniekąd pokazuje poziom dyskusji panujący w Internecie. Na jeden z postów pana Mariusza, poniekąd anonimowy internauta, słowo coraz bardziej archaiczne, odpisał z pełną subtelnością cytuję, „Nie zesraj się”, koniec cytatu. 

Głęboko westchnąłem, włączyłem „Birth of the cool” Milesa Davisa, płyta idealna na późną noc, zapaliłem papierosa, westchnąłem jeszcze raz po czym uruchomiłem MacBooka. 

Prowadzę już jakiś czas bloga na tym szacownym portalu i nie dziwi mnie taki poziom, wszak większość komentarzy jakie tutaj czytam, a czytam je wszystkie, ich lektura sprawia mi niesłychaną przyjemność, są na takim właśnie poziomie. Gdyby nie to że na podobnym poziomie słyszało się dyskusje w gimnazjum bądź wczesnym liceum to pewnie bym mógł uznać że tak to już bywa i zapewne by ten wpis nie powstał. Komentujący jednak sami o to prosili, czegóż się to nie robi dla oddanych czytelników.

Już od pierwszego wpisu, którym to chciałem przedstawić moją skromną osobę i który był niejako wprawką, spotykam się z wieloma, bardzo wieloma komentarzami na podobnym poziomie. Mógłbym na nie odpisywać, jeszcze bardziej pastwić się nad autorami i ich poziomem intelektualnym ale jednak tego nie robię. Nie że się boję albo że nie jestem pewien swego zdania. 

Zacznijmy od tego że nie bardzo mi się chce, jest o wiele więcej ciekawszych rzeczy - artykuły w Tygodniku Powszechnym, recenzje w Jazz Forum, zgłębianie katalogu wytwórni ECM no i rzecz jasna czytanie. A że ostatnio staję w szranki z „Czarodziejską górą” Manna to naprawdę, jest to o wiele ciekawsze niż odpisywanie na komentarze ludziom którym nie chce się podpisać władnym imieniem oraz nazwiskiem pod tym co napisali, już o umieszczeniu własnego zdjęcia nie wspomnę. I proszę mi nie wciskać bajek na temat potrzeby prywatności w Internecie, w momencie połączenia się z nim tracimy ową prywatność, nie wiem jak trzeba być naiwnym by sądzić inaczej. Spuśćmy również zasłonę miłosierdzia na inne kwestie, chociażby jak to jest napisane.

Mam to szczęście że jestem na tyle ponad tych rzekomo anonimowych że moje poglądy są przemyślane i na bieżąco weryfikowane. Jestem na tyle ponad że nie zatrzymałem się wieku zaczynającym się na 1 by się wstydzić własnych myśli a by znajdować ujście w groteskowych próbach wylewania szamba na jakimś portalu. Mam to szczęście że jestem ponad i poza wami, rzekomo anonimowo komentującymi.

Czegóż to w tych komentarzach nie dowiedziałem się o sobie. Już byłem agentem obcego kraju, wciąż czekam na zaległe przelewy, zdrajcą narodu, czyż to nie brzmi rozkosznie, Żydem, Niemcem - czy każdy z nas zna swój rodowód i może przyznać że któraś z dalszych w drzewie genealogicznym niewiast nie uległa jakiemuś Żydowi bądź Niemcowi? Mógłbym tak wymieniać wiele, jednak ja jednak zaproszę do lektury poprzednich wpisów, wraz z komentarzami to prawdziwa frajda na zbliżające się długie wieczory.

Gdy osobie komentującej brakuje argumentów, zwykle wtedy trzeba się czepiać technikaliów związanych z blogiem. Można rzucić błotem o opis, tytuł. Można wybrzydzać na warsztat, ma się do tego prawo, liczyć przecinki, sprawdzać interpunkcję ewentualnie zwracać uwagę z jakiej litery trzeba pisać to i owo. Bawi mnie to niezmiernie, widzę że oczytani sięgnęli po „Erystykę”, chociaż wcześniej należałoby przerobić „Obronę Sokratesa”, co i również polecam na zbliżające się długie wieczory.

Ogólnie polecam czytać, dużo czytać. Czytać coś więcej niż prawicowe strony bądź periodyki bądź śledzić filmy na YouTube. Czytanie ma to do siebie że nie wiadomo dokąd zaprowadzi ale jeśli się będzie szukało wystarczająco głęboko to sprawdzi się wiele rzeczy zanim się zacznie bronić jakiejś tezy. Chociażby tej że zostałem zaproszony przez właścicieli portalu albo że Polska jest skazana na wielkość, że zawsze była katolicka i monokulturowa. Czytać i jeszcze raz czytać. Sam to regularnie praktykuję i książki, jak nic innego na tym świecie, nigdy mnie nie zawiodły.

Zniesmaczonym moją twórczością jedyne co mogę zasugerować to omijanie wpisów mego autorstwa. Publikowanie tutaj sprawia mi na tyle przyjemności że prędko nie zamierzam z tego zrezygnować. Jak każdy autor lubię gdy zwracam uwagę, lubię gdy to co pisze wywiera na kogoś jakiś wpływ czy myśl, mniejsza o jakość tychże mysli. 

Jeżeli ktoś jednak chce się wdać w dysputę, proszę człowieku, miej na tyle odwagi i podpisz się swoim prawdziwym imieniem, nazwiskiem oraz umieść swoje zdjęcie. Inaczej takie „anonimowe” komentarze będą przyjemnie łaskotały moje ego. 

I rzecz jasna nabijały wyświetleń reklam szanownemu Salonowi.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale