8 obserwujących
604 notki
120k odsłon
  519   0

Podatek od cukru

Tekst z fb, małego producenta napoi. 

Z prośbą o udostępnianie. 


----------


Szanowny Wszyscy Konsumenci (polityczne sympatie bez znaczenia)

Mam nadzieję, że poniższym tekstem uda mi się wytłumaczyć, jak mylne jest używane pojęcie „podatku cukrowego”, do jakich przeszkód w prowadzeniu działalności gospodarczej prowadzi, jak faworyzuje olbrzymie korporacje i na koniec do jakich patologii może doprowadzić i zapewne doprowadzi. To ważne zwłaszcza w momencie, w którym premier Mateusz Morawiecki mówi, że tak zwany podatek cukrowy to czyste dobro. Podobno czasami pan premier mówi prawdę, ale z całą pewnością nie w tym przypadku.

Jestem przedsiębiorcą, od 10 lat produkujemy napoje ChaiKola i ChaiMate, zajmujemy się rownież eksportem produktów FMCG. Tak zwana ustawa „cukrowa” z dużym prawdopodobieństwem pogrzebie rozwój w firmach takich jak nasze, a wiele podmiotów doprowadzi do bankructwa:-( Poniższy komentarz do ustawy o tak zwanym podatku cukrowym, która wejdzie w życie od 1.01.2021 jest rozpaczliwą próbą z jednej strony korekty w powszechnym rozumieniu założeń ustawy, a z drugiej pokazania w jak bezmyślny sposób wprowadzane jest w Polsce prawo. Jak faworyzuje się umyślnie lub nie olbrzymie korporacje i dlaczego niezbędne są konsultacje przy pisaniu ustaw.

Używanie pojęcia „podatek cukrowy” nie tylko nie oddaje substancji ustawy, ale wprowadza w błąd. Dlaczego?

Po pierwsze podatkiem nie są obłożone produkty z cukrem, ale NAPOJE z cukrem i bez cukru. Wyłącznie napoje. Podatek cukrowy omija wszystkie inne produkty, których listę mógłbym zamieścić poniżej, ale nie starczyłoby miejsca w całym facebooku. Liczba produktów, w których używany jest cukier jest gigantyczna. To całe aleje sklepowe. Nie chodzi tylko o słodycze, ale o jogurty, płatki, produkty instant czy wszelkiej maści przekąski, również słodkie alkohole. Mamy zatem do czynienia nie z podatkiem cukrowym, a napojowym.

Po drugie tak zwanym podatkiem cukrowym obłożone są produkty nieposiadające w składzie cukru (Art. 12a. 1, punkty 1 i 2 ustawy). Wystarczy, że użyta jest dowolna substancja słodząca wymieniona w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1333/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie dodatków do żywności. Czyli na przykład stewia, syntetyczne słodziki, a nawet miód. Tak, tak - napoje słodzone miodem również będą droższe a także napoje całkowicie bez kalorii. W wielkim skrócie oznacza to opodatkowanie produktów bez kalorii i cukru na takim samym poziomie jakby produkty posiadały 5 gr cukrów w 100 ml. Bez sensu? Owszem, ale kogo to obchodzi.

Sytuacja, w której produkty niesłodzone cukrem są obłożone identyczną daniną jak produkty z cukrem w żaden sposób nie jest w stanie zmniejszyć spożycia produktów z cukrem kosztem produktów bezcukrowych. Nie doprowadzi również do zmiany składów w już istniejących produktach. No bo jak niby? Jedyne co taki podatek robi to zmienia cenę produktów na półce. Co tradycyjnie uderza w osoby najgorzej zarabiające, dla których wzrost cen jest zawsze najbardziej dotkliwy.

Przykład Wielkiej Brytanii, w której wprowadzono podatek „cukrowy” od napojów kilka lat temu (wyłącznie od napojów z cukrem) pokazał, że to dobry instrument do zmian w składach produktów. Producenci zredukowali o 29% udział cukru w składach napojów (marki własne i napoje brandowe) równocześnie wzrosło spożycie napojów z małą lub zerową zawartością cukru. Sukces? Częściowo na pewno. Nie muszę chyba tłumaczyć, że jak produkty bez cukru również są objęte opłatą to nic się nie zmieni. Może być nawet gorzej, bo wybierając napój, którego cena od 1.01.2021 wzrośnie o 50% klienci będą woleli wybrać napój z cukrem, który jak powszechnie wiadomo KRZEPI. Dopamina i te sprawy.

W kolejnym skrócie - tak zwany podatek cukrowy jest bez sensu, bo nie ma żadnej szansy na zmianę nawyków żywieniowych, jest jedynie dosyć ordynarną próbą transferu pieniędzy z kieszeni klientów i producentów napojów do skarbca.

Brawa

Kolejne konsekwencje są jednak w mojej ocenie znacznie groźniejsze.

W kraju tylko najwięksi gracze na rynku napojowym (korporacje) poradzą sobie w negocjacjach z sieciami oraz z procesem podniesienia cen. Mało tego, zapewne uda im się wykorzystać sytuację do podniesienia cen, zwiększenia zysku i przewagi nad liczną, ale rozdrobnioną konkurencją . Firmy takie jak moja spółka są na przegranej pozycji. Wielu małych producentów będzie musiało na wielu poziomach „dołożyć” do podatku cukrowego. Ich zyski zmaleją. Zakładam, że w głowie pomysłodawcy tej błyskotliwej ustawy pojawiła się idea opodatkowania napojowych korporacji zagranicznych (takich jak Coca cola czy Pepsico bo te produkty najbardziej widać w sklepach), skoro nie udało się z Google i Facebookiem to może w tym miejscu będzie inaczej. Niestety efekt na rynku krajowym będzie całkowicie odwrotny. To nie korporacje zapłacą, ale klienci. Korporacje zarobią więcej. Polskie firmy zarobią mniej. Klienci wydadzą więcej.

Brawa.

Druga krajowa kwestia to wysokość podatku i moment zaistnienia obowiązku zapłaty. Podatek „cukrowy” będzie musiał być opłacany w bardzo wielu przypadkach wcześniej niż płatność za fakturę z tytułu sprzedaży do sieci. Oznacza to, że Urząd Skarbowy będzie systematycznie zwiększał ryzyko utraty płynności przez mniejsze przedsiębiorstwa. W przypadku napojów w dużych pojemnościach (1,5-2l) i słodzeniu charakterystycznym dla napojów „słodzonych”, wysokość podatku wyniesie 1,0-1,5 zł do każdej butelki. Marża przy współpracy z największymi sieciami sprzedającymi takie opakowania nie przekracza często kilkunastu groszy. Czyli firma zarabia powiedzmy 20 groszy na jednej butelce napoju i odprowadza do Państwa 1,5 zł. Terminowość regulowania zobowiązań (w sieciach) jest umiarkowana, a terminy często przekraczają 60 dni. Podatek zaś trzeba będzie płacić nawet po 25 dniach od sprzedaży. Oznacza to, że aby utrzymać płynność finansową i nie zalegać z podatkiem „cukrowym” należy mieć olbrzymi zapas kapitału na conajmniej kilkadziesiąt dni. Bez niego firmy natychmiast wpadną w długi względem Urzędu Skarbowego, a on nie lubi dłużników. Należy pamiętać również, że zdarzają się przypadki bankructw sieci i nieuczciwych kupujących. Co w przypadku, w którym sieć, taka jak np. nieistniejąca już Alma, kupiłaby milion butelek napojów, ale za nie nie zapłaciła? (tak, tak - tak właśnie zrobiła Alma zanim się zwinęła). W takiej sytuacji przedsiębiorca nie tylko nie otrzyma pieniędzy za sprzedany towar powiedzmy 2,5 mln złotych (2,5 zł za butelkę), ale równocześnie będzie musiał odprowadzić 1,5 mln zł do US. Skąd? Cholera wie. Mało jaka firma dysponuje zapasami 4 milionów złotych, które może wyłożyć bez problemów dla przedsiębiorstwa. Efekt - upadłość!

Brawa

Wiem natomiast kto jest w stanie taką sytuację wytrzymać - międzynarodowe korporacje. W jakimś sensie jest im to nawet na rękę, bo znika konkurencja.

Brawa

Nawet w przypadku terminowo płacących podmiotów potrzebne są setki tysięcy, a najczęściej miliony złotych zapasu na „podatek cukrowy”. Środki, jeżeli nie ma ich w kasie (a nie ma najczęściej) trzeba wziąć z banku, a to jest koszt, którego nie przyjmuje w podniesionej ceny sieć handlowa. Efekt - producent zarabia mniej, korporacje zarabiają tyle samo lub więcej, ponadto zarabiają banki, konsumenci płaca więcej. Innym słowy transfer pieniędzy od najmniejszych do największych.

Brawa

No i kwestia sprzedaży produktów w obrocie międzynarodowym.

Podatek nie ma niestety trybu rotacyjnego (tak jak VAT), a to oznacza, że nie ma możliwości wystąpienia do urzędu skarbowego o zwrot podatku w przypadku eksportu produktu kupionego na wolnym rynku z już nałożoną daniną „cukrową”. Podatek „cukrowy” staje się zatem stałą składową ceny, co w przypadku eksportu (jeżeli do niego dojdzie przy tak olbrzymiej cenie) oznaczać będzie, że zagraniczni konsumenci będą składali się na polski NFZ. To w teorii, bo w praktyce do takiego eksportu nigdy nie dojdzie z powodu olbrzymiej ceny.

Brawa

Jeżeli znika możliwość swobodnego kupowania napojów na rynku polskim bez podatku cukrowego to znika również ich eksport. Jest to na rękę wyłącznie największym firmom takim o zasięgu międzynarodowym, które mają różną politykę cenową w różnych krajach i starają się blokować swobodny przepływ towarów. W Polsce po wprowadzeniu podatku już nie muszą niczego pilnować, gdyż korporacje wyręczyło państwo. Może na skutek lobbyngu, ale raczej totalnej indolencji ustawodawcy. Nasza spółka w roku 2020 wyeksportowała napoje (kupione właśnie na wolnym rynku) o wartości około 20 mln złotych. W roku 2021 zapewne nie osiągniemy 1/10 tej wartości. Co w naturalny sposób przełoży się na wysokość płaconych przez naszą spółkę podatków, redukcję zatrudnienia, poziom inwestycji czy wsparcie dla inicjatyw kulturalnych.

Brawa

Nie wszyscy jednak stracą oprócz wspomnianych korporacji wzrośnie eksport Czechom, Litwie, Danii, ale również Ukrainie czy Serbii. Rynek nie bardzo znosi pustkę, więc jeżeli produkty nie będą dostępne na polskim rynku, zostaną kupione w innych krajach. Działania proeuropejskie rządu polskiego można by rzec.

Brawa (do oklasków dołączają Czesi, Litwini, a nawet Duńczycy - międzynarodowy zasięg oklasków)

A na koniec spekulacyjna sensacja, ale dosyć prawdopodobna.

W mojej ocenie istnieje olbrzymie ryzyko powstania szarej strefy napojowej, jakby to głupio nie brzmiało. Wysokość opłat jest tak wysoka, że wielokrotnie przebija marże producentów i sklepikarzy, a nawet największych sieci. To z kolei prowadzi do ryzyka „wyszarzenia” rynku i wprowadzanie do obrotu napojów wjeżdżających do Polski z krajów, w których takiego podatku nie ma - Czechy, Słowacja, Litwa ale również Ukraina czy Serbia. Produkty najpopularniejszych marek mogą trafiać do tysięcy punktów sprzedaży z pominięciem dokumentów zakupu i sprzedaży. Mieliśmy karuzele VATowską to teraz uzbroimy tych samych dżentelmenów w niewyobrażalne źródło zarobków. Bary, dyskoteki, hotele, restauracje, knajpy, imprezy masowe, bazary, targi i małe sklepy, wszędzie gdzie można pominąć „kasę fiskalną” pojawia się olbrzymie pole do dodatkowych zysków. W przypadku najpopularniejszych napojów i wysokości opłaty gra idzie o setki milionów złotych.

Można nawet pokusić się o taki scenariusz, że polska firma założona na tak zwanego słupa kupuje kilkadziesiąt samochodów popularnych napojów w Czechach, a następnie sprzedaje do sklepów, normalnie wystawia faktury, więc sklep jest zadowolony. Cena jest atrakcyjna np o kilkadziesiąt groszy mniejsza niż rynkowa w Polsce, więc kupujący jest tak zadowolony, że nawet jak nie zna sprzedawcy to i tak kupuje. Faktura jest, więc wszystko legalnie. Firma krzak po kilkudziesięciu takich samochodach zwyczajnie znika, okazuje się, że właściciel firmy zmarł miesiąc temu i nie ma kogo ścigać. Rozpłynął się z rzekomym podatkiem cukrowym, vatem i nigdy nie zapłaconym podatkiem dochodowym.

Brawa (dołączają się przestępcy)

W kolejnym już olbrzymim uproszczeniu pełen TIR 1,5 litrowych butelek popularnego napoju typu cola to ponad 20 000 złotych podatku cukrowego. To 20 000 złotych to środki do „podziału" pomiędzy dostawcę towaru pochodzącego z zagranicy i sprzedawcę. Jeżeli ktokolwiek myśli, że samochód napojów to dużo to jest w błędzie. Taki samochód w miesiąc sprzeda 30-40 sklepików. Znowu nawiąże do przykładu naszej firmy, jeżeli przełożylibyśmy skalę naszego eksportu na „sprzedaż w szarej strefie w PL” to bylibyśmy w stanie ominąć podatek „cukrowy” o wartości około 7 milionów złotych. Proszę sobie wyobrazić co jest w stanie zrobić zorganizowana grupa przestępcza zakładająca setki fikcyjnych podmiotów. Idę o zakład, że od stycznia na bazary w całym kraju wjadą pełne tiry z popularnymi napojami z importu, a w strefach przygranicznych w sklepach będą stały napoje z etykietami po słowacku, czesku czy ukraińsku.

Brawa (właściwie już wszyscy klaszczą)

Państwo ma rzekomo pozyskać 2 mld złotych na podatku „cukrowym”. Równocześnie na każdym tirze z napojami sprzedanym na bazarze będzie traciło (VAT, brak odprowadzonego podatku „cukrowego”, brak podatku dochodowego) jakieś 40 k złotych. 2 miliardy złotych po stronie przychodów, a po stronie strat setki milionów złotych, a może nawet więcej jak prognozowane przychody - czyli bilans mógłby nawet wyjść na zero. Ale jak dołożymy zwiększenie siły międzynarodowych korporacji względem małych przedsiębiorców, danie narzędzi zorganizowanym grupom przestępczym i zapewne upadek wielu firm to jesteśmy grubo pod kreską. Aha, no i klienci zapłacą za napoje więcej.

Jednym słowem wielki sukces. Brakuje rąk do oklasków.

Na sam koniec napiszę, że jestem olbrzymi zwolennikiem wprowadzania podatków stymulujących zdrową konsumpcję. Podatku od cukru również (nałożonego raczej na cukier, skoro mamy z nim walczyć), ale przede wszystkim podatku od produktów odzwierzęcych, najtańszych jajek, produktów seropodobnych i dziesiątek produktów, które powinniśmy wykluczać z diety równocześnie wspierając lepsze produkty (na przykład zmniejszając na nie VAT). Tylko kto by chciał się przepychać z branżą mięsną, jak na futrzarską nie starczyło pary w gwizdku nawet na cichy pierd? Napojowa branża mogłaby oczywiście zacząć krzyczeć tylko Ci co mają donośny głos na ustawię zarobią lub pozbędą się konkurencji.

Cisza zamiast braw

Kurtyna

Michał Borecki

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka