8 obserwujących
603 notki
120k odsłon
  519   0

Podatek od cukru

Brawa.

Druga krajowa kwestia to wysokość podatku i moment zaistnienia obowiązku zapłaty. Podatek „cukrowy” będzie musiał być opłacany w bardzo wielu przypadkach wcześniej niż płatność za fakturę z tytułu sprzedaży do sieci. Oznacza to, że Urząd Skarbowy będzie systematycznie zwiększał ryzyko utraty płynności przez mniejsze przedsiębiorstwa. W przypadku napojów w dużych pojemnościach (1,5-2l) i słodzeniu charakterystycznym dla napojów „słodzonych”, wysokość podatku wyniesie 1,0-1,5 zł do każdej butelki. Marża przy współpracy z największymi sieciami sprzedającymi takie opakowania nie przekracza często kilkunastu groszy. Czyli firma zarabia powiedzmy 20 groszy na jednej butelce napoju i odprowadza do Państwa 1,5 zł. Terminowość regulowania zobowiązań (w sieciach) jest umiarkowana, a terminy często przekraczają 60 dni. Podatek zaś trzeba będzie płacić nawet po 25 dniach od sprzedaży. Oznacza to, że aby utrzymać płynność finansową i nie zalegać z podatkiem „cukrowym” należy mieć olbrzymi zapas kapitału na conajmniej kilkadziesiąt dni. Bez niego firmy natychmiast wpadną w długi względem Urzędu Skarbowego, a on nie lubi dłużników. Należy pamiętać również, że zdarzają się przypadki bankructw sieci i nieuczciwych kupujących. Co w przypadku, w którym sieć, taka jak np. nieistniejąca już Alma, kupiłaby milion butelek napojów, ale za nie nie zapłaciła? (tak, tak - tak właśnie zrobiła Alma zanim się zwinęła). W takiej sytuacji przedsiębiorca nie tylko nie otrzyma pieniędzy za sprzedany towar powiedzmy 2,5 mln złotych (2,5 zł za butelkę), ale równocześnie będzie musiał odprowadzić 1,5 mln zł do US. Skąd? Cholera wie. Mało jaka firma dysponuje zapasami 4 milionów złotych, które może wyłożyć bez problemów dla przedsiębiorstwa. Efekt - upadłość!

Brawa

Wiem natomiast kto jest w stanie taką sytuację wytrzymać - międzynarodowe korporacje. W jakimś sensie jest im to nawet na rękę, bo znika konkurencja.

Brawa

Nawet w przypadku terminowo płacących podmiotów potrzebne są setki tysięcy, a najczęściej miliony złotych zapasu na „podatek cukrowy”. Środki, jeżeli nie ma ich w kasie (a nie ma najczęściej) trzeba wziąć z banku, a to jest koszt, którego nie przyjmuje w podniesionej ceny sieć handlowa. Efekt - producent zarabia mniej, korporacje zarabiają tyle samo lub więcej, ponadto zarabiają banki, konsumenci płaca więcej. Innym słowy transfer pieniędzy od najmniejszych do największych.

Brawa

No i kwestia sprzedaży produktów w obrocie międzynarodowym.

Podatek nie ma niestety trybu rotacyjnego (tak jak VAT), a to oznacza, że nie ma możliwości wystąpienia do urzędu skarbowego o zwrot podatku w przypadku eksportu produktu kupionego na wolnym rynku z już nałożoną daniną „cukrową”. Podatek „cukrowy” staje się zatem stałą składową ceny, co w przypadku eksportu (jeżeli do niego dojdzie przy tak olbrzymiej cenie) oznaczać będzie, że zagraniczni konsumenci będą składali się na polski NFZ. To w teorii, bo w praktyce do takiego eksportu nigdy nie dojdzie z powodu olbrzymiej ceny.

Brawa

Jeżeli znika możliwość swobodnego kupowania napojów na rynku polskim bez podatku cukrowego to znika również ich eksport. Jest to na rękę wyłącznie największym firmom takim o zasięgu międzynarodowym, które mają różną politykę cenową w różnych krajach i starają się blokować swobodny przepływ towarów. W Polsce po wprowadzeniu podatku już nie muszą niczego pilnować, gdyż korporacje wyręczyło państwo. Może na skutek lobbyngu, ale raczej totalnej indolencji ustawodawcy. Nasza spółka w roku 2020 wyeksportowała napoje (kupione właśnie na wolnym rynku) o wartości około 20 mln złotych. W roku 2021 zapewne nie osiągniemy 1/10 tej wartości. Co w naturalny sposób przełoży się na wysokość płaconych przez naszą spółkę podatków, redukcję zatrudnienia, poziom inwestycji czy wsparcie dla inicjatyw kulturalnych.

Brawa

Nie wszyscy jednak stracą oprócz wspomnianych korporacji wzrośnie eksport Czechom, Litwie, Danii, ale również Ukrainie czy Serbii. Rynek nie bardzo znosi pustkę, więc jeżeli produkty nie będą dostępne na polskim rynku, zostaną kupione w innych krajach. Działania proeuropejskie rządu polskiego można by rzec.

Brawa (do oklasków dołączają Czesi, Litwini, a nawet Duńczycy - międzynarodowy zasięg oklasków)

A na koniec spekulacyjna sensacja, ale dosyć prawdopodobna.

W mojej ocenie istnieje olbrzymie ryzyko powstania szarej strefy napojowej, jakby to głupio nie brzmiało. Wysokość opłat jest tak wysoka, że wielokrotnie przebija marże producentów i sklepikarzy, a nawet największych sieci. To z kolei prowadzi do ryzyka „wyszarzenia” rynku i wprowadzanie do obrotu napojów wjeżdżających do Polski z krajów, w których takiego podatku nie ma - Czechy, Słowacja, Litwa ale również Ukraina czy Serbia. Produkty najpopularniejszych marek mogą trafiać do tysięcy punktów sprzedaży z pominięciem dokumentów zakupu i sprzedaży. Mieliśmy karuzele VATowską to teraz uzbroimy tych samych dżentelmenów w niewyobrażalne źródło zarobków. Bary, dyskoteki, hotele, restauracje, knajpy, imprezy masowe, bazary, targi i małe sklepy, wszędzie gdzie można pominąć „kasę fiskalną” pojawia się olbrzymie pole do dodatkowych zysków. W przypadku najpopularniejszych napojów i wysokości opłaty gra idzie o setki milionów złotych.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka