135 obserwujących
47 notek
388k odsłon
  4368   0

Dlaczego kapitan milczał, czyli echa akcji "STENOGRAM"

 

Drugi usłyszał coś dziwnego. Pyta kapitana, czy słyszał.. Kapitan zadaje krótkie pytanie: "Kto tam jest?". Kapitan najprawdopodobniej widział jakiś dziwny obiekt już chwilę przedtem, w końcu jego polecenie zapytania "Czy Rosjanie już przylecieli" nie wzięło się z powietrza... Teraz Kapitan i Drugi wiedzą już, że nie są sami w powietrzu, jakiś inny samolot jest bardzo blisko i wzbudza ich niepokój i podejrzenia. Ale lecą dalej mając ten fakt na uwadze i obserwują rozwój wydarzeń...

Zwróćmy uwagę, że przed tą wymianą zdań pomiędzy Kapitanem, a Drugim pojawia się w stenogramie dziwaczna wypowiedź:

08:27:58   Bort   (niezr.) Zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód.

08:28:04   Bort   Pozwolili.

 

Czy polscy piloci usłyszeli te dziwne słowa i zaniepokoili się widząc na radarze tuż przed sobą inny samolot? Czy już wtedy w ich głowach zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza?

 

 

Czy mógł to być samolot - cysterna IŁ-78, który właśnie tuż przed nosem Tupoleva "zakończył zrzut" - no właśnie - CZEGO??? Czy było to tylko "domglenie" przestrzeni powietrznej na ścieżce schodzenia Tupoleva, czy też coś więcej???

 


IŁ-78 mkII

Samolot - cysterna...

 

 

 


 

 

Przeczytałem wczoraj z zapartym tchem ostatnią notkę blogera Eye Of The Beholder, którą gorąco polecam. Oto link:

beholder.salon24.pl/190291,samolot-nie-spadal-ladowali

 

EOTB w sposób jasny, klarowny i rzeczowy wyjaśnia w jaki sposób samolot prezydencki został podstępnie i fałszywie naprowadzony w pułapkę, jaką miał być głeboki jar przed lotniskiem. Zafałszowano odległość samolotu od prawdziwego pasa, dając pilotowi ułudę, że pas zaczyna się o kilometr wcześniej... Zamachowcy obok atrapy bliższej radiolatarni użyli fałszywych APM-ów (potężnych reflektorów, które mają za zadanie wypozycjonować pilotowi położenie pasa we mgle). Na serwowanym nam przez rząd STENOGRAMIE, słyszymy informację, że APM-y są rozstawione, a pilot YAKa stwierdza w rozmowie z załogą Tu-154, że stoją one 200 metrów od progu pasa... Cały artykuł jest naprawdę świetny i godny polecenia! Tyle, że mam wątpliwości co do ostatecznego wniosku jaki wysnuł autor na podstawie swych obliczeń i przemyśleń (jakże znakomitych i precyzyjnych zresztą).

Mianowicie: mimo, iż w stenogramie jest komenda "ODCHODZIMY", autor stwierdził, że naprawdę było tam powiedziane "PODCHODZIMY", co udowadnia pokazując, że samolot zachowywał się tak, jakby po prostu próbował lądować na "fałszywym pasie" podanym przez zamachowców, na kilometr przed lotniskiem. I rzeczywiście, wszystko na to wskazuje... Tupolev nagle w szybkim tempie zniża pułap i wygląda na to, że będzie próbował siadać na "fałszywym pasie". Do momentu, kiedy samolot znajdując się tuż nad ziemią ZNIKA Z RADARÓW (co potwierdził kontroler lotów). Od tego momentu już na pełnym ciągu leci praktycznie po ziemi i nie odbija od niej, trzyma cały czas wysokość korony drzew, nie podwyższając pułapu (w ujęciu względnym oczywiście).

 

 

 

 

EOTB postawił tezę:

 -Pilot lądował -

 

A ja nieco zmodyfikuję tezę EOTB i brzmieć ona będzie:

 -Pilot udawał, że ląduje po to by uciec -

 

 

 

 

Kontrowersję wzbudzała cały czas komenda "ODCHODZIMY". Dlaczego po tej komendzie samolot gwałtownie zniża lot, a kapitan milczy? Dlaczego nie wykonano manewru takiego jak na poniższym filmie (ten sam samolot)?

 

 

 

Otóż manewr ten dobry jest w sytuacji nieudanego podejścia do lądowania, a nie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa VIPa poprzez zaplanowaną i dobrze zorganizowaną akcję zamachu!

 

 

Twierdzę, że załoga (pamiętamy, że już zaniepokojona biegiem wydarzeń) przez dłuższą chwilę lecąc na wysokości 100 metrów (co wynika ze stenogramu) zapewne obserwowała bacznie wszystkie wskaźniki. Sądzę, że z tej wysokości widać było już ziemię (czemu dałem wyraz w komentarzu u EOTB) w stopniu pozwalającym na chociaż zgrubną orientację (pamiętajmy, że Wiśniewski widział samolot z odległości 400 metrów). W chwili, gdy widać było już postawione fałszywe APM-y - ZAŁOGA ZDAŁA SOBIE SPRAWĘ, ŻE PROWADZONA JEST W PUŁAPKĘ przez kontrolera lotów i obsługę APMów - do jaru znajdującego się kilometr przed lotniskiem - w którym to jarze zgodnie z zamierzeniem napastników miała nastąpić "katastrofa". Przecież piloci znali to miejsce doskonale... Zorientowali się, że ktoś próbuje ich "brać pode włos"... JUŻ WIEDZIELI, ZE TO ZAMACH !!!

Kapitan i Drugi zapewne spojrzeli na siebie wymownie, rozumiejąc się bez słów, padło krótkie "ODCHODZIMY" i rozpoczęli manewr uniku. Skończyło się potwierdzanie wysokości fałszywie naprowadzającemu kontrolerowi, który - jak twierdzi - nie usłyszał już więcej żadnej odpowiedzi od załogi PLF101 (mimo, że ze stenogramów wynika, że wysokość była odczytywana cały czas). Samolot zniżał się szybko, pozorując, iż chce lądować - tak jak spodziewali się tego zamachowcy. Załoga odegrała przed nimi scenkę, ze nie wie jeszcze o pułapce i nic nie podejrzewa...

Lubię to! Skomentuj245 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale