4 obserwujących
20 notek
8741 odsłon
778 odsłon

Wesołe jest życie staruszka!

Wykop Skomentuj35

Na początek „służba zdrowia”. Po przebytej operacji wymagana jest w zaleceniach pooperacyjnych konsultacja u specjalisty w terminie dwóch miesięcy po operacji. No to szukam. Najprędzej mogę być przyjęty w ramach NFZ w okolicach września. Za kasę za dwa dni. Biorę 150 zł i idę do specjalisty. Specjalista wypisuje listę koniecznych badań, kasuje 150 zł i zaprasza za miesiąc. Biorę się za załatwianie badań. Te, które mogę zrobić najszybciej to za pół roku, ale niektóre w roku 2022. Za kasę w ciągu dwóch tygodni obskoczę wszystko. Łączny koszt to jakieś 3000 zł. Zdążyłem do specjalisty. Ponownie 150 zł i dowiedziałem się, że mam takie wyniki, że on sam chciałby takie mieć.

No to jedziemy dalej. Nasze ukochane sądy. Toczę małą batalię sądową z firmą windykacyjną o kwotę 450 zł. Rozprawa pierwsza. Spędziłem pół godziny po wyznaczonym czasie i wyznaczoną salą rozpraw. Nikt nawet się nie pojawił. Okazało się, że rozprawę przeniesiono do innej sali, ale nikt nie raczył w żaden sposób przekazać tej informacji. Piszę odpowiednie pismo i wyznaczają nowy termin rozprawy. Za pół roku. Zjawiam się zgodnie z terminem. Rozprawa się nie odbyła. Sędzina chora. Oczywiście żadnej informacji wcześniej nie otrzymałem. Na darmo kurs na drugi koniec miasta. Wyznaczają trzeci termin. Za pół roku. Tym razem zapraszają do sali. Okazuje się, że jest nowy sędzia. Ogłasza, że nie zapoznał się z dokumentami i przekłada rozprawę. Nowy termin za około pół roku. Trudno. Poczekam.

Straż miejska. Dostaję wezwanie do siedziby straży miejskiej. Na miejscu funkcjonariusz pokazuje mi fotkę, na której widać kopcący jak ten ruski lotniskowiec komin i informuje mnie, że dostali zawiadomienie od „życzliwego”, że to mój komin. Taki podał adres. I należy się z tego tytułu darowizna na rzecz Państwa w postaci mandatu. Informuję dzielnego funkcjonariusza, że komin nie jest mój, ani dom na którym ten komin kopci (od razu poznałem czyj to jest). No to on, że mam to jakoś udowodnić. Ale jak, to on nie wie. Jakoś tak, żeby było udowodnione. Mówię, że najlepiej będzie jak przyjadą i sami zobaczą, że ogrzewam dom przy pomocy gazu i nawet nie mam innego pieca i przy okazji zobaczą jak wygląda mój komin i mój dach. On na to, że nie przyjadą bo już byli i nikogo nie zastali. Byli i nie zwrócili uwagi, że na zdjęciu jest coś innego. Geniusze. Odmawiam wszelkiej współpracy i informuję, że żądam oddania sprawy do sądu. Po kilku dniach dostaję pismo od SM, że instytucja ta nie prowadzi wobec mnie żadnego postępowania.

Bank. Pewnego dnia dostaję list. Zwykły. Otwieram i dopiero widzę, że to list do jakiegoś obcego mi faceta, o nieznanym mi nazwisku z żądaniem spłaty kredytu w wysokości 600 zł. Adres mój. Dzwonię do banku. Informuję jakąś dziunię o sprawie, a ta mnie opiernicza jakim prawem ja otwieram czyjąś korespondencję. O żesz ty! Odwzajemniam się wyjątkowo niesympatycznie i dociera do niej, że dali się nabrać. Informuje mnie, że już nic przychodzić nie będzie. Od tego czasu przysłali jeszcze osiem listów. Wszystkie polecone więc nie odbierałem i za każdym razem dzwoniłem do banku z interwencją. Skutek żaden. W końcu pojawił się jakiś dziwny, bezczelny i chamski gość z firmy windykacyjnej szukający tego pana. Nie wytrzymałem i zadzwoniłem na policję, że jestem nękany przez bank i firmę windykacyjną pomimo prób wyjaśnienia całej sprawy. Policjanci spisali moje zeznania, a ja podałem im numer rejestracyjny samochodu tego gościa od windykacji. Nie wiem jakie wdrożyli procedury, ale od roku mam spokój.

I tak leci ten kabarecik.


Wykop Skomentuj35
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości