Blog
zszywam me słowa - bez znieczulenia
fatamorgan
fatamorgan Jeśli prawda boli weź tabletkę
27 obserwujących 193 notki 467702 odsłony
fatamorgan, 24 listopada 2018 r.

Opowieści z dzieciństwa i analizy polskiej sceny politycznej (1.1)

128 3 0 A A A

Wspomnienia z mojego dzieciństwa, stanowić będą człon pierwszy i końcowy moich opowieści.

Koniec, stanowić ma w moim założeniu podzielenie się z czytelnikami głębszymi refleksjami. Opartymi, na wspomnieniach i naukach wypływających z mojego dzieciństwa, oraz na moich życiowych doświadczaniach. Również i na moich próbach zrozumienia ludzkiej natury. Zakrytych, w tym i ciemniejszych stron. Często uniemożliwiających inicjoowanie i prowadzenie pomiędzy ludźmi zwyczajnej rozmowy. 

Czytelników szukających nowych, rewelacyjnych wiadomości, skandali czy afer, nie zachęcam do dalszej lektury.  

Czytelnikowi szukającemu głębszych refleksji i ocen polskiej sceny politycznej tekst ten dedykuje. 

W moich opowieści głównymi bohaterami części I zatytułowanej "Dzieciństwo" są: mój dziadek, moja babcia, moi rodzice, moja siostra, liczni kuzyni, czyli po prostu cała moja najbliższa rodzina z okresu mojego dzieciństwa. 

W części II zatytułowanej "Internet i polityka" głównym bohaterem poza moją skromną osobą w roli analityka i narratora, będą: polscy politycy, polskie partie polityczne, pewien polski profesor w roli lustra, oraz pewien czołowy polski polityk. 

Cześć III i ostania zatytułowana będzie "Stawek analizy i polityka" i zawierać będzie dokończenie opowieści z mojego dzieciństwa, analizy i przemyślenia. Refleksje zawodowego analityka w nawiązaniu do zdarzeń zarówno z okresu mojego dzieciństwa, jak i polskiej polityki w erze internetu.


                                                                                           


                                                                                             Cześć I 

                                                                                          Dzieciństwo      


  Rozdział pierwszy: Dom dziadka               

         Urodziłem się w średniej wielkości uroczym mieście w południowej części Polski. Myślę, że miasto nie co powyżej 100 000 mieszkańców, z piękną zabytkową starówką nie można by nazwać lepiej i inaczej. Dzieciństwo szczęśliwe, rodzice wspaniali, jedynie siostra potrafiła być dziwną. Co zresztą nie powinno dziwić. Pochodzimy zarówno od miecza, jak i kądzieli z rodzin, w którym naszym przodkom można by przez wieki pewnie i co nieco zarzucić, lecz na pewno nie typowość zachowań.

Najlepszym tego przykładem był mój dziadek od strony mamy. Dziadka ekscentryczność, była bowiem tak łatwo zauważalną. Nie tylko przez otoczenie, ale i nas dzieci bardzo łatwo widzianą. Niczego w wczesnym okresie dzieciństwa nie oczekiwałem i nie pragnąłem tak bardzo, jak odwiedzać dom dziadka.

Zbudowany obok starego domu, na ziemi od wieków będącej w posiadaniu rodziny, dla kilkuletniego chłopca, dom ten był niczym jakaś tajemnicza budowla. Której liczne tajemnice, oczekiwały mojego odkrycia. Szczególnie piwnice, kilka ich kondygnacji, stanowiły o tajemniczej naturze dziadka domu. Tu muszę wyjaśnić, że dziadek, zapewne pod wpływem doświadczeń wojny, dolne kondygnacje zbudowal, bardziej na podobieństwo bunkru przeciw atomowego niźli domu mieszkalnego. Takie było jego zamierzenie i tak właśnie ten dom, sam zaprojektował i własnoręcznie, nie tylko od strony nadzoru nad budową budował.

Jedynie 6 lat zajęła mu ta budowa, co było w ówczesnych, powojennych warunkach nie lada przecież dokonaniem i wyczynem. Czego jednak nie mogą pieniądze…. jak lubił mawiać dziadek. Będąc z jednej strony nieokiełznanym, nawet i komunizmem niepoprawnym ekscentrykiem, z drugiej zaś strony, niezwykle zaradnym i troskliwym mężem. Zawsze, potrafiącym wyciągnąć pieniądze chyba "spod ziemi" - jak babcia mawiać lubiła, wiedząc zapewne - co mówi. Gwarantując, może nie tyle dobrobyt, co byt na odpowiednim poziomie babci, i bardzo licznej jak to w tych czasach bywało rodzinie. Moja mama była bowiem trzecim dzieckiem spośród siedmiorga rodzeństwa.

Owocem męskości dziadka i płodności babci, była znaczna ilość posiadanych przeze mnie pierwszych kuzynów i kuzynek. Ileż to rodzinnych spotkań, ileż zabaw, ileż psot, ileż śmiechu, towarzyszyło temu okresowi mojego dzieciństwa. Składając się w znacznej mierze na to, że mogłem powyżej bez zawahania i bez zastanowienia napisać, że moje dzieciństwo było bardzo szczęśliwym.

Oprócz 4 kondygnacji piwnic, do których nieustannie zakazywano nam dzieciakom wchodzić, w domu dziadka był jeszcze strych. Niestety, ale podobnie jak i piwnice, objęty dla dzieci kategorycznym zakazem wejścia. Mogliśmy iść na strych jedynie za pozwoleniem dziadka w obecności osób dorosłych. Nie znaczy to oczywiście, że nie próbowaliśmy. Nie było to jednak łatwe. Na strych prowadziły dwukrotnie łamane, strome i bardzo skrzypiące drewniane schody. Na nieszczęście, drzwi wejściowe na końcu schodów najczęściej do tego jeszcze zamknięte były na klucz.

Powody tego zakazu były dwojakiej natury. Pierwszym i głównym, był dziadka wielki teleskop astronomiczny. Nabyty wprawdzie już po wojnie, po ponoć bardzo okazyjnej cenie, jednakże zdecydowanie zbyt delikatny i drogi, abyśmy mogli dotykać go bez nadzoru. Drugim powodem, zgodnie uznawanym przez wszystkich wnuków i wnuczki dziadka za niesprawiedliwie niewystarczający, był znacznych rozmiarów balkon z "ponoć" (co za niesprawiedliwość losu)- niewystarczającej wysokości balustradą.

To właśnie na ten balkon, w noce, kiedy widoczność temu sprzyjała, dziadek wytaczał swój teleskop i rozkoszował się widokami nieba. Oddając się urokowi amatorskiej astronomii, będącą jedną z jego życiowych pasji. Ku wielkiej radości babci, która nieraz jak pamiętam powtarzała, ze chyba tylko dzięki tej astronomii, komuniści zostawili dziadka w spokoju. Mając go za nieszkodliwego wariata.

Kierując się doświadczeniami nabytymi w życiu i patrząc na ten aspekt z perspektywy lat, myślę, ze babcia jednak się myliła. Domyślam się bowiem, że bardziej prawdopodobnym powodem pozostawienia dziadka w spokoju po wojnie przez komunistów, pomimo lat spędzonych w okolicznych lasach i aktywnej "leśnej działalności", mogły być pieniądze wygrzebywane przez dziadka w razie potrzeby "spod ziemi" niźli astronomia.

Nieważne to już jest teraz. Ważnym było i jest, że dziadek po doświadczeniach wojny, na szczęście nie doświadczył zbyt wielu niemiłych rozmów, na "bolące" tematy z panami o skłonnościach rzeźników z ówczesnego Urzędu Bezpieczeństwa. Iluż innych, wspaniałych ludzi tego okresu zostało bestialsko zatłoczonych na śmierć, tylko dlatego, że nie miało wtedy podobnego mojemu dziadka szczęścia, uniknięcia tego typu powojennych rozmów.

                                                                                                      ***

Dopiski autora:

W następnym rozdziale, przeniesiemy się z domu mojego dziadka nad pobliski stawek. Wprawdzie malutki, lecz niezwykle ważny, bo stanowiący jednocześnie - człon łączący moje dzieciństwo z internetem, polityką i analizami, jak i człon końcowy w sensie analizy i refleksji opartych na moich opowieściach.  


Informacje dodatkowe: 

Chętnych do podjęcia rozmowy, zapoczątkowania i rozwinięcia ewentualnej dyskusji bardzo serdecznie zapraszam na mój blog na WordPress: https://fatamorganblog.wordpress.com/

Kolejne rozdzialy i części "opowieści i analiz" będą tam publikowane z wyprzedzeniem.  

Opublikowano: 24.11.2018 21:19. Ostatnia aktualizacja: 25.11.2018 08:43.
Autor: fatamorgan
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Oświadczenie : Autor notek i komentarzy oświadcza publicznie i stanowczo, że nie jest Fatamorganem. Autora. własne opinie, nie są wyrażane na tym blogu. Wszystkie notki i komentarze są tylko i wyłącznie opiniami fikcyjnej postaci literackiej, zwanej fatamorgan. Jedynie tak zatem, mogą być odbierane.Osoba, pisząca notki i komentarze, nie wyraża żadnych swoich prywatnych opinii, ani nie bierze odpowiedzialności pod żadną postacią, za teksty pisane przez nią w formie jedynie fikcji literackiej. Jako, ze osoba pisząca, jest osobą fizyczną a fatamorgan jest fikcyjną postacią stworzona jedynie w celu przekazu literackiego. Zatem Fatamorgan, to fikcyjna postać, której istnienia nie ma w rzeczywistym, fizycznym, dotykalnym świecie. Wszelkie podobieństwa do faktów, zdarzeń, lub osób nawet w przypadku pozornej zgodności z faktami lub osobami rzeczywistymi, są jedynie przypadkowe.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @ram  Zasadna, oparta na historycznych faktach i przez to - bardzo słuszna jest ta Pana uwaga.
  • @echo24  Panie Pasierbiewicz! Nie kwestionując Pana stawiennictwa w urzędzie...
  • @echo24  Po tej (tego typu) odpowiedzi, nie pozostaje nic innego - jak jedynie sugestia....

Tematy w dziale Rozmaitości