5 obserwujących
65 notek
27k odsłon
  199   0

Tłuste koty i chude myszy

Nie mieli letnich kurteczek, zimowych bluz, butów na zmianę, ciepłych czapeczek, wełnianych skarpetek i rękawiczek. Nie mieli na plecach stukilogramowych plecaków z zapasem szczoteczek do zębów, rolek papieru toaletowego, zapasowych gaci, certyfikowanych zapasów wykwintnego jedzonka, prezerwatyw i ekologicznych woreczków na odpady aby nie zanieczyszczać środowiska. Nie mieli stołówek z wegehamburgerami, coca colą bez cukru i sojową latte. Nie osłaniały ich samoloty, helikoptery i drony. Nie towarzyszyły im czołgi, samochody opancerzone i transportery (no! może w skromnych ilościach trochę). Nie mieli w czasie wolnym Netflixa, TVN-u ani TVPinfo. I o zgrozo nawet bab w tym wojsku nie mieli.

I butów nie mieli. Setki kilometrów pokonali w sandałkach, klapkach i gustownych laczkach. W strojach nieco awangardowych jak na armię. Czapeczki mieli różnorodne i mniej więcej tak samo gustowne jak ich laczki. Do tego „trofiejne” gadżety w postaci „raybanów”, niezłych zegarków i złotych „naszyjnych” łańcuchów. Jak jechali w pojeździe sześcioosobowym to w dwudziestu, absolutnie nie przestrzegając norm BHP. Ale głównie to szli. Szli i szli. No i doszli do tego Kabulu. Do tego co to Józek mówił, że nawet ze trzy miesiące im zejdzie. Zeszło trzy dni. Pomachali tymi kałaszami co pamiętają jeszcze jak Ruskie dawali dyla i od razu wszystkie chłopaki zapuścili brody, a baby raz dwa poprzebierały się za kopce termitów. Czy jakoś tak podobnie.

I taka jest różnica pomiędzy prawdziwymi wojownikami, a kotami wypasionymi, rozleniwionymi i trochę tłustymi, a przede wszystkim przemądrzałymi. 


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale