Empereur
"Polska jest nieśmiertelna. Wyzwolimy ją z pęt niewoli odbudujemy z gruzów. Tak nam dopomóż Bóg! (...) Nie zginie Polska! Nie zginie! Lecz żyć będzie po wieki wieków, w potędze i chwale. Dla was, dla nas i dla całej ludzkości." - Ignacy Jan Paderewski
11 obserwujących
93 notki
82k odsłony
478 odsłon

Sąd Najwyższy. W imię zasad.

Wykop Skomentuj44

Sąd Najwyższy w bezprecedensowym składzie kilkudziesięciu sędziów podjął uchwałę, w której stwierdził, że sąd, w którego składzie zasiadają sędziowie nominowani przez tzw. neo-KRS, obsadzoną przez nominatów PiS, jest sądem nienależycie obsadzonym. Wybuchło wielkie wycie narodu pisowskiego, którego tuzy i najemni goebbelsi wezwali do natychmiastowego wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i usunięcia z zawodu wszystkich sędziów, którzy się pod nią podpisali. Uchwałę okrzyknięto "puczem", osobnik okupujący stanowisko ministra sprawiedliwości uznał ją za nieważną, premier wniósł do Trybunału Konstytucyjnego, również zdominowanego partyjną klientelę, o stwierdzenie jej niezgodności z Konstytucją. Krzyk, rozpacz i szukanie drogi, jak wyjść z tej sytuacji z twarzą.

Tezy, jakoby uchwała w jakikolwiek sposób wykraczała poza kompetencje Sądu Najwyższego jest oczywiście kompletnie bzdurna. W przepisach procedury cywilnej, jak również karnej, nienależycie obsadzony skład sądu jest jedną z przesłanek nieważności postępowania i uchylenia wyroku. Jest, ponadto, przesłanką bezwzględną, którą sąd II instancji, rozpatrując apelację od takiego wyroku, ma obowiązek zbadać i wziąć pod uwagę z urzędu, choćby nawet strona wnosząca apelację nie zgłaszała takiego zarzutu. Kwestia tego, czy sąd, w składzie którego zasiadają sędziowie powołani przez neo-KRS jest sądem nienależycie niejednokrotnie pojawiała się przez ostatni rok w praktyce sądów powszechnych. Rozstrzyganie takich wątpliwości jest jedną z ustrojowych funkcji Sądu Najwyższego, toteż to właśnie Sąd Najwyższy zrobił. Twierdzenie, że w jakikolwiek sposób wkroczył w uprawnienia Sejmu, jak swoim absurdalnym wnioskiem do TK próbowała zasugerować Marszałek Elżbieta Witek - w desperackiej próbie zablokowania posiedzenia SN - jest po prostu ewidentnie fałszywe. 

Nie miał też SN żadnych powodów, żeby swoje postępowanie zawieszać, gdyż wniosek Pani Marszałek Witek był w sposób oczywiście bezpodstawny i podlega wyłącznie odrzuceniu. Podobnie jak wniosek o rozstrzygnięcie rzekomego "sporu kompetencyjnego" złożony ongiś przed Marka Kuchcińskiego w sprawie ułaskawienia Mariusza Kamińskiego, był to wniosek pozorny, w którym to, co określono jaki "spór kompetencyjny", do definicji sporu kompetencyjnego, zawartej w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, nawet się nie zbliżało. Równie dobrze można by złożyć wniosek do TK o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego co do uprawnienia do uchwalania ustaw w Polsce pomiędzy Sejmem, a jakimś zmyślonym, nieistniejącym organem i na tej podstawie twierdzić, że Sejm nie ma prawa uchwalać ustaw do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez TK. 

Pisowskie "Trybuny Ludu", "Czerwone Sztandary", partyjni kacykowie i klientela, próbują przedstawić tę uchwałę jako obronę przez "kastę sędziowską" jej przywilejów, podczas gdy w rzeczywistości sędziowie, którzy uchwałę podjęli, nie mieli w tym absolutnie żadnego interesu i nic na niej nie zyskują. Kompletnie nijak się też kwestia obsady sądów nie odnosi do "sędziowskich przywilejów", których rzekomo "kasta" broni. Zarzut ten jest zresztą tym kompletnie absurdalny, bo gdyby sędziom zależało na zachowaniu przywilejów, to w ich interesie byłoby postępowanie dokładnie przeciwne - siedzieć cicho i potulnie wykonywać polecenia reżimu, a najlepiej w ogóle iść z nim na współpracę i zbierać z tego tytułu profity i stanowiska, tak jak to zresztą pewna liczba sędziów zrobiła. Sędziowie kwestionujący pisowskie reformy postąpili jednak inaczej, świadomie narażając się na zemstę pisowskiego aparatu. Podobnie jak wiedział o tym sędzia Juszczyszyn i inni sędziowie, którzy zadawali pytania prawne do SN o prawidłowość składów sędziowskich, w których zasiedli sędziowie nominowani przez neo-KRS. Podjęli się tego w imię idei, sprawiedliwości i  poszanowania zasad prawa, świadomie narażając się na negatywne konsekwencje z tego tytułu. 

Sędziowie ci zresztą, moim zdaniem, popełnili błąd. Z punktu widzenia moralności i sprawiedliwości uchwałę podjęli może i słuszną, ale politycznie po prostu samobójczą i przede wszystkim niepraktyczną i nieprzydatną. Co sami zresztą przyznali, jest raczej nierealne, by uchwała ta wywołała jakiekolwiek skutki. Podjęli ją wyłącznie w celu odniesienia zwycięstwa moralnego, żeby pokazać, że na pisowskie bezprawie nie ma zgody, ale wiedzą, że kompletnie nic w ten sposób nie osiągną. Jest to archetypowy wręcz przykład działania moralnie słusznego, ale praktycznie niepotrzebnego i grożącego skutkami raczej odwrotnymi od zamierzonych. 

Do pełnej wymowy tej uchwały, powinni ją wysłać do pisowskiego genseka i jego pomocnika z ministerstwa miłości na ozdobnym papierze. Poprzedzoną krótkim pismem przewodnim: "W imię zasad, s*****synu". 

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że o ile sędziowie SN słusznie przeciwstawili się reżimowi, to ich uchwała - przynajmniej gdyby wywołała jakiekolwiek skutki - rykoszetem przynosi szkody niczemu niewinnym młodym sędziom, którzy zostali powołani na urząd przez obecny reżim, a którzy przecież przygotowanie do zawodu zaczynali z reguły znacznie wcześniej i nie mieli żadnego wpływu na to, jak obsadzona będzie KRS, gdy będą powoływani. I niestety trochę racji mają ci, którzy porównują tę sytuację do sytuacji sędziów powoływanych przez Radę Państwa PRL, których, co prawda, obecnie jest już na stanowiskach niewielu (niemniej nie omieszkam przypomnieć, że jednym z nich jest wybrana przez PiS i powołana na urząd prezesa TK przez Andrzeja Dudę Julia Przyłębska, a nie są jednymi z nich ani Małgorzata Gersdorf, ani Andrzej Rzepliński) - ale nikt nigdy nie twierdził, że należy ich zbiorowo wykluczyć z zawodu. Chociaż niewątpliwie procedura ich obsadzenia przez PRLowskie władze była co najmniej równie wadliwa i równie niezapewniająca niezawisłości i niezależności, co procedury pisowskie. 

I biorąc pod uwagę ten ostatni aspekt, należy stwierdzić, że uchwała SN jest może i moralnie słuszna w swojej idei, a pisowski ryk jaki wybuchł przeciw niej opiera się na przekłamaniach i absurdach - niemniej jednak uchwała przynosi faktycznie więcej szkody niż pożytku. 


Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo