Kobieta Świadoma
Prawda ponad wszystko
17 obserwujących
345 notek
213k odsłon
  210   0

Małżeństwo oazą szczęścia i spokoju czy więzieniem bez wyjścia?


Małżeństwo czyż nie powinno być dla nas bezpieczną oazą spokoju i szczęścia? Dlaczego więc część z nas czuje się, jakby było w więzieniu? Niestety może nim być, jeśli jesteśmy z kimś kontrolującym, agresywnym lub toksycznym, kto nas krzywdzi i więzi. Jednak małżeństwo z kimś kochającym i wspierającym nie powinno tak wyglądać. Gdyby ktoś powiedział mi dziś, że małżeństwo to więzienie, powiedziałabym: tylko wtedy, gdy jesteśmy z niewłaściwą osobą.

Charakterystyczną cechą takiego związku jest chęć ucieczki i wieczne poczucie niepokoju. Niezawodnym sposobem na przekształcenie małżeństwa w więzienie jest poślubienie kogoś, kto całkowicie chce nas kontrolować. W małżeństwie każdy chce do pewnego stopnia kontrolować swojego współmałżonka, ale to pragnienie jest łagodzone przez jego miłość. Niestety niektóre małżeństwa są bardzo ograniczające, przerażające lub nawet niebezpieczne, że jedyną rozsądną reakcją jest nasza ucieczka.

Dobre małżeństwo nigdy nas nie ogranicza, nie krępuje i nie knebluje. Dobry związek daje nam szczęście i wolność. Powinien on poszerzać nasze możliwości, a nie je ograniczać. Dobra relacja to partnerstwo, w którym zaangażowane osoby, wspólnie starają się pomagać sobie nawzajem w osiąganiu więcej, widzeniu więcej i odkrywaniu więcej. Dobry partner to taki, który wzmacnia nasze poczucie własnej wartości. To taki ktoś, kto angażuje się w takim samym stopniu, jak my w budowanie relacji, z którym możemy się wspierać w trudnych chwilach. To ktoś taki, kto razem z nami pielęgnuje naszą miłość i stara się realizować wspólnie nasze marzenia.

Dobre małżeństwo to nie tylko poślubienie właściwej osoby, ale także bycie właściwą osobą. Bez względu na religie czy kulturę, łączymy się z partnerem, którego określamy jako bratnią duszę w jedność, z zamiarem wspólnego znoszenia, budowania i przetrwania życia. Wybierzmy sercem, a nigdy nie powiemy, że nasz związek jest więzieniem.

Często błędne odczytanie intencji współmałżonka mogą odwrócić role i z ofiary się staniemy stroną kontrolującą. Gdy boimy się, że zostaniemy opuszczeni, możemy przekształcić swoje małżeństwo w więzienie, interpretując radości i interesy współmałżonka jako jego groźby, a wtedy możemy próbować je stłumić.

W większości małżeństw bywają momenty, które wydają się krępujące, nie tylko dlatego, że chęć kontrolowania swojego otoczenia jest czymś naturalnym, ale także dlatego, że wszystko, co daje szansę na to, ograniczenia nasze możliwości. Rzeczą zupełnie normalną jest, że dwoje ludzi będzie mieć sprzeczne plany, a plan jednej będzie entropią drugiej. To koszt zakochania się w osobie, a nie w rzeczy, i nie ma miłości, przyjaźni ani rodziny bez żadnych konfliktów. 

Pamiętam historię pewnego małżeństwa, które po 30. latach się rozstało. Dla wielu będzie to bardzo niezrozumiałe, ale czy jest dobra pora na rozwód?! Chyba nie. Myślę, że dopiero wtedy coś przelało szalę goryczy. Kobieta pochodząca z konserwatywnej rodziny, gdzie ponoszono zawsze konsekwencje swoich decyzji, tkwiła w toksycznej relacji przez 30. lat. Już oszukiwana przez swojego męża przed ślubem, nieświadoma ciężkiej jego choroby psychicznej, wyjechała do Krakowa. I tam zaczął się jej horror. Praca, dom, zakupy zajmowały praktycznie jej cały dzień, więc nie dostrzegała m sygnałów, mówiących: twój mąż jest chory! Później przyszło dziecko na świat, potem drugie i kolejne, nim się obejrzała byli kilka lat po ślubie. Przypadkowo dowiedziała się o jego chorobie, choć bardzo ją to bolało, że jej nie powiedział, została. Dbała nadal o dom i rodzinę. Pracowała zawodowo, musiała, ponieważ mąż tracił co rusz kolejne prace.

Nie chciała martwić swoich rodziców własnymi problemami, gdy umarli, znowu trwała przy mężu z uwagi na dobro dzieci. By mogły wychować się w pełnej rodzinie. Jednak pomiędzy nimi już od dawna nic nie było, tylko pustka i samotność. Mężowi to nie przeszkadzało, miał czego chciał, służącą i sponsora w jednej osobie. A ona dusiła się w tym papierowym związku. Po urodzeniu ostatniego dziecka mąż zachorował na raka prostaty, co doprowadziło go do impotencji, więc i o seksie nie było mowy. Ona jednak nigdy go nie zdradziła.

Co ich łączyło? Oprócz dzieci i kredytów kompletnie nic. Mąż przez wiele lat ją kontrolował, więc straciła najpierw przyjaciół, a później rodzinę. Na zewnątrz uchodzili za doskonałe małżeństwo, ale nikt nie wiedział, jak było naprawdę. Kobieta nigdy się nie skarżyła, bo i co miałoby to przynieść?! Gdy dzieci dorosły, zaczęły zauważać, jak bardzo matka jest nieszczęśliwa, odbyli z nią szczerą rozmowę, nakłaniając do wniesienie sprawy o rozwód. Okazało się, że widziały nie raz, już jako dzieci, jak ich ojciec ją traktował.

Kobieta odeszła i nagle poczuła, że ma kochające dzieci, że nie jest sama. Mimo iż zajęło jej tak dużo czasu zrozumienie, że partner ją celowo wyniszczał, w końcu to dojrzała i zrobiła coś dla siebie. Odeszła. To bardzo smutne, że ludzie, którzy powinni nas kochać, często nas krzywdzą z premedytacją, poniżają, obrażają i wykorzystują. Tak, ten związek był prawdziwym więzieniem dla tej kobiety. Więzieniem, bez możliwości wyjścia na wolność. Jednak nie wszystkie takie muszą być i nie są...

Lubię to! Skomentuj49 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości