Ernest Korus
Państwo, nie anarchia. Prawo, a nie samowola. Moralność, nie swawola. Dobro narodu ponad egoizmem.
2 obserwujących
3 notki
2009 odsłon
  418   1

Sukces rynku pracy i co dalej?

Za rządów Prawa i Sprawiedliwości wiele poczyniono w kierunku minimalizacji bezrobocia, ku upragnionemu rynkowi pracownika - po latach upodlenia transformacji, balcerowiczowszczyzny, dobijaniu spółek państwowych przez Platformę Obywatelską. Średnia bezrobocia rejestrowanego w ostatnim roku rządów PO, czyli 2015 roku (do listopada) wynosiła 10,65%. Później z miesiąca na miesiąc bezrobocie spadało o całe dziesiąte procenta i osiągnęło najniższy 5% poziom w październiku 2019 roku. Co było dalej to wszyscy wiemy: pierwsze doniesienia o pandemii, pierwsza panika na rynkach, lockdowny roku 2020, upadek niektórych biznesów, wyższe ceny spowodowane brakami w globalnych łańcuchach dostaw. Odbiło się to na wzroście bezrobocia do 6,5% w styczniu 2021 roku. Obecnie stopa bezrobocia znów ma tendencję spadkową i wynosi 5.8%. Wydaje się, że wracamy do przed pandemicznego trendu dążenia do pełnego zatrudnienia i rynku pracownika, ewenementu skali europejskiej. Pojawia się pytanie jak przyspieszyć ten trend, a zwłaszcza jak zabezpieczyć jeden z najniższych współczynników bezrobocia na świecie.

Stopa bezrobocia ma ten feler, że choć obecnie jest coraz znośniejszym poziomie to równie dobrze pod wpływem zmiany polityki przyszłych rządów czy kiepskiego wsparcia w czasie przyszłych ewentualnych kryzysów może zacząć drastycznie rosnąć. Gospodarka potrzebuje stabilności, a co może ją zapewnić bardziej niż pewność obywateli co do stałości ich dochodów wynikających z zatrudnienia? Niestety nic oprócz danego przez polityków słowa obecnie nie gwarantuje umacniania rynku pracownika. Tak, wszystkie kwestie związane z polityką gospodarczą jak wskazuje sama nazwa są polityczne, a więc arbitralnie zależne od decydentów, którzy rządzą w interesie konkretnych grup interesów i ich polityka jak wiadomo zawsze służy komuś. W przypadku liberałów służy biznesowi, któremu zależy na armii bezrobotnych, aby „dyscyplinować” pracowników.

Niższa od średniej europejskiej stopa bezrobocia po 2015 roku jest efektem deficytowych wydatków rządu na stymulację konsumpcji (program 500 plus i inne) oraz inwestycji krajowych, które - jak pisał wybitny ekonomista Michał Kalecki - zwiększają „efektywny popyt na dobra i usługi aż do takich rozmiarów, przy których zostanie osiągnięte pełne zatrudnienie”. W sposób prosty można by powiedzieć, że niniejsze rozwiązanie polega na wpompowaniu do gospodarki pośrednio i bezpośrednio tyle pieniędzy, że dzięki większej konsumpcji wzrośnie zapotrzebowanie na towary, a co za tym idzie konieczność zatrudnienia kolejnych pracowników. Stopa zatrudnienia zależy więc od poziomu naoliwienia koła zamachowego gospodarki. Rozwiązanie ma tę oczywistą wadę, że jest w pełni zależne od polityków i nie będzie kontynuowane w pożądanym stopniu przez żaden liberalny rząd. Potrzebujemy rozwiązań, które zapewnią zatrudnienie niezależnie od zapatrywań polityków.

Jednym z dostępnych półśrodków jest wprowadzenie surowego moratorium migracyjnego. Jeśli polscy pracownicy chcą mieć rynek pracownika to nie mogą godzić się na sprowadzanie taniej siły roboczej zza granicy, ponieważ ta służy pracodawcom za narzędzie ekonomicznego szantażu pod tytułem „Mam dziesięciu innych na Twoje miejsce, nie podoba się to do widzenia”. Nie trzeba mówić jak niedopuszczalne jest to zachowanie i jak mocno uprzywilejowuje przedsiębiorców, ale krótko – taka sytuacja prowadzi do zwolnień polskich pracowników, niestabilności etatów, większych problemów ze znalezieniem nowej pracy, brak perspektyw na podwyżki. Dopływ na rynek pracy ludzi z zewnątrz zmniejsza siłę przetargową pracowników w Polsce. Rozwiązanie tego problemu na korzyść Polaków ustabilizuje obecną stopę bezrobocia poprzez zatkanie jego dodatkowego kanału. Jednak wciąż nie uzyskamy ochrony przed cięciami budżetowymi oraz kryzysami.

Dlatego coraz odważniej na zachodzie doby dzisiejszej ekonomiści pokroju Pavliny Tchernevy postulują rozwiązanie zwane „gwarancją zatrudnienia”. Coraz częściej akademicy rozprawiają nad zaletami tego rozwiązania o co potwierdza zainteresowanie badaczy związanych z nowoczesną teorią monetarną. Bynajmniej nie mamy więc do czynienia ze wzdychaniem za minionymi czasami socjalizmu, tylko za realną alternatywą – kapitalizmu z ludzką twarzą. Państwowe samorządy znając lokalne potrzeby miałyby tworzyć miejsca pracy i gruntować podwaliny pod dalszy rozwój miast. Ileż wspaniałych perspektyw otworzyłoby się przed uboższymi regionami Polski – zatrzymanie wyludniania się miast, napędzenie lokalnej koniunktury i w efekcie rozwój lokalnej przedsiębiorczości prywatnej co poskutkuje otwieraniem się kolejnych miejsc pracy. Wysokość pensji na etatach wchodzących w skład gwarancji zatrudnienia w założeniu teoretyków powinna być ustalona na poziomie płacy minimalnej, aby nie rywalizować z sektorem prywatnym. Gwarancja jest buforem, który rozszerza się, gdy ludzie tracą pracę w sektorze prywatnym, a zmniejsza, gdy praca pojawia się na rynku. To salomonowe rozwiązanie, ponieważ pracownicy zyskają upragnioną pewność pracy i zostanie zabezpieczony rynek pracownika, a przedsiębiorcy nie muszą się obawiać, że państwo zacznie licytować się o pracownika. Nie znaczy to, że nie będzie krzyków i agresji ze strony warstwy przedsiębiorczej, bowiem biznes straci możliwość nacisku na pracownika. Co więcej, przypadku, gdy pracodawca oferuje zaledwie nieznacznie lepszą płacę niż minimalna pensja programu gwarancji zatrudnienia, ale nie szanuje swoich pracowników to ci mogliby zdecydować się na niższe zatrudnienie, ale w godniejszych warunkach. Mielibyśmy więc do czynienia nie tylko z gwarancją pracy, ale także z znaczącym polepszeniem warunków pracy i komfortu psychicznego ludzi.

Nie możemy zadowolić się jednym z niższych poziomów bezrobocia, ponieważ wciąż mamy dużo do zrobienia. Jest lepiej, ale wciąż jesteśmy daleko od ideału, w którym Polak nie martwiłby się o swoją przyszłość z powodu czynników losowych. Niedopuszczalne jest też, żeby Polak – zwłaszcza na terenach szczególnie dotkniętych przez transformację gospodarczą – musiał emigrować do innych miast, albo co gorsza za granicę. Bezrobocie poziomu 5% również nie brzmi wspaniale, choć jest to niewątpliwy sukces na tle szarej III RP. Możemy zrobić znacznie więcej i ku temu powinniśmy zmierzać, aby pewnego dnia obudzić się w mitycznej "Wielkiej Polsce".

Ernest Korus

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo