0 obserwujących
2 notki
2768 odsłon
1613 odsłon

jak spotkałem Otto Poppera

Wykop Skomentuj6

mój pierwszy wpis dedykuję mojemu zacnemu  mentorowi Waldburgowi

Gdzieś kiedyś przeczytałem tekst Mariusza Szczygła, że każdego z kim się zaprzyjaźnia obdarowuje książką. Książką, którą uważa za najbardziej optymistyczną ze wszystkich lektur jakie zna.  A Mariusz Szczygieł jako człowiek pióra zna naprawdę dużo tytułów.

 Poczułem radość, bo nie wiedziałem, że taka książka w ogóle istnieje, ale też i smutek, bo nie byłem zaprzyjaźniony z Mariuszem (choć był tak miły, że odpowiedział kiedyś na mojego maila), a jedynie byłem jednym z wielu tysięcy entuzjastów jego reporterskiego talentu. W związku z czym Jego rekomendacja wystarczyła, abym się szybko w tę najbardziej optymistyczną publikację  świata zaopatrzył.

 Tytuł tej fantastycznej książki brzmi, jak to u Czechów bajkowo "Śmierć pięknych saren". Właściwie są to dwa tomiki opowiadań autobiograficznych wydanych w jednym woluminie. Tytuł drugiego tomiku też bajkowy "Jak spotkałem się z rybami". (czyż nie brzmi to rozkosznie, a zarazem najprościej jak tylko można?) 

 Autorem jest Ota Pavel, osoba niezwykła z niezwykłą biografią, podobnie jak jego ojciec, po którym odziedziczył zamiłowanie do wędkarstwa, sportu i przygody. Ota Pavel (w dzieciństwie Ota Popper) był czeskim pisarzem i dziennikarzem sportowym. Urodził się 2 lipca 1930 roku w Pradze jako trzeci, najmłodszy syn sprzedawcy, a właściwie akwizytora sprzętu firmy Elektrolux (lodówki i odkurzacze) Leo Poppera.

 Ojciec Leo  był Żydem, synem bogatego gospodarza, a matka Herma, Czeszką. Ojciec pisarza w młodości wiódł życie pełne przygód. Już na koniec I wojny światowej powrocił z frontu do domu rodzinnego na białym koniu w skradzionym mundurze oficera austriackiego. Później wyjechał do Hamburga, gdzie między innymi pracował w domu uciech w dzielnicy St Pauli. Od zawsze był zapalonym wędkarzem, miłośnikiem świata przyrody, tak więc nic w tym dziwnego, że jego marzeniem było upolowanie prawdziwego króla zwierząt - lwa. Zaciągnął się do francuskiej Legii Honorowej i wylądował w Maroko. Po roku służby, Leo miał dosyć afrykańskiej przygody i postanowił ze swoim kompanem z Bośni Zubanem uciec. Po ucieczce zostali złapani na pustyni przez Berberów, którzy ich rozebrali do naga. Zubanowi podano wodę do picia, by za chwilę ściąć mu głowę. Leo  uratował się prawdopodobnie dzięki obrzezaniu, został potraktowany jak swój, jednak tęsknota za Czechami zmusiła go do powrotu. Wylądował w Maladze, gdzie zarabiał na życie czytając gazety analfabetom. Miał pecha, policja nakryła go, podczas czytania gazety o proweniencji komunistycznej w związku z czym został wydalony jako komunista. Później przez Stambuł i Rumunię dotarł do Pragi, by następnie pieszo dojść w rodzinne strony do Bustehradu. Tam poznał Herminę, która pochodziła z ubogiej rodziny i pracowała jako pokojówka. Po ślubie Leo musiał przystopować życie pełne przygód. Wiecznie zabiegany w interesach lub zajęty połowami wędkarskimi ojciec Oty , podobno zapomniał najmłodszego syna obrzezać, o załatwieniu rabinackiej metryki nie wspominając. 

 Nastał czas okupacji. Zgodnie z przepisami obowiązującymi na terenie Protektoratu Czech i Moraw dzieci z „małżeństw mieszanych” były wysyłane do obozów po ukończeniu piętnastego roku życia, tak więc mały Ota pozostał z matką,  Starsi bracia Hugo, Jerzy i ojciec zostali wysłani do miejsca kaźni, do Terezina, a później do innych obozów. Wydarzył się cud, wszyscy trzej wrócili po wyzwoleniu do domu, podobno to jedyny taki przypadek.

 W 1951 roku po tzw. sprawie Slanskiego i po skazaniu na śmierć jego i towarzyszy pochodzenia żydowskiego na Leo Poppera padł strach, pytał sam siebie ,czy to nie powtórka z historii? Szybko zmienił nazwisko na Pavel, choć z polityką właściwie nie miał nic wspólnego.

 Ota po wojnie pracował krótko jako górnik. Następnie ukończył szkołe handlową, jednak maturę zdał dopiero w 1960 roku w szkole dla pracujących. Brak formalnego wykształcenia nie przeszkodziło w podjęciu pracy w redakcji sportowej Czechosłowackiego Radia w latach 1949-1956. Był także krótko trenerem drużyny młodieżowej Sparty Praga w hokeju. Jako dziennikarz sportowy publikował w piśmie „Stadion”. Dzięki pracy w organie sportowym armii czechosłowackiej, miał możliwość podróżowania po świecie.

 W trakcie IX Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku w 1964 roku nasiliła się u Oty choroba, psychoza maniakalno depresyjna, która była spowodowna skojarzeniem dopingu niemieckich kibiców z traumatycznymi wspomnieniami z czasów okupacji. Dziennikarz wszedł już do autokaru  powracającego do Czech, po chwili jednak wysiadł i uciekł. Wszyscy pomyśleli, że zbiegł i wybrał wolność. On jednak pobiegł w górę, na obrzeża miasta, by tam po wyprowadzeniu zwierząt podpalić zabudowania gospodarcze. Tłumaczył  później, że wykonał rozkaz najprawdziwszego diabła z kopytami i rogami.

 Kilka razy przebywał na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym, jako terapię zastosowano cofnięcie się chorego we wspomnieniach do czasów dzieciństwa i spisanie wszystkiego w formie literackiej. Taka kuracja przyniosła pożądany skutek, Ota czuł się lepiej, jednak na zakończenie drugiej części opowiadań dopisał krótki epilog, po skończeniu którego, nastąpił całkowity nawrót choroby. Jego  opowiadania autobiograficzne Śmierć pięknych saren” i „Jak spotkałem się z rybami” to właśnie wynik tearapii jaką zalecili choremu psychiatrzy.

 Zmarł przedwcześnie w wieku 43 lat na zawał serca. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w Pradze - Strasnice obok ojca. W 2002 r. w miejscowości Bustehrad (tam w czasie wojny Ota Pavel przebywał z matką) otwarto muzeum poświęcone życiu i twórczości pisarza.

 Ota  napisał swoje wspomnienia w sposób lekki, bez niepotrzebnego mędrkowania. Tak jakby opowiadał nam swoje wspomnienia z dawnych lat kompan w karczmie, przy znakomitym czeskim piwie. W takim  biesiadnym stylu autor opowiada historię swojego dzieciństwa, swojej rodziny.

 Ojciec to człowiek prosty i  przedsiębiorczy, który sukces ma wciąż na wyciągnięcie ręki, ale zły los co jakiś czas krzyżuje plany. Mimo to uczy swoje dzieci hardości i traktowania wszystkiego z lekkim przymrużeniem oka. To domorosły filozof, który na temat życia ma do powiedzenia ważne i ciekawe rzeczy. Odważny i dumny człowiek, który tajniaków z gestapo, obserwujących go przed domem jak odgarnia śnieg i żartujących, że pierwszy raz widzą jak Żyd coś robi, wita ich slowami  "A wy wyglądacie panowie jak cała gmina żydowska razem wzięta".

 Kocham Czechów nie tylko za najlepsze piwowarstwo na świecie, ale przede wszystkim za to, że potrafią mówić nawet o rzeczach najtrudniejszych  z przymrużonym okiem. Ota robi to po mistrzowsku, bo pisze "Chłopcy napychali się na przyszłe lata, aby przeżyć Terezin, Oświęcim, Mauthausen i marsze śmierci  i wszystkie te wspaniałe rzeczy, jakie Niemcy im zgotowali.  Tak napisać o tej ludzkiej gehennie mógł tylko ktoś wychowany  na Szwejku.  A w epilogu, przypominając sobie moment szaleństwa w Innsbrucku "Czasem nawet to było przyjemne. Pięknie jest być błogosławiącym Chrystusem. Najgorzej, gdy za pomocą proszków doprowadzają człowieka do stanu, w którym zdaje sobie sprawę, że jest wariatem. Oczy zasnuwa smutek, człowiek już wie, że nie jest Chrystusem, ale biedakiem bez zdrowych zmysłów, które sprawiają, że człowiek staje się człowiekiem".

 Druga część pt. "Jak spotkałem się z rybami"  to głównie wspomnienia z wypraw wędkarskich. Opisy myśliwego, który traktuje swoją ofiarę z należną jej godnością, choć to tylko ryba. Widać w każdym zdaniu, jak odziedziczył po ojcu miłość do przyrody, a zwłaszcza do rzeki Berounki i do ryb, które w niej pływają.

 Jak pisałem na wstępie, Mariusz Szczygieł uważa tę niewielką książkę złożoną z kilku opowiadań, za lekturę antydepresyjaną.  Szczerze mówiąc, sam nie wiem czy tak jest, wiem natomiast, że cały jej czar polega zapewne na tym, że prosta narracja  i ciekawa treść tych wspomnień może zarazić miłością do literatury  osoby, które do tej pory stroniły od książek. Dochodzi do tego, to co napisałem wcześniej, autor patrzy na świat optymistycznie pomimo, że zaznał na własnej skórze co znaczy pogarda. Szkoda, że Jego serce nie było twardsze, a psychika mocniejsza, ale w końcu to był tylko człowiek

  Mam nadzieję, że tymi zdawkowymi opisami mojej fascynacji autorem i jego dziełem, także Was zachęcę do zapoznania się z Jego twórczością.
pozdrawiam, ehad
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale